Wybory prezydenckie. Jakubiak zebrał 150 tys. podpisów. WP: Działacze PiS dostali instrukcje, by go "wspomóc"

"W związku z zagrożeniem wycofania wszystkich opozycyjnych kontrkandydatów z wyborów musimy wspomóc w rejestracji z jednego z kandydatów" - taka wiadomość miała zostać rozesłana do działaczy PiS na Pomorzu. Być może właśnie wsparcie partii rządzącej wyjaśnia sukces Jakubiaka, który zadeklarował, że zebrał ponad 150 tys. podpisów poparcia.

Jak podawaliśmy przed kilkoma dniami, Marek Jakubiak, były poseł i przedsiębiorca, poinformował, że udało mu się zebrać 150 tys. podpisów poparcia pod swoją kandydaturą w wyborach prezydenckich. Miał je zebrać w zaledwie tydzień. 

Wirtualna Polska dotarła do wiadomości, którą mailem i SMS-em mieli otrzymać pomorscy działacze PiS 23 marca, czyli dokładnie w dniu, kiedy Jakubiak mówił o zebranych 150 tysiącach:

Koleżanki i koledzy. Pilne. W związku z zagrożeniem wycofania wszystkich opozycyjnych kontrkandydatów z wyborów musimy wspomóc w rejestracji z jednego z kandydatów. Wzór listy poparcia na mailu. Proszę o przygotowanie minimum 20 podpisów poparcia dla każdego z powiatu.

Do wiadomości miała być dołączony dokument do zbierania podpisów - "Wykaz Podpisów. Komitet Wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Marka Jakubiaka". 

Z informacji WP.pl wynika, że Jakubiak informując media o sukcesie zbiórki blefował i nie miał jeszcze uzbieranych podpisów, ale "otrzymał sygnał z PiS, że zbieranie głosów mocno przyspieszy". 

W PiS nikt nic o tym nie wie

Dziennikarze kontaktowali się z szefem komitetu PiS w Gdańsku Krzysztofem Wieckim, który miał otrzymać i wysyłać dalej instrukcje o zbiórce. Wiecki zbył pytania brakiem czasu. Podobnie gdański poseł PiS Kacper Płażyński, który dodaje, że "jest szeregowym członkiem Prawa i Sprawiedliwości" i "nic mu na ten temat nie wiadomo". Również pełnomocnik komitetu wyborczego Andrzeja Dudy, poseł PiS Krzysztof Sobolewski stwierdził, że "nic nie wie na ten temat".

Nieoficjalnie Jakubiak tuż po ogłoszeniu swojego startu miał dostać zapewnienie, że otrzyma wsparcie od PiS w zbiórce podpisów. Sprawa miała nabrać tempa, gdy w obliczu wyjątkowej sytuacji w kraju i konieczności zastopowania kampanii prezydenckiej, pojawiły się doniesienia o możliwości zastosowania "opcji atomowej". Kandydaci opozycji mieliby solidarnie wycofać się z udziału w wyborach, zostawiając na polu walki samego Andrzeja Dudę. Wówczas marszałkini Sejmu Elżbieta Witek byłaby zmuszona zarządzić nowe głosowanie. 

Zobacz wideo Fogiel o możliwości solidarnego wycofania kandydatów opozycji

Za, a nawet przeciw wyborom 10 maja

Gdy dziennikarze zacytowali wiadomości krążącą po strukturach PiS Jakubiakowi, ten stwierdził, że "jest zdziwiony". - Co prawda jakieś podpisy przychodzą do mnie pocztą, ale są to podpisy od ludzi, którzy zbierają dla mnie w ramach struktur związanych z Wolnymi i Solidarnymi, albo Skutecznymi - powiedział. Jednocześnie stwierdził, że "nie ma stuprocentowej pewności, że wśród działaczy WiS nie ma działaczy PiS". 

Były poseł zadeklarował, że nie prowadzi z PiS rozmów i nie we wszystkim się z partią rządzącą zgadza. Dodał, że "wierzy, że PiS nie przeprowadzi wyborów prezydenckich 10 maja" i być może sam będzie do tego przekonywał. To o tyle ciekawe, że 23 marca zadeklarował się jako zwolennik przeprowadzenia wyborów w pierwotnie wybranym terminie i twierdził, że kandydaci, którzy apelują o ich przełożenie "rejterują". - To jest przede wszystkim niepoważne potraktowanie wyborców. Demokracja ma swoje prawa. Warto byłoby ich przestrzegać. Wszyscy ci, którzy się tak darli "konstytucja, konstytucja", dzisiaj też powinni tak krzyczeć - powiedział w rozmowie z wpolityce.pl. 

Więcej o: