Szefowa kampanii Dudy w 2018 r. ugryzła mężczyznę, twierdzi, że została zaatakowana. "Doświadczyłam agresji"

Szefowa kampanii Andrzeja Dudy Jolanta Turczynowicz-Kieryłło opublikowała na Facebooku opinię biegłego z zakresu chirurgii ogólnej, która wskazuje, że w 2018 r. doznała w Milanówku obrażeń ciała. "Gazeta Wyborcza" napisała, że w trakcie kampanii samorządowej Turczynowicz-Kieryłło ugryzła jednego z mieszkańców miasta, ona sama twierdzi, że padła ofiarą napaści.

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, od niedawna szefowa kampanii prezydenta Andrzeja Dudy, opublikowała w piątek na swoim fanpage'u opinię biegłego z zakresu chirurgii ogólnej. Opinia została wydana w grudniu 2018 r.

W dokumencie czytamy, że Turczynowicz-Kieryłło w listopadzie 2018 r. złożyła do prokuratury pismo w sprawie napaści, jakiej miał się dopuścić na nią i syna jeden z mieszkańców Milanówka w nocy z 2 na 3 listopada. Jak relacjonowała Turczynowicz-Kieryłło, wyszła na spacer z synem i psem ok. godz. 1 w nocy, gdy nagle do jej syna miał podbiec nieznany mężczyzna, a następnie szarpać go i wyzywać. Napastnik miał też dusić kobietę i uderzyć ją ręką.

Biegły na podstawie lektury dokumentacji medycznej stwierdził, że Jolanta Turczynowicz-Kieryłło doznała "powierzchownego urazu szyi w postaci skręcenia i ściskania", "stłuczenia prawej okolicy skroniowej" oraz "stłuczenia okolic obu oczodołów". Dodał, że obrażenia "mogły powstać w wyniku duszenia, w wyniku ściskania szyi itp.".

>>> Zobacz także: Adrian Zandberg o głosowaniu opozycji na projekty rządu

Zobacz wideo

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło kontra mieszkaniec Milanówka

Następnego dnia - w sobotę rano - "Gazeta Wyborcza" opublikowała tekst, który przedstawia również wersję mężczyzny. Według niego, Turczynowicz-Kieryłło miała wraz z synem roznosić nocą ulotki w trakcie ciszy wyborczej, tuż przed drugą turą wyborów samorządowych, ośmieszające jednego z kandydatów.

- Kiedy próbowałem zatrzymać jednego z mężczyzn rozdających ulotki do przyjazdu policji, kobieta ugryzła mnie w przedramię. Z ręki trysnęła krew, na miejsce przyjechała karetka, zostałem opatrzony. Zrobiłem obdukcję i złożyłem zawiadomienie o naruszeniu nietykalności, ale pani mecenas złożyła takie samo przeciwko mnie - mówił w rozmowie z "GW" mężczyzna.

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło stanowczo zaprzeczyła tej wersji, podkreśliła, że nie rozdawała ulotek. Potwierdziła jednak, że ugryzła mężczyznę, by "ratować siebie i syna". Prokuratura po kilku miesiącach umorzyła oba postępowania. Żadna ze stron nie zdecydowała się na wniesienie prywatnej skargi.

Już po publikacji tekstu "GW" Jolanta Turczynowicz-Kieryłło napisała na Twitterze, że "broniła dziecko", a "sprawca ją dusił". Nazwała też mężczyznę "zawodowym hejterem".

Więcej o: