Komitety walczą o podpisy pod listami poparcia. Sprawdziliśmy, co dzieje się z danymi obywateli

100 tys. - co najmniej taką liczbę podpisów muszą zebrać komitety wyborcze, chcące zarejestrować kandydata na prezydenta. Na ulicach już pojawiły się osoby, które takie podpisy zbierają. Oprócz imienia i nazwiska trzeba podać również PESEL i adres zamieszkania. Sprawdziliśmy, jak komitety dbają o bezpieczeństwo tych danych.

Każdy wyborca może zbierać podpisy popierające kandydatów, pod warunkiem, że wcześniej uzyska zgodę pełnomocnika wyborczego danego komitetu - tak wynika z Kodeksu Wyborczego. Podpisy - co najmniej 100 tysięcy - trafią potem do Państwowej Komisji Wyborczej i są warunkiem skutecznej rejestracji kandydata na prezydenta.

Pojawia się jednak pytanie, co z tymi podpisami dzieje się wcześniej. Przypomnijmy: na listach poparcia należy podać nie tylko imię i nazwisko, ale również PESEL oraz adres.

Jak mówi nam rzecznik PKW Tomasz Grzelewski, komisja nie wydała szczegółowych wytycznych dla komitetów dotyczących postępowania z listami poparcia. Zaznacza jednak, że komitety "są zobowiązane do zabezpieczenia tych danych".

>>> Zobacz także: Jaka będzie rola Agaty Kornhauser-Dudy w kampanii wyborczej?

Zobacz wideo

"Listy w zamkniętym pomieszczeniu"

- Podpisy zbierają osoby z odpowiednimi pełnomocnictwami, wszyscy dostali też odpowiednie instrukcje. Na odwrocie karty zapisane jest dodatkowo imię i nazwisko osoby zbierającej podpisy oraz miejscowość, w w której były zbierane. To działanie prewencyjne, by komuś nie przyszło do głowy np. wpisywać zmarłych wyborców - mówi portalowi Gazeta.pl adwokat Grzegorz Wójtowicz, pełnomocnik komitetu wyborczego Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Podkreśla, że bezpieczeństwo danych i procedury były konsultowane z prawnikami.

- Jeśli podpisy są zbierane w mieście, które jest siedzibą sztabu regionalnego, to niezwłocznie składa się je w sztabie, tam są przechowywane w zamykanych szafkach. Jeśli dotyczy to mniejszych miejscowości, to upoważnione osoby dostarczają podpisy do sztabu regionalnego i krajowego osobiście lub kurierem - dodaje. W siedzibie sztabu przy ul. Wiejskiej znajduje się specjalne oddzielne pomieszczenie, w którym składowane są podpisy spływające z całej Polski.

Podobne zasady obowiązują w sztabie Andrzeja Dudy. - Zależy nam na tym, by podpisy były jak najszybciej przekazywane do sztabów okręgowych i by jak najbardziej skracać czas trzymania ich w terenie - mówi nam poseł PiS Krzysztof Sobolewski, pełnomocnik komitetu.

- Listy z podpisami trzymane są w centrali sztabu w zamkniętym pomieszczeniu, żeby nikt tam przypadkiem nie wszedł i nas tych podpisów nie pozbawił - żartuje Sobolewski. Jak dodaje, dostęp do tego pomieszczenia mają 2-3 osoby, w tym on sam.

"Podpisy nigdzie nie fruwają"

Sztab Władysława Kosiniaka-Kamysza jako pierwszy złożył podpisy w PKW, było ich łącznie ponad 250 tys. Obowiązywała następująca zasada: listy zebrane w terenie trafiały do biur zarządu wojewódzkiego, a dyrektor osobiście dostarczał je do centrali.

- Nigdy nam się nie zdarzyło, by te podpisy gdzieś "fruwały" lub dostały się w niepowołane ręce. Wszyscy są świadomi, że gdyby dokumenty pozostały bez opieki, podważyłoby to zaufanie wyborców - mówi portalowi Gazeta.pl poseł Dariusz Klimczak, rzecznik sztabu Kosiniaka-Kamysza.

- Podpisy nie leżą w biurach tydzień lub dwa tygodnie. Zasada jest taka, że mają trafiać od razu do biura zarządu wojewódzkiego. Tam też są odpowiednio przechowywane, np. w biurze zarządu w Wielkopolsce jest szafa pancerna, obiekt jest monitorowany przez agencję ochrony - wylicza parlamentarzysta.

Poseł Lewicy Marcin Kulasek ze sztabu Roberta Biedronia również zapewnia, że listy "przetrzymywane są w sposób bezpieczny, który nie zagraża wypłynięciu danych". - Zbiórką podpisów zajmują się osoby upoważnione przez pełnomocniczkę wyborczą poseł Marcelinę Zawiszę. Podpisy przekazywane są najpierw do sztabów wojewódzkich, potem do sztabu krajowego, a następnie w momencie rejestracji do PKW - wyjaśnia.

PKW i listy poparcia

Prawo jasno określa, co dzieje się z podpisami, które trafią już do Państwowej komisji wyborczej.

"Szef Krajowego Biura Wyborczego przyjmuje i przechowuje w archiwum zakładowym Krajowego Biura Wyborczego dokumenty z wyborów z Państwowej Komisji Wyborczej w sposób zapewniający ich ochronę przed uszkodzeniem, zniszczeniem lub utratą oraz zapewniający ochronę danych osobowych znajdujących się w tych dokumentach przed nieuprawnionym ujawnieniem" - czytamy w rozporządzeniu w sprawie sposobu przekazywania, przechowywania i udostępniania dokumentów z wyborów.

Listy z podpisami są przechowywane przez 10 lat, a następnie są niszczone. W przeciwieństwie do innych dokumentów wyborczych, nie trafiają do państwowego archiwum.

Wybory prezydenckie 2020

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 10 maja, ewentualna druga - dwa tygodnie później.

Jak informuje Państwowa Komisja Wyborcza, dotychczas zarejestrowano komitety następujących kandydatów: Andrzeja Dudy, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Krzysztofa Bosaka, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Szymona Hołowni, Roberta Biedronia, Wojciecha Podjackiego, Leszka Samborskiego, Mirosława Piotrowskiego, Stanisława Żółtka, Stanisława Bakuna, Andrzeja Voigta, Pawła Tanajno i Piotra Wrońskiego.

Komitety mają czas na złożenie co najmniej 100 tys. podpisów do 26 marca.

Więcej o: