CBA jednak przeszukuje gabinet Banasia. Pierwsze doniesienia o efektach, NIK protestuje

Środa przebiegała pod dyktando doniesień o akcji CBA wobec Mariana Banasia i jego rodziny, zarządzono serię przeszukań. Doszło też do niemałego zamieszania w NIK, gdzie najpierw agentom CBA odmawiano dostępu do gabinetu prezesa NIK, a ostatecznie weszli do pomieszczenia. Są też pierwsze doniesienia o efektach przeszukań.

Rano 19 lutego pracownicy Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do mieszkań prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia i jego córki. Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, która prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości w oświadczeniu majątkowym szefa NIK, Paweł Sawoń powiedział, że od są prowadzone czynności w ramach tego śledztwa.

Dodał, że "na zlecenie prokuratury funkcjonariusze CBA wykonują czynności związane z przeszukaniem kilku miejsc".

>>> Cymański o Banasiu: Mi jest ciężko uwierzyć, że jest przestępcą

Zobacz wideo

Co znaleziono po przeszukaniach? CBA miało szukać dwóch umów

W środę wieczorem Fakt24.pl i Polska Agencja Prasowa poinformowały, że akcja CBA wobec Banasia objęła 20 lokalizacji, w tym mieszkania i pomieszczenia służbowe. Sprawdzano też syna Banasia - Jakuba, który wbrew początkowym doniesieniom nie został zatrzymany. Co udało się znaleźć agentom?

Fakt24.pl opisuje, że zabezpieczono m.in. dwie kopie umów dzierżawy, których treść miałaby być taka sama, jednak zapisano na nich dwie różne kwoty. Jak później doprecyzowano, o czym poinformował Grzegorz Kwolek, na jednej z nich był zapis czterech tysięcy złotych, a na drugiej: ośmiu tysięcy. To właśnie te umowy miały być powodem przeszukań.

CBA w Najwyższej Izbie Kontroli. Banaś protestuje u Witek

Wczesnym popołudniem agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego pojawili się natomiast w Najwyższej Izbie Kontroli. Początkowo Zbigniew Matwiej z zespołu prasowego NIK powiedział, że nie doszło do przeszukań gabinetu prezesa, ponieważ Marian Banaś uznał, że nie zostały spełnione konstytucyjne przesłanki.

Agenci CBA po 17.00 jednak weszli do gabinetu szefa Izby. Nie wiadomo, o której godzinie zakończą przeszukanie, natomiast samego Banasia w NIK już nie ma, opuścił budynek.

Czytaj więcej: Kontrola NIK w Prokuraturze Krajowej to nie "odwet Banasia"? NIK: Trwa od kilku miesięcy

W trakcie zamieszania RMF FM ujawniło list Mariana Banasia do marszałkini Sejmu Elżbiety Witek, w którym prezes NIK napisał, że jest zmuszony poinformować ją o "naruszeniu prawa przez organy procesowe prowadzące postępowanie przygotowawcze".

W środę - jak przekazał Banaś - agenci CBA wykonując polecenie prokuratora z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, przeszukali jego mieszkanie oraz mieszkania, w których przebywali jego żona i córka oraz pokój hotelowy, w którym przebywał jego syn.

Więcej o liście Banasia do Witek: "Stanowczo sprzeciwiam się". Jest ostry list Mariana Banasia do Elżbiety Witek ws. działań CBA

Później Zbigniew Matwiej z zespołu prasowego NIK przesłał mediom stanowisko Izby, w którym padło m.in.:

Najwyższa Izba Kontroli stanowczo protestuje przeciwko łamaniu prawa i naruszaniu niezależności konstytucyjnego, naczelnego organu kontroli państwowej poprzez działania Pani Elżbiety Pieniążek Prokuratora Prokuratury Regionalnej w Białymstoku. (...).
W tej sytuacji NIK uważa, że działania organów ścigania Prokuratury miały na celu nie tylko zastraszenie Prezesa NIK, ale także wszystkich kontrolerów wykonujących aktualnie czynności kontrolne w organach administracji rządowej.

Śledztwo w sprawie Mariana Banasia i nieruchomości szefa NIK

Śledztwo w sprawie Mariana Banasia Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła na początku grudnia. Podstawą jego wszczęcia były trzy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa: z CBA oraz od grupy posłów opozycji i Generalnego Inspektora Informacji Finansowej.

Jak nieoficjalnie informował w połowie grudnia "Dziennik Gazeta Prawna", Centralne Biuro Antykorupcyjne ustaliło, że Marian Banaś posiada pieniądze, z których nie umiał wytłumaczyć się przed służbami, a jego oświadczenia majątkowe zawierają luki.

Wcześniej, we wrześniu, "Superwizjer" TVN informował, że w kamienicy należącej do Mariana Banasia miał działać pensjonat wynajmujący pokoje także na godziny. Marian Banaś w związku z reportażem złożył potem pozew przeciwko stacji TVN oraz autorowi materiału. Przekonywał, że nie zarządzał pokazanym w materiale hotelem, a obecnie nie jest właścicielem nieruchomości.

Więcej o: