Kaczyński ani przez sekundę nie chciał ukarać Lichockiej? "Newsweek": Ma wobec niej pewien dług

Joanna Lichocka chwali się wśród znajomych, że po tym, jak pokazała w Sejmie środkowy palec, Jarosław Kaczyński "ani przez sekundę nie chciał jej ukarać" - opisuje "Newsweek". Prezes PiS ma mieć wobec niej dług wdzięczności, bo po katastrofie smoleńskiej nie opublikowała wywiadu-rzeki, który według jego doradców mógł mu zaszkodzić.

Joanna Lichocka nie została w żaden sposób ukarana za pokazanie środkowego palca na sejmowej mównicy, choć chcieli tego niektórzy politycy Prawa i Sprawiedliwości, którzy ustawiali się w tej sprawie pod gabinetem Jarosława Kaczyńskiego - podaje "Newsweek", powołując się na słowa polityków partii. Niektórzy z nich - m.in. Joachim Brudziński, który dzień po zdarzeniu na Twitterze wezwał Lichocką do przeprosin - dostali wręcz reprymendę od prezesa PiS

Czytaj też: To działo się w Sejmie, zanim Lichocka "pokazała palec". Nitras: Ty sama jesteś przez przypadek [STENOGRAMY]

Kaczyński od razu wybaczył Lichockiej środkowy palec? "Ani przez sekundę nie chciał jej ukarać"

Z doniesień "Newsweeka" wynika, że posłanka Lichocka w kuluarowych rozmowach ze znajomymi chwali się wręcz, że "Jarek ani przez sekundę nie chciał jej ukarać". Przypomnijmy - prezes PiS był dla niej wyjątkowo łaskawy, choć gest wykonała podczas debaty w sprawie przekazania dwóch miliardów złotych dla TVP i Polskiego Radia. Jak opisuje dziennik, początkowo Kaczyński, któremu chwilę po zdarzeniu Lichocka na oczach kamer tłumaczyła się z pokazania środkowego palca, miał w ogóle zbagatelizować ten gest. Ostatecznie zgodził się jednak, by "prezydent publicznie potępił zachowanie Lichockiej", do czego miał go przekonać Adam Bielan, rzecznik sztabu Dudy.

Bielan przekonał prezesa, że bez względu na to, jakie były intencje Lichockiej, na zdjęciach widać fucka i nie ma co robić z ludzi idiotów, bo to może tylko rozsierdzić wyborców

- czytamy w "Newsweeku".

>>> Posłanka Lichocka pokazała w Sejmie środkowy palec. Zobacz wideo:

Zobacz wideo

Skąd taka pobłażliwość prezesa PiS w stosunku do zachowania Lichockiej? Posłanka PiS, która jest obecnie jedną z jego bardziej zaufanych osób w partii, wcześniej pracowała jako dziennikarka "Rzeczpospolitej" (w latach 2006-2009), a następnie była związana m.in. z TVP, "Gazeta Polską" i "Gazetą Polską Codziennie", a także z tygodnikiem "Do Rzeczy". Z ustaleń "Newsweeka" wynika, że po katastrofie smoleńskiej Kaczyński udzielił Lichockiej wywiadu-rzeki, który miał się ukazać w formie książki przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku. Prezes PiS miał w nim wyznać m.in., że "demokracja jest przereklamowana". Wywiad został przeczytany przez jednego z doradców Kaczyńskiego, który stwierdził, że absolutnie nie może zostać opublikowany, bo straci na tym wizerunek partii. Publikacja materiału została zablokowana, a Kaczyński miał obiecać rozgoryczonej Lichockiej, że w przyszłości jej to wynagrodzi - podaje "Newsweek". Lichocka w 2015 roku zrezygnowała z dziennikarstwa na rzecz działalności politycznej w PiS.

Więcej o: