Unia Europejska zabierze Polsce pieniądze za łamanie praworządności? Raczej nie. Ale ma za to inny plan [WYWIAD]

- Będą spokojne dyskusje, deklaracje i rozmowy kuluarowe. W końcowym rozrachunku Polska wiele nie zyska, a na liczne kompromisy będzie musiała pójść - o unijnych negocjacjach budżetowych mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene z Uniwersytetu Warszawskiego.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Z jakim nastawieniem, z jakimi celami polska delegacja powinna pojechać na szczyt do Brukseli?

DR HAB. RENATA MIEŃKOWSKA-NORKIENE*: Realistycznymi, bo sytuacja negocjacyjna polskiej delegacji jest trudna.

To znaczy?

Mamy w ręku kilka atutów, ale mamy też kilka słabości, które inne kraje członkowskie albo instytucje europejskie będą chciały wykorzystać.

Zacznijmy od atutów.

Naszym atutem na pewno jest sama procedura uchwalania budżetu unijnego, która przynajmniej na etapie Rady Europejskiej zakłada jednomyślność. W związku z tym, reszta państw siłą rzeczy musi liczyć się z Polską. Jesteśmy też w grupie przyjaciół polityki spójności, czyli gronie krajów, które nie chcą zmniejszenia środków w tym obszarze m.in. na rzecz Nowego Zielonego Ładu, który jest jednym z kluczowych priorytetów Unii Europejskiej na nadchodzące lata. To daje nam możliwość zawierania potencjalnych sojuszy, daje nam też pewną siłę przetargową.

"Rzeczpospolita" w połowie września ubiegłego roku pisała, że Unia stawia na ochronę środowiska kosztem polityki rolnej i polityki spójności. Na pierwszej Bruksela chciałaby zaoszczędzić ok. 60, a na drugiej ok. 40 mld euro. To w naturalny sposób uderzyłoby w Polskę.

Dodajmy, że Polska jest tu w podwójnie trudnej sytuacji, bo nie tylko wolałaby otrzymać fundusze w ramach polityki spójności, ale też jest jedynym państwem, które zawetowało jeden z kluczowych elementów Nowego Zielonego Ładu - ograniczenie wykorzystania węgla jako surowca energetycznego (cel neutralności klimatycznej do 2050 roku).

W kręgach unijnych dyplomatów i urzędników spekuluje się, że koniec końców premier Mateusz Morawiecki ustąpi w tej kwestii. Chociaż na pewno nie za darmo.

Dlatego na ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestii przyjdzie nam poczekać do czerwca. Ale faktycznie jest to nasz atut, będziemy używać tej karty do poprawy naszej sytuacji w negocjacjach budżetowych.

Ile warta jest ta karta?

Całkiem sporo. Chociaż jej siłę równoważą nasze słabości. Grupa krajów będących płatnikami netto - zwłaszcza tzw. klub oszczędnych, czyli Austria, Holandia, Szwecja i Dania - chce jak najbardziej okrojonego budżetu, co uderzałoby m.in. w Polskę. To jedna rzecz. Kolejną, jeszcze poważniejszą, jest oczywiście kwestia naruszania przez Polskę praworządności, co skonfliktowało nas z Komisją Europejską i wieloma krajami UE. Dlatego minister Ziobro obawia się powiązania praworządności z transferem środków unijnych i gra kartą całkowitego zablokowania negocjacji budżetowych.

To realny scenariusz?

Raczej nie, bo nie jest tajemnicą, że panowie nie pałają do siebie miłością. Jeśli szef rządu będzie chciał utrzeć nosa ministrowi Ziobrze, to może zgodzić się na wiele rzeczy, w tym zmiany dotyczące reform sądownictwa i obiecać, że Polska nie będzie blokować ostatecznych ustaleń dotyczących wieloletnich ram finansowych. Paradoksalnie, w tym kontekście może to zadziałać na korzyść Polski. Ponadto, sam premier nie wyklucza, że zgodzimy się na kompromis klimatyczny dotyczący ograniczenia korzystania z węgla - jest to racjonalne, bo i tak musielibyśmy to zrobić, a tak wykorzystujemy to jako naszą kartę przetargową - ale nie zrobimy tego za darmo.

Będziemy chcieli więcej pieniędzy na politykę spójności i politykę rolną?

Tak, chociaż trudno będzie to uzyskać. Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel już zaproponował dołożenie 6 mld euro na politykę spójności, co stanowi ukłon w stronę biedniejszych państw, w tym Polski. Moglibyśmy na tym zyskać nawet miliard euro. Jednak w kontekście wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, związanych z tym kosztów i obcięcia środków dla krajów członkowskich, jest to drobiazg.

Dla Polski straty są bolesne. Projekt unijnego budżetu na lata 2021-27 zakłada niemal 15 mld euro mniej, niż otrzymaliśmy w kończącej się perspektywie - 91 wobec 106 mld euro.

Sporo stracimy w stosunku do poprzedniej perspektywy budżetowej, która była doskonale przez Polskę wynegocjowana. Jednak przewodniczący Michel i część państw członkowskich na pewno poinstruują Polskę i te kraje, które jeszcze oponują w pewnych kwestiach budżetowych albo klimatycznych, jak zawarte kompromisy i poczynione ustępstwa dobrze "sprzedać" swoim obywatelom. Właśnie na to Michel położy największy nacisk.

Co będzie dla Polski sukcesem, a co porażką na nadchodzącym szczycie?

Polska delegacja jedzie na ten szczyt nie z myślą o przyszłości Unii czy choćby przyszłości Polski w Unii w perspektywie kilku albo kilkunastu lat. Głównym celem jest kampania prezydencka Andrzeja Dudy. Dlatego każde ustępstwo, każde wywalczone dodatkowe euro będzie przez rząd przedstawiane jako spektakularny sukces i wzmocnienie pozycji Polski w Unii. Z drugiej strony, utrata pieniędzy w ramach polityki spójności i polityki rolnej byłaby dużym ciosem dla rządzących, bo ich wiejski i małomiasteczkowy elektorat jest na te kwestie bardzo uwrażliwiony. A przecież w kwestii dopłat dla rolników nasz rząd i tak nie ma szans na sukces, bo na tym szczycie na pewno nie dojdzie do ich zrównania. Właśnie na zrównaniu dopłat bardzo zależy premierowi Morawieckiemu, który taką obietnicę złożył w pamiętnej "piątce na 100 dni rządu". Zostawiając już kwestię rolnictwa, nie możemy też zapominać, że główną kartą przetargową instytucji europejskich na tym szczycie będzie też powiązanie transferu funduszy unijnych z praworządnością.

Czy Polska ma szanse na zrównanie unijnych dopłat dla rolników? W "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" opowiadał o tym europoseł PiS-u Ryszard Czarnecki:

Zobacz wideo

Najbardziej drażliwa kwestia całego szczytu.

Zwłaszcza dla nas. Wydawało się, że zbudujemy pokaźną koalicję przeciwko temu mechanizmowi. Miały być w niej jeszcze Węgry, Rumunia i Hiszpania. Tyle, że spór Hiszpanii z Komisją Europejską ma zupełnie inny charakter od pozostałej trójki. Rumunia ma sporo problemów wewnętrznych. Z kolei Węgrów zawsze łatwo przekupić, bo w Unii stawiają na bardzo pragmatyczną politykę, więc ich wsparcia nie możemy być pewni do ostatniej chwili. Wiele wskazuje na to, że Polska może zostać z tym problemem sama. Z drugiej strony, propozycja Michela jest dla polskiego rządu i Węgier korzystna, bo osłabia szansę zastosowania faktycznego ograniczenia wypłat przy nieprzestrzeganiu praworządności, co z kolei jest krytykowane przez państwa takie jak Niemcy, Finlandia czy Holandia.

Kara, jaką TSUE może nałożyć na Polskę, jeśli rząd nie uszanuje tzw. środka tymczasowego ws. sądów, będzie ogromna. Opowiada o tym ekspert od prawa unijnego prof. Artur Nowak-Far:

Zobacz wideo

Na razie przewodniczący Michel zrobił krok w tył w geście dobrej woli. Jego propozycja powiązania praworządności z transferem unijnych pieniędzy jest znacznie łagodniejsza od pierwotnego projektu. Zakłada, że uruchomienie przez Komisję Europejską takiego mechanizmu wymagałoby zgody 15 z 27 państw członkowskich.

Złagodzenie procedury to jedno ustępstwo. Istotne o tyle, że może bardzo utrudnić formalne pociągnięcie do odpowiedzialności państw łamiących praworządność. Drugim jest te dodatkowe 6 mld euro dla biedniejszych państw Unii w ramach polityki spójności. Tyle że jeśli dojdzie do powiązania funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności, pieniądze krajom naruszającym traktaty będą zabierane właśnie ze środków na politykę spójności.

W jakiej formie zostaną przyjęte zapisy dotyczące powiązania praworządności z transferem środków unijnych? Złagodzona propozycja przewodniczącego Michela czy kolejne zmiany i wymyślane na bieżąco nowe rozwiązania?

Propozycja Michela jest znacznie bardziej kompromisowa od pierwotnego projektu, ale też takie jest jego zadanie, żeby łączyć różne stanowiska i szukać kompromisów. W tym przypadku kolejne zmiany są wielce prawdopodobne, bo rozbieżnych interesów jest naprawdę sporo. Zobaczymy, co na szczycie zrobią Węgrzy. Myślę, że na podczas samych rozmów dodatkowo złagodnieje podejście wobec Polski. To oznacza, że mamy szansę jeszcze coś ugrać i rządzący zapewne w ten sposób będą to przedstawiać. Instytucje europejskie nie będą mieć wiele przeciwko temu.

Dlaczego?

Są dwie sprawy. Pierwsza to kwestia potencjalnego polskiego weta. Druga sprawa - Unia Europejska chce, żeby kraje, które ostatnimi czasy wierzgają i nie pilnują praworządności były lepiej dyscyplinowane. Ale to dyscyplinowanie można przeprowadzić w innych okolicznościach niż unijnych szczyt z udziałem głów państw i szefów rządów. Bardziej zakulisowo, po cichu.

Czyli jak?

Redystrybucję środków finansowych w ramach tak naprawdę dowolnych funduszy można robić bezpośrednio do samorządów, a nie poprzez kraje członkowskie. To już jest kwestia programów operacyjnych, sposobów dystrybucji funduszy. Tego nie robi się teraz, na poziomie Rady Europejskiej, tylko później - przy określaniu programów operacyjnych. Wówczas zajmuje się tym już de facto Komisja Europejska przy udziale Parlamentu Europejskiego. Dlatego myślę, że unijni liderzy spróbują teraz za wszelką cenę osiągnąć kompromis, na który Polska może się zgodzić, a potem operacjonalizując całą procedurę obchodzić ten kompromis. Przykładowo, gdy pojawi się jakieś zagrożenie dla wykorzystania funduszy po stronie danego państwa członkowskiego (np. Polski), Komisja Europejska będzie kierować środki bezpośrednio do regionu, do samorządu.

Patrząc od strony Komisji Europejskiej: zjeść ciastko i mieć ciastko.

Dokładnie tak. Dlatego na poziomie Rady Europejskiej Unia może nie chcieć prowokować krajów takich jak Polska. Zwłaszcza, że Polska nie jest tutaj sama. Przyjaciół polityki spójności jest więcej i unijni technokraci mogą nie chcieć ryzykować. Inną sprawą jest, że bardzo wiele zależy od naszego podejścia do kwestii Nowego Zielonego Ładu, bo to dzisiaj jeden z kluczowych programów Unii Europejskiej. Polska w tej chwili blokuje jedną jego bardzo istotną część, czyli odejście od gospodarki opartej na węglu. Jeśli powiemy, że jesteśmy skłonni pójść na kompromis w tej kwestii, to musimy dostać coś w zamian. Pozostaje tylko pytanie: co.

Jaka jest na nie odpowiedź?

Tym, co dostaniemy będzie zapewne nieco łagodniejsze traktowanie w czasie tego szczytu. Ze swojej strony my będziemy z kolei musieli cichaczem zgodzić się na wiele założeń Nowego Zielonego Ładu, czyli pójść na liczne kompromisy, które nie do końca uśmiechają się naszemu rządowi.

Jak będzie przebiegać sam szczyt?

Nie oczekuję, że padną na nim poważne i groźne słowa pod adresem Polski za konflikty z Komisją Europejską, naruszanie wartości unijnych czy łamanie zasad praworządności. Unia Europejska tak nie działa, nie stosuje prowokacji tego typu. Będą spokojne dyskusje, deklaracje i rozmowy kuluarowe. W końcowym rozrachunku Polska wiele nie zyska, a na liczne kompromisy będzie musiała pójść. A potem, już w kraju, nasza delegacja będzie robić dobrą minę do nie najlepszej gry.

* dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene - politolog oraz socjolog; absolwentka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych oraz Instytutu Nauk Politycznych w ramach Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW; stypendystka Reńskiego Uniwersytetu im. Fryderyka Wilhelma w Bonn, Uniwersytetu w Wilnie, Liechtenstein-Institut w Liechtensteinie, EURAC European Academy w Bolzano, London School of Economics and Political Science oraz Sciences Po w Paryżu; od listopada 2009 roku pracownik naukowy Zakładu Instytucji Europejskich INP UW

Więcej o:
Komentarze (284)
Unijny budżet 2021-2027. Trudna sytuacja negocjacyjna Polski
Zaloguj się
  • dolorek

    Oceniono 41 razy 41

    Nie tylko Polska może zablokować budżet, każdy kraj , a zwłaszcza płatnik netto będzie mógł to zrobić. A bez budżetu to my będziemy w plecy.

  • deusirae

    Oceniono 40 razy 30

    Sprawa jest prosta. Jeżeli nie przytną finansów to rozbuchany piSuar nadal będzie łamał wszelkie objawy praworządności i miał głeboko w d...p to co na ten temat UE będzie wokalizować :(

  • nowyemeryt

    Oceniono 33 razy 23

    PIS to wielkie nieszczęście dla Polski,ale to minie jak każde rządy.

  • ferryk

    Oceniono 23 razy 17

    Drodzy rodacy jeśli liczycie ,że Unia cokolwiek praktycznego załatwi w/s szeroko pojętego sadownictwa KRS ,TK itp.? to mylicie się , zostaniemy sprzedani za ich EU rdzenia potrzeby. Jeżeli chcemy zrobić cokolwiek pewnego to musimy liczyć na siebie a z tym jest niestety u nas beznadziejnie. Zgodnie ze starą zasadą chcesz liczyć na kogoś, licz przede wszystkim na siebie!!!

  • kostropacz

    Oceniono 19 razy 15

    Pieniądze bezpośrednio dla samorządów, to jest to. Poza pazernymi i szantrapami. Realnie i długofalowo korzyść, ale wcześniej propagandowo pazerni i szantrapy i tak ogłoszą, że ponieśli zwycięstwo.

  • sunzi15

    Oceniono 13 razy 13

    Umiesz liczyc, licz na siebie.

    Naszym prawem, obowiazkiem i zadaniem
    jest zrobic u siebie porzadek
    z brunatna gangrena, przestepcza
    szajka spod znaku PiS, zmierzajaca
    droga lamania Konstytucji, czyli zamachu stanu,
    do pozbawienia nas naszych praw i wolnosci
    i wprowadzenia kato-nazistowskiej dyktatury.

    UNIA, podobnie jak Pan Bog, pomoze tym,
    ktorzy sami sobie pomoga.

    A wiec nie czaic sie jak D*** wolowa
    i przeciwdzialac wlasnemu nieszczesciu,
    cala moca odwijajac sie na odlew bandytom i zlodziejom!!!

  • latozradiem

    Oceniono 19 razy 13

    Czyli co?? Unia dalej będzie finansować rozwalanie instytucji państwowych i bezpieczników demokratycznych przez Kaczelnika i jego gang???? Żeby sobie bezkarnie kabzy nabijali z naszych podatków i dotacji unijnych?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX