Notatka strażnika ws. Turczynowicz-Kieryłło. Miała badać, czy ulotki nie są "wyciągane z ogrodzeń"

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło miała powiedzieć strażnikowi miejskiemu w Milanówku, że przed incydentem z listopada 2018 r. spacerowała z synem, "zwracając uwagę, czy ktoś nie wyciąga ulotek z ogrodzeń posesji". Tak wynika z treści notatki, do której dotarł portal Gazeta.pl. Szefowa kampanii Andrzeja Dudy nie wspominała o tym wątku w składanych przez siebie zeznaniach.

W lutym "Gazeta Wyborcza" opisała incydent, do którego doszło w listopadzie 2018 r. Według jednego z mieszkańców Milanówka obecna szefowa kampanii prezydenta Andrzeja Dudy Jolanta Turczynowicz-Kieryłło miała wraz z synem roznosić nocą ulotki w trakcie ciszy wyborczej, tuż przed drugą turą wyborów samorządowych. Ulotki te miały ośmieszać jednego z kandydatów.

- Kiedy próbowałem zatrzymać jednego z mężczyzn rozdających ulotki do przyjazdu policji, kobieta ugryzła mnie w przedramię. Z ręki trysnęła krew, na miejsce przyjechała karetka, zostałem opatrzony. Zrobiłem obdukcję i złożyłem zawiadomienie o naruszeniu nietykalności, ale pani mecenas złożyła takie samo przeciwko mnie - mówił w rozmowie z "GW" mężczyzna. Przekonywał, że Turczynowicz-Kieryłło i jej synowi towarzyszył trzeci mężczyzna z plecakiem, który zdołał uciec.

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło stanowczo zaprzeczyła tej wersji wydarzeń. Podkreśliła, że nie roznosiła  ulotek. Potwierdziła jednak, że ugryzła mężczyznę, by "ratować siebie i syna". Prokuratura po kilku miesiącach umorzyła postępowania w sprawie incydentu.

Już po publikacji tekstu "GW" Jolanta Turczynowicz-Kieryłło napisała na Twitterze, że "broniła dziecko", a "sprawca ją dusił". Nazwała też mężczyznę "zawodowym hejterem". Opublikowała również na swoim fanpage'u na Facebooku opinię biegłego z zakresu chirurgii ogólnej. Opinia została wydana w grudniu 2018 r.

Biegły na podstawie lektury dokumentacji medycznej stwierdził, że Jolanta Turczynowicz-Kieryłło doznała "powierzchownego urazu szyi w postaci skręcenia i ściskania", "stłuczenia prawej okolicy skroniowej" oraz "stłuczenia okolic obu oczodołów". Dodał, że obrażenia "mogły powstać w wyniku duszenia, w wyniku ściskania szyi itp.".

Zobacz wideo Szefowa sztabu obciążeniem dla Andrzeja Dudy?

Spacer Jolanty Turczynowicz-Kieryłło

Dotarliśmy do notatki służbowej, sporządzonej dwa dni po incydencie przez strażnika miejskiego z Milanówka. Jak relacjonuje strażnik, "kobieta [Jolanta Turczynowicz-Kieryłło - red] oświadczyła, że wraz z synem spacerowali ulicą, zwracając uwagę, czy ktoś nie wyciąga ulotek z ogrodzeń posesji".

Ten wątek w zeznaniach i zawiadomieniu do prokuratury składanym przez Jolantę Turczynowicz-Kieryłło się nie pojawił. Z wypowiedzi mecenas wynikało wręcz, iż okoliczności wyjścia na spacer w żaden sposób nie wiązały się z zakończoną kampanią wyborczą.

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło zeznając na policji twierdziła jedynie, że "około godz. 1 wyszła razem z synem i dwoma małymi psami na spacer" i "syn faktycznie miał w ręku jakąś ulotkę, którą podniósł z chodnika". 

Szefowa kampanii Andrzeja Dudy udostępniła też na Facebooku zeznania strażnika miejskiego, który "nie zauważył, aby na ulicy leżały jakieś ulotki". Policjant uczestniczący w interwencji także przyznał: "nie ujawniliśmy żadnych ulotek wyborczych przy kobiecie i jej synu".

"W trakcie rozmowy z kobietą syn próbował przedstawić swoją wersję zdarzeń, ale matka zakazała mu się odzywać" - relacjonował funkcjonariusz.

Więcej o: