PiS i Andrzej Duda po raz pierwszy zdają test z "polityki wydarzeń". Koniec polityki opartej na 500+

Jacek Gądek
Uścisk dłoni staje się ryzykiem, więc kampania wyborcza przenosi się do mediów. Paradoksalnie więc uzależnienie Andrzeja Dudy od Jacka Kurskiego, który rządzi TVP z tylnego siedzenia, jeszcze wzrośnie. W czasach zarazy ludzie skupiają się wokół władzy, która ma oręż do walki z nią, co jest z kolei szansą przede wszystkim dla Andrzeja Dudy, bo jego kampania zaczęła się sypać.

Zobacz nagranie. Czy koronawirus doprowadzi do masowych zwolnień?

Zobacz wideo

Holenderski historyk Luuk van Middelaar opisywał, jak dziennikarz zapytał brytyjskiego premiera Harolda Macmillana o to, czego najbardziej się obawia. Macmillan odpowiedział "wydarzeń, chłopcze, wydarzeń". Właśnie takim wydarzeniem jest epidemia koronawirusa.

"Polityka wydarzeń"

W czasie swoich 4,5-rocznych rządów PiS nigdy nie zderzyło się z kryzysem o takiej skali i potencjale jak pandemia koronawirusa. PiS i Andrzej Duda po raz pierwszy - nawiązując do Macmillana - zdają test z "polityki wydarzeń". Tak jak rządy PO miały światowy kryzys finansowy i katastrofę w Smoleńsku, tak PiS, ma pandemię koronawirusa. Takie wydarzenia mają potencjał, by zmieść rządy. Inny przykład: "powódź tysiąclecia" z 1997 r. zmiotła rząd SLD, bo premier Włodzimierz Cimoszewicz radził się ludziom ubezpieczać.

Sprawność rządów weryfikuje się właśnie w "polityce wydarzeń". Wtedy okazuje się, czy państwo jest teoretyczne, czy realnie działa. Wybuch epidemii w Chinach był niespodziewany, a jej dotarcie do Polski nieuchronne. Dziś to największe wyzwanie stojące przed rządami niemal całego świata, ogniskuje też zainteresowanie i emocje społeczne. Do Polski zaraza dotarła stosunkowo późno, ale fala zachorowań musi rosnąć z każdym dniem. Co więcej, ofiary śmiertelne są kwestią czasu, bo śmiertelność wirusa to ok. 3,4 proc.

Koniec tradycyjnej kampanii Dudy

Koronawirus to też przewrót w kampanii wyborczej. Zwłaszcza prezydenta.

- Pomysł na kampanię był oparty przede wszystkim na wyjazdach i spotkaniach Andrzeja Dudy z ludźmi - mówi osoba zaangażowana w tę kampanię. Gdy wszystkie zgromadzenia masowe stają się ryzykowne, ten plan musi się zmienić. Scenariusz, że oto na jakimś wiecu Dudy wybucha ognisko koronawirusa, byłby druzgocący dla głowy państwa, bo narracja aż się sama narzuca: prezydent naraził ludzi na śmiertelne zagrożenie. A potem epopeja ze śledzeniem stanu zdrowia zakażonych wirusem. Słowem: dotychczasowy model kampanii Dudy byłby dziś samobójczy. I już de facto został zarzucony.

Kłopot w tym, że sztab PiS nie ma gotowej, dobrej alternatywy. Z naszych rozmów z politykami z obozu prezydenta i PiS wynika, że kampania jest w stanie sypkim. Bo szefowa Jolanta Turczynowicz-Kieryłło znalazła się na celowniku mediów i wypływają kolejne kłopotliwe dla niej historie. Bo kampanię robią Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, których prezydent nie chciał i nie ceni. Bo sztab grzęźnie w dyskusjach, a awantura o Jacka Kurskiego skonfliktowała cały obóz. A na domiar konwencja programowa, na której Duda miał przedstawić swoje obietnice, jest zawieszona - miała się odbyć w drugiej połowie marca, ale została odłożona. Nie wiadomo, na kiedy. Dynamika pandemii nie daje komfortu planowania.

Pomysł odpalony przedwcześnie

Prezydent wystrzelił się już z jednego pomysłu: na Fundusz Medyczny. Miał on zostać odpalony w czasie konwencji programowej, ale pomysł z szuflady wyciągnięto już teraz, by zgasić narrację opozycji o dwóch mld zł na TVP, a nie na onkologię.

Epidemia koronawirusa to też koniec polityki opartej na 500+. Ciągłe podkreślanie, że Duda jest gwarantem zachowania programów społecznych schodzi na drugi plan. Owszem, 500+ i niższy wiek emerytalny to powód do wdzięczności milionów Polaków wobec PiS i Dudy, ale zagrożenie wirusem i kondycja służby zdrowia zacznie ją przyćmiewać. W apogeum pandemii, gdy - a to realna perspektywa - chorych będą tysiące, a ofiar dziesiątki, szkoły i uczelnie pozamykane, przypominanie o 500+ będzie lamentem boomera. Wspominaniem niegdysiejszych sukcesów.

Peregrynowanie po Polsce i wygłaszanie peanów na własną cześć, bo o 500+, 300+ czy wieku emerytalnym, to byłaby droga Bronisława Komorowskiego przekonującego, że mamy "złoty okres", który ma po prostu trwać.

Duda usiłuje zaistnieć

Obóz rządzący wobec koronawirusa obrał trafną strategię komunikacyjną: jako rząd wyciągamy wnioski z działań i błędów innych państw, wyprzedzamy wydarzenia, a społeczeństwo tworzy wspólnotę - w zamyśle gromadzącą się wokół i z zaufaniem do władzy. Nieprzypadkowo premier Mateusz Morawiecki mówi, że epidemia to "test na naszą wspólnotowość". Podobnie we wspólnotowe tony uderza prezydent Andrzej Duda w swoim orędziu. To tylko retoryka obliczona na konsolidację ludzi wokół władzy. Kluczowe dla "polityki wydarzeń" są jednak nie podniosłe słowa, ale skoordynowane i szybkie działanie wielu instytucji państwa.

Akurat tu rola prezydenta jest śladowa. Starając się zaistnieć, Duda zapowiedział, że "w trybie pilnym zamierza wyjść z inicjatywą wypracowania rozwiązań łagodzących skutki spłaty zobowiązań kredytowych". Widać zatem, że prezydent nie chce zniknąć z pola widzenia wyborców, gdy trwa walka ze skutkami epidemii. W tym momencie złośliwiec powiedziałby, że prezydent już nie raz obiecywał, że jakiś projekt stworzy i nic z tego nie wyszło. Przykłady: ustawy o pomocy frankowiczom (efekt: prawie zero), zespół ds. rozwiązania kryzysu w Trybunale Konstytucyjnym (efekt: zero), ustawy sądowe (efekt: niewiele się różniły od tych zawetowanych).

Tę zapowiedz Duda ogłosił na Twitterze. Widać zatem, że powstała ad hoc.

Żadnych wielkich konwencji

Duża konwencja programowa Dudy nie wchodzi dziś w grę. Bo to wydarzenie masowe i nie wchodzi już w grę. Alternatywą jest spotkanie bardziej kameralne, ale tu znów: wyborcy myślą o ryzyku złapania koronawirusa. Obóz władzy jest zatem de facto skazany na wykorzystanie własnych stanowisk i siły państwa w kampanii kandydata. Ba, najlepszą polityką dziś jest sprawna urzędnicza praca. Bo jeśli ludzie zaczną umierać na koronawirusa z powodu braków zaopatrzenia, niewydolności szpitali, braku lekarzy bądź ich błędów z przemęczenia, to żaden marketing polityczny tego nie przykryje.

Z drugiej strony opozycja skazana jest na popieranie de facto każdej formy walki z zagrożeniem, a krytyka może się sprowadzić jedynie do punktowania, że zbyt późno i zbyt mało. Tu opozycja raz się ośmieszyła, gdy suflowano teorię, że oto rząd ukrywał pierwszy przypadek koronawirusa, by go ogłosić w czasie konwencji wyborczej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ale ta sama opozycja też zaistniała, gdy do Sejmu trafił jej projekt ustawy antykoronawirusowej, co było celnym trafieniem w obóz władzy - później rząd ekspresem złożył własną specustawę. Nad wyjazdem i późniejszym zachowaniem marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego lepiej już spuścić zasłonę milczenia, bo to dawanie złego przykładu.

Rola TVP? Wzrośnie

Wobec braku większych wieców i tysięcznych konwencji kampania prezydenta i kandydatów opozycyjnych siłą rzeczy musi się przenieść w większym stopniu do mediów i internetu. Można się też spodziewać wielu apeli, aby przekonani już wyborcy przekonywali swoich sąsiadów czy krewnych.

Rola TVP wzrośnie. To paradoks: Andrzej Duda doprowadził do dymisji prezesa TVP Jacka Kurskiego, ale teraz TVP praktycznie nadal jest we władaniu "Kury" (formalnie tylko doradcy nowego zarządu). I drugi paradoks: dziś Duda jest w jeszcze większym stopniu uzależniony od swojego największego dziś przeciwnika w obozie PiS - Jacka Kurskiego.

Ponadto będzie rosła presja na debaty telewizyjne, których może być więcej niż zwykle. A te są naturalną szansą dla peletonu kandydatów - a nie dla lidera sondaży. W takich debatach pierwszym tematem musi być cały czas koronawirus. Bo dziś Polacy rozmawiają właśnie o tym.

Więcej o: