"Było trochę śmiechu". Szefowa kampanii Dudy zirytowała Kaczyńskiego na zamkniętym spotkaniu

Według "ziobrystów" sztab wyborczy prezydenta to sztab promocji "gowinowców". Politycy Porozumienia mają satysfakcję, że nadają ton kampanii, a wybór Jolanty Turczynowicz-Kieryłło na szefową kampanii prezydenckiej uznają za majstersztyk. Ona sama jednak przez część sztabu i polityków PiS uznawana jest za ciało obce, a jej wystąpienie na klubie PiS wzbudziło irytację, bo mówiła o sobie zamiast o planie na kampanię prezydencką.

Gowin i Ziobro dostali jasny sygnał od prezesa PiS, że mają wygasić swój konflikt?

Odpowiada polityk PiS: - Jak widać, teraz żadnego konfliktu nie widać.

Inny dodaje: - "Gowinowcy" biorą odpowiedzialność. "Ziobryści" mogą umyć teraz ręce, bo kampania nie idzie.

Ale niesnaski wokół sztabu są.

Brudziński i prezes postawili na Turczynowicz-Kieryłło

Wedle naszych rozmówców mimo, że Turczynowicz-Kieryłło pochodzi ze środowiska Porozumienia i to Jarosław Gowin jej promotorem jej kariery w polityce, to za jej nominacją stoi jednak Joachim Brudziński, który publicznie bardzo mocno staje w jej obronie, i sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Pałac Prezydencki nie był z tej decyzji zadowolony. - Turczynowicz-Kieryłło ma też przyćmić Beatę Szydło, na czym najbardziej zależy Mateuszowi Morawieckiemu - dodaje jeden z naszych rozmówców.

Turczynowicz-Kieryłło nie ma autorytetu w oczach partyjnych działaczy PiS, którzy przechodzili próby ognia. Ale na eksperckim zapleczu obozu rządzącego jest ważną postacią: była autorka poprawek do ustawy dyscyplinującej sędziów, które promował Gowin i broniła prezesa NBP Adam Glapińskiego, gdy wybuchła awantura o wysokie wynagrodzenia dla współpracowniczek "Glapy".

Kieryłło była rozważana jako rzeczniczka sztabu, ale zdecydował fakt, że ma zbyt małe doświadczenie w mediach i polityce, więc dałaby się łatwo prowokować w mediach.

Turczynowicz-Kieryłło o sobie. Prezes się irytuje

Fotele w sztabie przydzielono, a scementowaniu obozu służyć miało wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego PiS w Jachrance, o którym pisaliśmy w poniedziałek. Przyjechał na nie również prezydent Andrzej Duda.

Na posiedzeniu klubu PiS - mówią nasi rozmówcy - doszło do zabawnej sceny, bo szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki zapowiadając Turczynowicz-Kieryłło sam nie wiedział, jak ma ją tytułować - czy jako szefową kampanii czy sztabu? Z kolei Kieryłło - relacjonują nam politycy z obozu PiS - skupiła się na mówieniu o sobie i przekonywaniu, że jest niesłusznie atakowana w mediach. - Było trochę śmiechu. Wszyscy przecież oczekiwali, że skupi się na planie kampanii, a nie sobie - mówi jeden z rozmówców. Samoobrona Turczynowicz-Kieryłło - słyszymy z szeregów PiS - wzbudziła irytację nawet samego prezesa PiS, a politycy tej partii domagali się, by zaczęła mówić o Dudzie, a nie o sobie. - Na koniec jeszcze zapraszała, że jeśli ktoś chce coś o niej się dowiedzieć, to może rozmawiać osobiście - relacjonuje nam polityk z obozu rządzącego.

Podobną wersję zdarzeń opisuje także RMF FM.

Ale publicznie już wszyscy muszą zachowywać poker face.

"Ziobryści" mają zapewnienie, że reformy sądów będą kontynuowane, ale póki co trzeba się wstrzymać z ofensywnymi działaniami. A "gowinowcy" mają satysfakcję, że będą nadawać ton kampanii i nadzieję, że Jolanta Turczynowicz-Kieryłło - szefowa kampanii - wypłynie jak 5 lat temu Beata Szydło, choć oczywiście nie na taką skalę. I że stanie się kolejną - obok minister Jadwigi Emilewicz - kobietą Porozumienia, która ma ogólnopolską rozpoznawalność.

Bez względu na wynik wyborów prezydenckich środowisko Gowina zostanie z nowym głośnym nazwiskiem: Turczynowicz-Kieryłło. W razie wygranej Gowin okaże się być jednym z głównych autorów: bo to jego ludzie i jego narracja. Ale w razie przegranej, to Porozumienie będzie obciążone winą za porażkę całego obozu PiS, a de facto za koniec rządów PiS. Gowin gra tu va banque.

J. Kaczyński pięścią w stół

Prezes PiS przymusza do jedności obozu. W wywiadzie dla najnowszej "Gazety Polskiej" Jarosław Kaczyński mówi tak: - Prezydent Andrzej Duda wygra wybory tylko wówczas, gdy wszyscy będą ofiarnie pracowali na jego sukces, a nie rozglądali się za korzyściami dla siebie.

I dalej: - Wszyscy politycy naszego obozu muszą mieć świadomość, że teraz mają zapomnieć o własnych ambicjach, karierach politycznych czy jakichś planach rozbudowy swoich formacji. Prezydent Andrzej Duda wygra wybory tylko wówczas, gdy wszyscy będą ofiarnie pracowali na jego sukces, a nie rozglądali się za korzyściami dla siebie.

Nie ma lepszego medium w Polsce, by zagrzać do boju najbardziej hardych wyborców PiS i Andrzeja Dudy. Kluby "GP" to w końcu - cytując J. Kaczyńskiego - "oddziały szturmowe" PiS.

A jeszcze niedawno publiczne narracje Ziobry i Gowina były konfrontacyjne. Patryk Jaki przekonywał w "Polsce the Times": - Trwa rebelia. Tej rebelii oczywiście nie mielibyśmy, gdybyśmy poszli drogą naszych koalicjantów [Porozumienia - red.] i dogadali się z układem. Tylko jakie mamy teraz efekty na uczelniach wyższych tej reformy robionej z układem III RP?

Gowin mówił z kolei w "Do Rzeczy": - Nie jest tajemnicą, że jeżeli chodzi o koncepcje i kierunek reform, mamy zupełnie odmienne podejście z panem ministrem Ziobrą. Rząd musi jednak działać solidarnie.

Faktem jest, że Gowin chce w polityce obozu jakiegoś aggiornamento: "udzisiejszenia" polityki całego obozu, złagodzenia i wyciągnięcia wniosków z dotychczasowych reform sądownictwa, dostosowanie retoryki do logiki kampanii, która w jego ocenie musi być marszem ku centrum.

Ziobro i Jaki takie działanie mają za appeasement: zaspokajanie żądań, uleganie środowisku sędziowskiemu i instytucjom Unii Europejskiej, paktowanie z "układem". Dla nich centrum jest mityczne, a łagodzenie polityki to kurs, by stać się partią "ciepłej wody w kranie", a nie reform.

Więcej o: