"Wyrównanie dopłat z UE to kupowanie głosów". Ekspert o priorytecie PiS

Jacek Gądek
- Z punktu widzenia polityków podwyższanie dopłat bezpośrednich z Unii Europejskiej to działanie bardzo racjonalne, bo to dawanie rolnikom większych pieniędzy za nic. To kupowanie głosów w wyborach - ocenia prof. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Wiceminister Waldemar Buda zapowiada wyrównania do dopłat dla rolników. Skąd pieniądze? Zobacz nagranie:

Zobacz wideo

Jacek Gądek: Czy zrównanie dopłat dla polskich rolników ze średnią unijną to realny postulat?

Prof. Zbigniew Karaczun: To z pewnością jest realne. Do tego zrównania z pewnością w końcu dojdzie.

Ale czy w najbliższej perspektywie finansowej 2021-2027?

Wysokość dopłat jest pochodną średnich dochodów rolników w danym państwie i stąd biorą się niższe dopłaty w Polsce. Jednak według mnie przykładanie nadmiernej wagi do kwestii wysokości tych dopłat przez polskich polityków jest symbolem braku wizji, jak polityka rolna Unii Europejskiej powinna wyglądać i jak powinna wzmacniać polskie rolnictwo. Wysokość dopłat ma charakter godnościowy, ale z długoterminowego punktu widzenia interesu polskiej wsi i rolnictwa dopłaty te są najmniej istotną sprawą.

Bo aktualny system dopłat konserwuje rozdrobnienie rolnictwa?

Przeciwnie. Dopłaty wzmacniają przekształcenie wsi w taki sposób, aby znikały najmniejsze gospodarstwa rolne. W całej UE jest tak, że 20 proc. gospodarstw otrzymuje 80 proc. dopłat. A w Polsce 20 proc. rolników dostaje 74 proc. dopłat. Tak naprawdę te liczby pokazują, że dla drobnych rolników to, czy dopłaty będą na poziomie europejskim, czy niższym, nie ma żadnego znaczenia i nie będzie wzmacniało ich na rynku.

My potrzebujemy zupełnie innego podejścia do wspólnej polityki rolnej. Tymczasem Polska się jedynie upiera przy wyrównaniu dopłat do średniej UE. To pokaz braku wizji, jak można przekształcać wspólną politykę rolną UE, by służyła polskim rolnikom, a nie tylko godnościowemu celowi, że dostajemy dopłaty jak w UE.

To jakie powinny być cele wspólnej polityki rolnej UE?

Ta polityka została stworzona w latach 50., by zwiększać produkcję rolną i zapewnić tanią żywność. Później była reformowana i wtedy argumentowano, że musi zapewnić ochronę środowiska i dobrą jakość żywności, zachowując przy tym produktywność terenów rolnych. Dziś te trzy cele nie są spełniane. Nie jest zachowywana żywotność terenów wiejskich. Nie produkujemy zdrowej żywności. Nie chronimy klimatu, wody, gleby.

W przekonaniu części ekspertów powinniśmy płacić rolnikom nie za to, ile mają hektarów ziemi, ale za coś, co nazywamy usługami ekosystemowymi.

Czyli?

To, co rolnicy świadczą dla środowiska, dla konsumentów i całego systemu przyrodniczego. Na przykład z punktu widzenia zachowania różnorodności biologicznej bardzo ważne jest utrzymanie mozaiki pól - zamiast dużych monokultur zachowują zróżnicowanie krajobrazu. Drobni rolnicy, którzy utrzymują produkcję rolniczą na małych polach, powinni być wynagradzani znacznie lepiej niż producenci, którzy mają po 100-200 hektarów, a na nich jedną odmianę rośliny. Powinniśmy płacić rolnikom za coś więcej niż sam fakt, że ktoś ma ziemię.

Średnia unijna to ok. 260 euro, a polscy rolnicy dostają ok. 240 euro. Ta różnica jest bardzo niewielka. Jaki może być koszt wyrównania?

Przyjmując, że mamy 14 milionów hektarów ziemi rolnej, to mnożąc to przez ok. 20 euro, to mamy 280 mln euro, czyli 1,2 miliarda złotych. Z punktu widzenia finansowego nie ma zatem wielkiego problemu.

Ale wyrównanie dopłat - powtarzam - nie oznacza w żadnym stopniu rozwiązania problemów polskiego rolnictwa. Pieniądze są w stanie je rozwiązywać, ale musiałyby być dobrze zainwestowane. W ciągu 15 lat od wejścia do UE z polskiej wsi zniknęło ok. 450 tys. gospodarstw rolnych. Polska wieś się starzeje i pustoszeje. Znacznie szybciej popełniamy błędy, które popełniały kiedyś państwa zachodnie. Nie mamy polityki rolnej, która byłaby nastawiona na wzmocnienie gospodarstw, które dominują w strukturze: gospodarstw rodzinnych. De facto wspieramy wąską grupę wielkich producentów, bo oni dostają największe pieniądze z dopłat, ale za tym idzie niszczenie środowiska, wspieranie przemysłowego chowu zwierząt, produkcja żywności o przemysłowej jakości, a nie o wysokiej.

Czy Polska i Francja są naturalnymi sojusznikami w sprawach rolnictwa?

Sojusznikami tak, ale jeśli chodzi o organizowanie się w obronie pieniędzy na rolnictwo - jak największego budżetu. Ale nie sądzę, aby byliśmy sojusznikami w podejściu do tego, jak te pieniądze już wydawać.

Polityka rolna ma dwa filary: dopłaty i inwestycje. Czy przesuwanie pieniędzy z inwestycji na dopłaty jest racjonalne z punktu widzenia przyszłości rolnictwa?

Z punktu widzenia polityków jest to działanie bardzo racjonalne, bo to dawanie rolnikom większych pieniędzy za nic. To kupowanie głosów w wyborach.

Z punktu widzenia średnio- i długoterminowych interesów wsi jest to polityka zabójcza, bo konserwuje tradycyjne podejście do wsi: rolnicy dostają pieniądze, choć w zasadzie nic nie muszą robić na swojej ziemi. Rolnik ma na przykład 5 hektarów, nic na nich nie uprawia, ale raz w roku je przeorze i za to dostaje dopłaty bezpośrednie z Unii. Ale on w istocie nie jest rolnikiem, bo nic nie produkuje. I nic też nie przynosi środowisku przyrodniczemu.

Według mnie zwiększanie dopłat kosztem inwestycji jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. I jest to też niebezpieczne w perspektywie długoterminowej.

Bo?

Bo musimy dostosowywać rolnictwo do zmian klimatycznych. Rolnictwo jest sektorem najbardziej wrażliwym na skutki zmian klimatu. Każda zmiana czynników klimatycznych będzie negatywnie oddziaływać na środowisko, a więc i na produkcję rolną. A rolnicy muszą się do tego przygotowywać.

Skoro ostatnimi czasy są susze, a brak wody jest czymś stałym w Polsce…

…to już doskonale widzimy, że polskie rolnictwo bardzo ucierpi na zmianach klimatycznych. Ale problemy wsi to także energetyka, bo napięcie w sieci na terenach wiejskich rzadko wynosi znamionowe 230 V. Sieć jest taka słaba, że to jest 200 V, a są miejsca, gdzie jest poniżej 200 V, przez co nie można na takich terenach zainwestować żadnej nowoczesnej technologii.

Rząd PiS mówi, że jeśli UE nie wyrówna dopłat dla polskich rolników, to możliwe, że w polskim budżecie znajdą się pieniądze na to wyrównanie. To racjonalne?

I znowu nie. Jestem przeciwnikiem finansowania wsi tylko na podstawie wielkości posiadanych gruntów. Jeżeli ktoś ma 10 hektarów, to dostając 2400 euro czy 2600 euro nic się w jego sytuacji na rynku nie zmieni.

Czy pozycja polskiego komisarza ds. rolnictwa ma jakąś wagę dla wspólnej polityki rolnej, czy jest to stanowisko administracyjne, a nie od kreowania tej polityki?

Powinien kreować system promujący małych producentów, którzy nie tylko produkują na rynek, ale także świadczą dla społeczeństwa usługi ekologiczne. I za to powinni dostawać większe pieniądze. Tacy rolnicy powinni dostawać nie 240-260 euro za hektar, ale 500-700 euro i to byłoby realna zachęta do bycia ekologicznym producentem rolnym.

Walka o wyrównanie dopłat to de facto kupowanie głosów?

Kupowanie głosów, a nie rozwiązywanie problemów wsi.

Więcej o:
Komentarze (227)
"Wyrównanie dopłat z UE to kupowanie głosów". Ekspert o priorytecie PiS
Zaloguj się
  • piramidopolopirynowicz

    Oceniono 66 razy 54

    Jest to bardzo słuszne - starsi przypomną sobie może, jak w latach 70-80 jechało się pociągiem na wczasy, pola widoczne przez okno przypominały pasy na łowickiej spódnicy. To była ta właśnie bio-różnorodność, co 100 metrów pas innych roślin - tu ziemniaki, dalej zboże, za chwilę buraki, potem pomidory, cebula, kapusta, żyto ... itd itp .. To było zdrowe - szkodniki i choroby miały trudność w przedostawaniu się z rośliny na roślinę, bo były oddzielone innymi roślinami, które często chronią tamte ... W związku z tym łatwiej zadbać o wzrost, są zdrowsze i większe plony, używa się znacznie mniej chemicznych wspomagaczy. Dziś, gdy monokultura rzepaku ma 300 hektarów i sięga po horyzont, choroba i szkodnik hulają na całego - i co robi rolnik? Chemia, chemia, chemia, która potem zjadamy. Gorsze wyparło lepsze, podobnie jak w naszej polityce.

  • myszoptak

    Oceniono 65 razy 45

    Kościół jest właßcicoelem setek tysięcy ha i bierze dopłaty.
    Na ziemię wyłudzoną od Polski.
    Czarna zaraza wie gdzie skubnąć.

  • ganro

    Oceniono 64 razy 44

    Dopłaty, jeśli już, to powinny być do wyprodukowanych płodów rolnych, a nie do hektara ziemi.

  • tomaszkulej

    Oceniono 48 razy 40

    To nie nowina. Przecież rządy PiS, od ponad 4 lat, niczym innym się nie zajmują tylko "kupowaniem głosów wyborców".

  • 20portal

    Oceniono 45 razy 37

    polski rolnik nie ma świadomości, że dopłaty zostały stworzone po to, aby ceny żywności nie były windowane wysoko (aby każdy obywatel Unii mógł sobie pozwolić na zakupy potrzebnej ilości żywności.
    Druga sprawa, że w Polsce spośród 1,5 miliona "gospodarstw" (zgodnie z ustawą gospodarstwo to w Polsce każdy obszar powyżej 1 hektara) tylko 220 tys. produkuje na rynek. Reszta "gospodarzy" wydzierżawia swoja ziemię, udaje że ja uprawaia pobierając najrózniejsze dopłaty i korzystając z niemal darmowych kredytów i ubezpieczeni w KRUS pracują na czarno (nie płacą niemal żadnych podatków). Ten dobrobyt unijny i państwowy zapewniło wsi PSL, ale mieszkańcy wsi, zwani niesłusznie rolnikami, instruowani dodatkowo przez księdza, dzisiaj głosują na PiS. OTO PRAWDA O POLAKACH.

  • polokokt

    Oceniono 37 razy 27

    Mnie to cały czas zastanawia ten socjalistyczny model gdzie rolnik (akurat mam w rodzinie) za to ze nie posieje/posadzi danej rośliny dostaje rocznie kilkadziesiąt tysięcy. Tak po prostu :)

  • ibanalyst

    Oceniono 27 razy 25

    I znowu trzeba dopłacać do darmozjadow. Kolejna po górnikach uprzywilejowana grupa. Miastowi płaca składki do UE a dostają je z powrotem oczywiście rolnicy. Do tego KRUS niższy od ZUS, odszkodowania za susze itp. Skandaliczne

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 20 razy 18

    Inni to doskonale wiedzą. Bo w USA tylko 3 procent farmerów wyżywia 300 milionów ludności. Polska ma 30 procent rolników i żywność jest nadal importowana. W czasach PRL można było było walczyć o głosy rolników. Socjalizm zlikwidował analfabetyzm. Ale w czasach internetu nie da się tego ukryć, że nie walczy się już o głosy rolników tylko pieniędzy, które płyną z jakiejś kasy!

  • poljack

    Oceniono 22 razy 18

    Kto widział hektary obsadzone sadzonkami drzew wiecie do kogo należą do polityków sadzonki rosną dopóty dostają dotację po kilku latach sadzą nowe i tak dalej w kółko biznes się kręci

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX