Koronawirus to test, czy państwo PiS jest teoretyczne. Sztaby wyborcze lepiej przygotowane niż szpitale

Jacek Gądek
Zagrożenie koronawirusem to okazja, aby sprawdzić, czy w stanie zagrożenia epidemią państwo jest teoretyczne, a liderzy polityczni obdarzeni empatią. Wcześniej nie raz taką rolę pełniły powodzie.

Zobacz nagranie. Koronawirus coraz bliżej Polski. "Czemu zmarnowano kilka tygodni?"

Zobacz wideo

W rozmowie z Gazeta.pl jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości porównuje koronawirusa właśnie z powodzią: sytuacji kryzysowej, której skalę trudno przewidzieć, a skutki można w zasadzie tylko minimalizować. - Ale na każdej powodzi można też wypłynąć - podkreśla.

I faktycznie tak jest. Jeśli państwo staje na wysokości zadania w momentach zagrożenia, to ludzie konsolidują się wokół władzy. Jeśli państwo - choćby słownie - porzuca albo zostawia ludzi samym sobie, to władza staje się obca i traci. Każda "powódź" ma więc to do siebie, że w jej czasie poparcie dla władzy może wezbrać, ale może też spłynąć.

Przykłady z przeszłości można mnożyć.

1997 r. Gdy "powódź tysiąclecia" zalewała kolejne domy i pochłonęła w sumie 56 ofiar śmiertelnych, a premier Włodzimierz Cimoszewicz rzucił, że "trzeba być przezornym i trzeba się ubezpieczać, a ta prawda jest ciągle mało powszechna". Tym pogrzebał wyborcze szanse SLD.

2010 r. Bronisław Komorowski w czasie majowej powodzi zasłynął frazą, która - choć prawdziwa - brzmiała lekceważąco, bo ludzie mieli zalane domy, stracili majątek: "Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do Bałtyku". Komorowski wygrał minimalnie, ale duża była w tym zasługa Donalda Tuska, który osobiście zaangażował się w jego kampanię.

2019 r. Powódź w czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego. Opozycja i obóz władzy jadą nad brzegi rzek. Tam Grzegorz Schetyna nagrywa - bardzo źle przyjętą - reklamówkę dla jednej z kandydatek. A premier Mateusz Morawiecki zakłada kurtkę i gumiaki, wchodzi na wały, a strażakom gorąco dziękuje. Ta powódź nie zabrała PiS-owi głosów, a wręcz przeciwnie.

Rok 2020 to "powódź" koronawirusa. Fala jest globalna, ale póki co - rząd codziennie o tym zapewnia - nie potwierdzono jeszcze żadnego przypadku zakażenia w Polsce. - To ważne, że minister zdrowia jednak już od samego początku mówi, że koronawirus w którymś momencie dotrze do nas - mówi polityk PiS. Minister Tomasz Szumowski podkreśla na swoich konferencjach tę nieuchronność. Jednocześnie obóz władzy zorganizował teatr przygotowań na wirusa - ze specjalnym posiedzeniem Sejmu zwołanym pilnie na wniosek prezydenta Andrzeja Dudę. Do tego pakiet zmian w prawie. Wszystkiego prezydent doglądał osobiście w Sejmie.

Wirus to jedno, a "psychoza" wokół niego to drugie. Spójrzmy tylko na liczby. W obecnym sezonie epidemicznym liczba zgonów w powodu wszystkim dobrze znanej grypy to 28, a w ubiegłym sezonie zarejestrowano 150 ofiar śmiertelnych. Koronawirus jest z kolei nowy i dla osób z innymi obciążeniami zdrowotnymi i seniorów również bywa śmiertelny, a wciąż nie ma na niego szczepionki. Mimo że to zwykła grypa zabija o wiele więcej ludzi, to koronawirus zmniejsza wzrost gospodarczy na świecie, zmienia politykę, wyludnia ulice, a imprezy masowe są odwoływane.

Nie jest to ani pierwsza, ani ostatnia taka historia - wystarczy wspomnieć "psychozę" z 2009 r. wokół "świńskiej grypy". Wówczas w obliczu pandemii rząd Donalda Tuska nie zdecydował się jednak, aby  kupować gigantycznych ilości szczepionek na nowy rodzaj grypy. Temat "świńskiej grypy" zgasł, budżet zaoszczędził.

Tak jak w 2009 r. "świńska grypa" była istotnym czynnikiem polityki, tak teraz ważny jest koronawirus. A nawet ważniejszy, bo trwa kampania wyborcza.

Waga koronawirusa polega nie tylko nie na jego śmiercionośności, ale na tym, że może obnażyć rozsypkę polskiej służby zdrowia. Cóż z tego, że Sejm pilnie uchwali specustawę, a prezydent ją podpisze, skoro w szpitalu dziewczyna, u której podejrzewane jest zakażenie, ślęczy 88 godzin na badania? W wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" minister zdrowia tłumaczył się potem, że "niestety trochę zawiódł człowiek", bo sytuacja dla pracowników szpitala była "nowa i stresująca", więc w efekcie "mieliśmy chaos i niepokój, których ofiarą padła pacjentka". Jak podkreślał minister, procedury są, ale nie były przestrzegane, a do opisanej sytuacji "nigdy nie powinno dojść". Słowem: w teorii niby wszystko jest gotowe, ale w praktyce nie tu nie zadziałało.

I jeszcze jedno: koronawirus zwraca uwagę na kondycję służby zdrowia, a tu PiS mimo prawie 5 lat rządów, poległo - nie ma jakościowej zmiany. A to doskonały grunt, by opozycja - ustami kandydatki na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej - zarzuca władzy bezczynność. - Nie może być tak, że pacjent idący do lekarza na tym najniższym szczeblu trafia na lekarza, który nie ma ani sprzętu, nie jest zabezpieczony przed tym wszystkim, nie ma maseczek, rękawiczek - stwierdziła Kidawa-Błońska w Sejmie. I z pewnością komunikat o biedzie służby zdrowia trafi na podatny grunt, bo jest zbieżny ze społecznym doświadczeniem.

Obóz PiS nie obawia się samego koronawirusa. PiS obawia się, że państwo polskie okaże się być teoretyczne, gdy wirus ten dotrze do Polski. Z drugiej strony, jeśli państwo udźwignie koronawirusa, to będzie to duży atut Andrzeja Dudy i całego obozu władzy. Na razie Polska jest "zieloną wyspą" na mapie Europy, bo nie odnotowano żadnego przypadku zakażenia. Docelowo jednak narracja - nawet jeśli wprost tak nie nazwana - o "zielonej wyspie" można oznaczać tyle, że w Polsce nikt przez koronawirusa nie zmarł.

Jeszcze nie wiemy, jak bardzo koronawirus wpłynie na kampanię wyborczą i wynik wyborów. Z każdym tygodniem temat jednak nabiera wagi i ogniskuje uwagę wyborców. Chybiona okazała się spiskowa teoria suflowana przez polityków PO, że rząd chciał podać informację o pierwszym pacjencie z koronawiusem akurat w miniony weekend, by przyćmić konwencję Małgorzaty Kidawy Błońskiej. Sztab PO realnie obawiał się takiego scenariusza. Z kolei sztab PiS - o czym przekonuje nas jeden z polityków tego obozu - kalkuluje, w jakim momencie ogłaszać zapowiedzi Andrzeja Dudy, by koronawirus ich nie przesłonił. Nawet jeśli w Polsce nie ma tego wirusa, to sztaby są na niego lepiej przygotowane niż szpitale.

Więcej o:
Komentarze (187)
Koronawirus to test, czy państwo PiS jest teoretyczne. Sztaby wyborcze lepiej przygotowane niż szpitale
Zaloguj się
  • lkolesio

    Oceniono 34 razy 18

    Jeden mściwy, przegrany życiowo niechluj i menda,zamienił nam państwo na bolszewicki ustrój komunistów i złodziei.

  • magda_breslau

    Oceniono 34 razy 16

    W Korei rzad wysyla na telefony informacje o miejscach, w ktorych przebywali zarazeni, i o czasie, tak, zeby kazdy kto mial z nimi kontakt lub mozliwosc kontaktu, mogl poddac sie testowi na onecnosc wirusa, albo po prostu zeby omijac te same miejsca.

    W Polsce premier chce walczyc z epidemia rozdajac termometry zalogom LOTu.

  • kosmyk

    Oceniono 23 razy 13

    Ten Rząd ma 2 wirusy, jeden siedzi na Nowogrodzkiej, a drugi w Toruniu.

  • skandy5

    Oceniono 12 razy 10

    Potęga propagandy! I potwierdzenie prawa goebelsa o kłamstwie powtórzonym 1000razy.

    Komorowski mówił, ... spływa do Bałtyku lecz problemy pozostają

    Brzmi inaczej?

    wyPAD2020

  • kotmiki

    Oceniono 22 razy 10

    Corono Virus jest juz w Polsce ;jednak Nowogrodzka blokuje i kłamie jak to ma w zwyczaju ;PiS boi sie tego wirusa jak diabeł święconej wody bo epidemia czy pandemia pokaże w całej okazałości jacy ignoranci i łajdacy rządza dzisiaj krajen z prawie 40 mln mieszkańców ;oni potrafia zajmować się tylko partią i słupkami

  • marywil2012

    Oceniono 9 razy 7

    Oczywiście. To pisowska specjalność: "rządzenie" piarem od afery do afery od partactwa do amatorstwa. Aż i to nie pomoże a będzie za późno.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX