Między boomerem a milenialsem. Kto w polskiej polityce jest cool, a kto ma gębę wąsatego wujka? [ANALIZA]

Pokoleniowy konflikt boomerów z milenialsami coraz mocniej widać też na polskiej scenie politycznej. Tyle że tutaj ma on nie tyle charakter walki generacyjnej, co sporu zakonu rycerzy status quo i stronnictwa kontestatorów-reformatorów. Sporu, który doskwiera dzisiaj każdej polskiej partii.

Na początku lutego opisaliśmy na Gazeta.pl konflikt boomerów z milenialsami, który w ostatnich tygodniach mocno zaznaczył się w tzw. przestrzeni publicznej. Chociażby przy okazji 30-lecia planu Balcerowicza czy kryzysu mieszkaniowego (zdaniem milenialsów uderza on zwłaszcza w młode pokolenie). Kończąc tamten artykuł, napisałem, że kluczową rolę w rozwiązaniu sporu młodych ze starymi muszą odegrać politycy, bo "to od nich w dużej mierze zależy układ sił na społecznej i gospodarczej szachownicy".

Rzecz w tym, że dla polityków ten spór generacyjny jest podwójnie trudny. Po pierwsze dlatego, że to złożone zjawisko socjologiczne, na które nie ma prostej, szybkiej i jednoznacznie pozytywnie ocenianej odpowiedzi. Słowem, sondażowe słupki od zajęcia się tym problemem nie poszybują w górę. Po drugie, i to wydaje się w tej chwili rzeczą najważniejszą, kwestia jest dla polityków problematyczna dlatego, że sami politycy toczą dziś w zaciszach partyjnych gabinetów mniejsze lub większe pokoleniowe wojny. Z różnym skutkiem i w różny sposób.

Milenialsi i pokolenie Z po jednej, a boomerzy i pokolenie X po drugiej stronie generacyjnego sporuMilenialsi i pokolenie Z po jednej, a boomerzy i pokolenie X po drugiej stronie generacyjnego sporu Shutterstock

Najciemniej pod latarnią

Na pierwszy ogień Lewica, bo to Lewica - choć rękami administratorów twitterowego profilu Partii Razem - wprowadziła do politycznej debaty w Polsce kultowy za oceanem zwrot "OK, boomer". Zwrot będący słodką zemstą na pokoleniu "ojców III RP" za lata ignorowania i/lub protekcjonalnego traktowania. Zwrot oznaczający w wolnym tłumaczeniu mniej więcej tyle co "Jasne, tato" i używany wtedy, gdy druga strona powie coś tak anachronicznego i obciachowego, że nie ma sensu kontynuować dyskusji.

Programowo Lewica faktycznie jest reprezentacją dużej części pokolenia Y (milenialsi) i jeszcze od nich młodszego pokolenia Z (zwanego też pokoleniem C od angielskiego słowa "connected", czyli podłączeni; podłączeni do internetu i mediów społecznościowych w dobie których się wychowali i dojrzewali). Lewica ma na sztandarach m.in. rozwiązanie problemów mieszkaniowych (wierzy, że państwo jest w stanie uruchomić program taniego budownictwa mieszkań na wynajem), wyeliminowanie bezprawnych "śmieciówek" (wielu młodych nie zna innej formy zatrudnienia) czy walkę o prawa pracownicze (których to praw pracujących w wielkich korporacjach młodzi często nie są świadomi albo porzucili już nadzieję na ich respektowanie przez pracodawców). Do tego stabilne świadczenia socjalne i sprawne usługi publiczne, czyli rzeczy, na które wielu młodych nie może dziś liczyć. No i wreszcie ochronę środowiska, która dla dużej części milenialsów i "zetek" stanowi istotny punkt odniesienia.

Rzecz w tym, że nawet będąca adwokatem potrzeb i interesów młodych Lewica nosi w sobie coś ze starego, dobrego boomera, którego uwielbia wyśmiewać i krytykować. W wydaniu SLD to twarze polityków ze słusznie minionej epoki, których w październiku minionego roku Lewica znów wprowadziła na salony. W wydaniu Wiosny to obciachowe wpadki (np. oddane do schroniska psy posłanki Scheuring-Wielgus, blokowanie krytyków w mediach społecznościowych przez Roberta Biedronia), koniunkturalne zagrania rodem ze stereotypów o politykach (mariaż Wiosny z SLD, chociaż pierwsza z tych partii powstała na fali krytyki wobec Sojuszu) czy polityczna ściema, na którą młodzi są uczuleni (pozostanie przez Roberta Biedronia w europarlamencie mimo obietnicy złożenia mandatu, afera z oskarżeniami o mobbing, której główna bohaterka jest dzisiaj posłanką). W wydaniu Partii Razem to nierzadko irytujące i wyższościowe przekonanie o tym, że - cytując klasyka - moja racja jest mojsza niż twojsza, więc dyskusji nie będzie. Ewangelizowanie ex-cathedra, zamiast partnerskiej rozmowy.

13.10.2019, Warszawa, wieczór wyborczy Lewicy, na zdjęciu od lewej: Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg13.10.2019, Warszawa, wieczór wyborczy Lewicy, na zdjęciu od lewej: Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Trudna droga do zmiany

O ile Lewicę, w kwestiach programowych, można określić jako adwokata potrzeb i aspiracji milenialsów, o tyle Platforma Obywatelska, zwłaszcza w ostatnich latach, zyskała miano obrońcy status quo i dobrego samopoczucia boomerów czerpiących pełnymi garściami z transformacji ustrojowej. Gdy mowa o gospodarce, rynku pracy czy prawach pracowniczych, na hasło "Platforma Obywatelska" automatycznymi skojarzeniami są postacie prof. Leszka Balcerowicza, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Janusza Lewandowskiego czy Jana Vincenta Rostowskiego. Postaci, które na politycznej scenie mają status ekonomicznych ikon III RP. Ze wszystkimi tego wadami i zaletami.

Platforma ustami swoich polityków lubi mówić o sobie jako partii broniącej interesów ludzi pracujących i starającej się przywrócić w Polsce szacunek do pracy. Tak naprawdę realizuje jednak to, czego oczekuje od niej jej twardy elektorat - dobrze sytuowana, niechętna społecznym zmianom, niespecjalnie zaangażowana obywatelsko i politycznie klasa średnia. Ludzie wykształceni, w wieku mniej więcej 40-55 lat, z dużych miast i metropolii, pracujący w korporacjach lub prowadzący własną działalność gospodarczą, ambitni i zadaniowi self-made mani. Ludzie, którzy mają dużo do stracenia i relatywnie niewiele do zyskania. Ludzie, którzy chcą jak najmniej państwa w swoim życiu, a jak najwięcej od tego państwa świętego spokoju.

Platforma dramatycznie potrzebuje oferty, która nie będzie antyPiS-em. Przekonywała o tym w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" posłanka Koalicji Obywatelskiej Joanna Mucha:

Zobacz wideo

Platforma jest ich zakładnikiem. Gdy popierały ją również inne grupy społeczne i zawodowe, można było wygrywać wybory i rządzić krajem przez dwie kadencje. Jednak gdy wspomniana grupa stała się nie tyle podstawą, co większością wyborców Platformy, zaczęły się problemy. I przegrane wybory. Jedne, drugie, trzecie, czwarte... Nawet w partii "ciepłej wody w kranie" stało się jasne, że Polska się zmienia, społeczeństwo się zmienia, scena polityczna się zmienia, więc jeśli Platforma również się nie zmieni, to powrotu do zwycięstw nie będzie. Partyjny aparat późno, bo późno, ale zareagował. Wymienił kierownictwo partii - boomera Grzegorza Schetynę zastąpił należący do pokolenia X Borys Budka - i z nadzieją czeka na to, co przyniesie przyszłość. Zmiany personalne nie są jednak kluczem do przyszłości Platformy. Tym kluczem jest odpowiedź na proste pytanie: czy politycy Platformy zdołają nawiązać dialog ze swoim twardym elektoratem i wytłumaczyć mu, że czas na zmiany. Wtedy, być może, Platforma znów stanie się cool.

Borys BudkaBorys Budka Fot. Bartek Barczyk

W procesie tego tłumaczenia jest już dawny koalicjant Platformy - PSL. Przez długie lata ludowcy byli w polskiej polityce egzemplifikacją nawet nie tego przemądrzałego boomera, co pociesznego wąsatego wujka. Trochę nie na czasie, trochę śmiesznego, ale w sumie to lubianego i w porządku. Rzecz w tym, że PSL przespało czas zmian na polskiej wsi. Tej same wsi, której mieli być strażnikiem i adwokatem. Rolnictwo przestało być na wsi dominującą aktywnością, rdzennych mieszkańców prowincji coraz częściej zaczęli wypierać ci napływowi - z miasta. Nim ludowcy się w tym połapali, okazało się, że wieś odbiło im Prawo i Sprawiedliwość. Nie tyle nawet odbiło, co podbiło. I to samo zamierza uczynić z PSL.

PSL stanęło przed wyzwaniem, które można streścić dobrze znaną maksymą Legii Cudzoziemskiej: maszeruj albo giń. W tym przypadku: zmień się albo znikniesz. I tak sympatyczny wąsaty wujo wyruszył w trudną i długą drogę, na końcu której stoi dziarski i otrzaskany ze zdobyczami współczesności milenials. Ludowcy wymienili ścisłe kierownictwo partii (jedynym przedstawicielem pokolenia 50+ jest tam marszałek Adam Struzik), zainwestowali w obecność w internecie i mediach społecznościowych (to tam są dzisiaj młodzi), zmienili "twarz" partii (upartego, "kanciastego" i politycznie wysłużonego Waldemara Pawlaka zastąpił młody, lubiany i popularny Władysław Kosiniak-Kamysz). Wyszli ze wsi i próbują wejść do miast. Na początek tych małych i średnich. Jest ciężko, ale starają się znaleźć swoją niszę. A może nawet ją wykreować. Być partią umiaru, rozsądku i dialogu w czasach, gdy każda z tych wartości jest w polskiej polityce w dramatycznym odwrocie.

Problem PSL polega na tym, że chociaż chce być dzisiaj bardziej tym dynamicznym milenialsem niż doświadczonym boomerem albo wspomnianym już wąsatym wujkiem, to wciąż musi grać na wielu fortepianach. Być trochę jednym, trochę drugim i trochę trzecim. Bo tak wygląda ich elektorat, bo tak ogranicza ich historia i dziedzictwo ludowców, bo tego wymaga polityczny pragmatyzm. Trudno zmienić funkcjonujące w ten sam sposób od dekad mechanizmy. Ale przecież nikt nie mówił, że walka o polityczne życie jest rzeczą łatwą.

Władysław Kosiniak-Kamysz podczas opłatka PSL w LublinieWładysław Kosiniak-Kamysz podczas opłatka PSL w Lublinie Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Prawica przebrana za milenialsów

Zdobycie względów młodego pokolenia łatwo przyszło natomiast prawicy. Zwłaszcza tej, która w odniesieniu do samej siebie lubi używać przymiotnika "ideowa". Chodzi, rzecz jasna, o Konfederację. Jak mówi w wywiadzie dla Gazeta.pl poseł Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji na prezydenta i nowa "twarz" Konfederacji, na jego formację głosują przede wszystkim 20-, 30- i 40-latkowie. Głównie mężczyźni, którzy stanowią dwie trzecie wyborców partii. Konfederaci komunikacyjnie czują się jak ryba w wodzie w świecie milenialsów i "zetek". I skutecznie to wykorzystują. Wiarygodności dodaje im serwowanie prostych i błyskawicznych recept nawet na najbardziej skomplikowane społeczne, polityczne i gospodarcze kwestie (np. likwidacja PIT-u, dobrowolny ZUS czy litr paliwa za 3 zł), mocno antysystemowa retoryka, a także śmiałe stawianie na młodych (ośmiu z jedenastu posłów Konfederacji jest przed czterdziestką).

Rzecz w tym, że poza sferą komunikacyjno-personalną, Konfederacja nijak nie reprezentuje interesów młodego pokolenia i nie odpowiada na jego faktyczne potrzeby. Na większość kwestii merytorycznych, kluczowych dla funkcjonowania państwa, nie zabiera głosu lub robi to w sposób lakoniczny i populistyczny. Na dobrą sprawę nie wiemy, co ta formacja sądzi o kryzysie mieszkaniowym, prawach pracowniczych czy naprawie potwornie kulejących usług i polityk publicznych. Jest więc nawet nie boomerem, ale zwykłym cwaniakiem-ignorantem przebranym za milenialsa.

Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Na koniec zostawiłem sobie partię rządzącą. Między innymi dlatego, że od momentu objęcia władzy przeszła interesującą metamorfozę, jeśli chodzi o pozycjonowanie się na kontinuum boomerzy - milenialsi. Pięć lat temu PiS zmagało się z łatką partii starych ludzi dla starych ludzi. Partii moherów i katotalibów, której twarzą był anachroniczny do bólu Jarosław Kaczyński. Partii, która z młodymi nie potrafi rozmawiać i w swojej ofercie politycznej nie bardzo ma na nich (i dla nich) pomysł. Od tego momentu PiS zdołało opanować internet, czyli naturalne środowisko milenialsów i "zetek", stać się najpopularniejszą partią polityczną w grupie 18-29 lat i mimo czterech lat u władzy wciąż utrzymywać wizerunek formacji antysystemowej.

PiS mogło stać się docelową partią młodych Polaków, skoro już w 2015 roku przejęło od Platformy odznakę "fajności". Wystarczyło polityczno-wizerunkowy sukces poprzeć aktywnością merytoryczną. Słowem, wcielić młodych do swojego projektu politycznego. Uczynić z nich jedną z kluczowych grup elektoratu partii rządzącej. Rozwiązać kilka palących młode pokolenie kwestii. Tymczasem nic takiego w pierwszej kadencji nie nastąpiło. Program "Mieszkanie plus", który miał być odpowiedzią na problemy mieszkaniowe, okazał się gigantyczną klapą. Plaga "śmieciówek" i brak zabezpieczenia emerytalnego jak były zmorą młodych, tak dalej nią są. Wykluczenie komunikacyjne i niedomagająca służba zdrowia pozostały nierozwiązanymi problemami. W kwestii ochrony środowiska wizytówką PiS-u było zaś mówienie o węglu jako "polskim złocie" i próba wykarczowania Puszczy Białowieskiej. Dopiero na samym finiszu kadencji młodzi dostali na pocieszenie cukierka - "zerowy ZUS". Sorry, trochę mało.

Biorąc to wszystko pod uwagę i tak w kategoriach politycznego cudu należy rozpatrywać, że PiS nadal jest najpopularniejszą partią w najmłodszej grupie elektoratu. Ale nie jest to wielka przewaga nad resztą stawki - wg sondażu late poll w wyborach parlamentarnych na PiS głosowało 26,2 proc. młodych, na KO 24, na Konfederację 20,2, a na Lewicę 17,7 proc. Warto też pamiętać, że to w tej grupie wyborców są największe rezerwy, bo odsetek głosujących wciąż wynosi tu poniżej 50 proc. Nie mogąc zrealizować faktycznych interesów młodego pokolenia, PiS zaczęło przebierać się za partię młodych - na potęgę odmładzając kadry i wypychając młodych do pierwszego szeregu. Do Sejmu i rządu. Jak mówią w kuluarowych rozmowach politycy partii władzy, nie było to jednak działanie w 100 proc. przemyślane i zaplanowane. Brakowało i brakuje strategii, odpowiedzialności w nominacjach. Koniec końców zaważyła krótka ławka rezerwowych. Jednak nawet mimo tego pewne profity PiS może z tego osiągnąć albo już osiągnęło.

Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński.Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Po pierwsze, odklejenie łatki partii starych ludzi (chociaż najważniejsze osoby w partii to wciąż pokolenie boomerów, w najlepszym razie pokolenia X, a prezes Kaczyński dalej nie traktuje poważnie nikogo poniżej 40. roku życia). Po drugie, lepsze wyczuwanie nastrojów w młodszych grupach elektoratu (kto miałby skuteczniej komunikować się z tymi grupami, jeśli nie należący do nich politycy?) i lepsze odpowiadanie na ich potrzeby (z tym nadal jest różnie). Wreszcie po trzecie, i z perspektywy partii najważniejsze, PiS buduje polityczne kadry na przyszłość. Chociaż sami politycy Zjednoczonej Prawicy przyznają, że wiele awansów młodych to awanse na wyrost i nie powinny mieć miejsca, to jednak spora część przedstawicieli tego pokolenia nabierze doświadczenia i z kilka lat będzie stanowić o sile polskiej prawicy.

Patrząc na całość obrazu, w oczy rzuca się oczywisty wniosek, że na polskiej scenie politycznej nie ma dziś partii, która optymalnie realizowałaby interesy młodych pokoleń, odpowiadała na ich potrzeby i aspiracje, a w dodatku była dla nich wizerunkowo atrakcyjna. Wszystkie ugrupowania obecne w Sejmie mają pod tym względem mniejsze lub większe wady. Dodając do tego generalną niechęć, albo wręcz obrzydzenie, młodych do polityki, trudno się dziwić, że w dniu wyborów nie spieszno im do urn.

Więcej o:
Komentarze (112)
Boomerzy vs milenialsi. Pokoleniowy konflikt w polskiej polityce
Zaloguj się
  • owca888

    Oceniono 39 razy 31

    Solidna analiza, panie Łukaszu, ale proszę zapytać rodziców, czy PIS mozna nazwać prawicą. Roześmieją się i odpowiedzą, że to partia bolszewicka, cofająca nas w sferze instytucjonalnej do peerelu, którego pan nie może pamiętać. I to jest najgorsze, pomijąc ich niekompetencje, nieudacznictwo, arogancję i pazerność, których są i pozostaną symbolem.

  • ps11111ps

    Oceniono 31 razy 25

    Jest taka Kenijska partia o wdzięcznej nazwie Ch*ja. Swego czasu wszyscy w Polsce o niej mówili. Wygląda na to że Fuckstyna Lichocka została pierwszą człąkinią w naszym kraju.

    - Przekażemy 2mld na onkologię? - zaproponowala nieśmiało opozycja
    - Ch*ja! - zdecydowanie odmówiła Fuckstyna

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 34 razy 22

    Między boomerem a milenialsem.
    Jedno jest pewne, krajem rządzi emeryt, który nigdy nie słyszał o tych pojęciach.
    Ale obywatele śpią spokojnie.

  • nowyemeryt

    Oceniono 26 razy 18

    Smutna konstatacja po przeczytaniu tego artykułu.
    Prawdopodobnie jesteśmy na progu kolejnego kryzysu finansowego.
    Natomiast wśród dużej części społeczeństwa zapanowało błogie
    przekonanie ,że przez proste rozdawanie podatków osiągniemy dobrobyt.
    Na kilka lat tak będzie się wydawać!
    Niestety prawda jest niezmienna od lat ,tylko po przez pracę można poprawić byt!

  • piramidopolopirynowicz

    Oceniono 22 razy 16

    Ten najmłodszy, wystrojony jak pajac, wyznający ideologię nationalsozialistische, którą nasi dziadkowie oblali benzyną i podpalili, to niby milenials albo boomer? A tak wali kryptą i naftaliną ..

  • maaac

    Oceniono 19 razy 11

    OK, Boomer?
    Osobiście wolę opowieść Marka Twaina o tym jak jako nastolatek stwierdził że jego ojciec to stary kretyn by potem w wieku dwudziestu partu - trzydziestu paru lat ze zdziwieniem odkryć jak jego stary przez ten czas zmądrzał.
    O tym że młodzież jest niewychowana, tylko pije pali, seks uprawia, autorytetami zaś gardzi, a ci starsi są konserwatywni, głupi, nie rozumieją nowych czasów, i właściwie to powinni się wycofać gdzieś na drzewa i do jaskiń gdzie ich miejsce to możemy się dowiedzieć z zapisów mających po parę tysięcy lat. Prócz zapisów handlowych i tekstów religijnych to podstawowa informacja jaką mamy z przeszłości.
    Skoro pan Łukasz Rogojsz tego nie wie to znaczy że w szkole na lekcjach spał. Czyli będąc już nie do końca najmłodszy jest typowym przykładem młodzieżowego buntownika - co sam mało wie ale innych lubi pouczać.

  • korkodyl_nilowy

    Oceniono 21 razy 11

    nowe logo pis:
    flickr.com/photos/187000266@N04/49539332366/in/datetaken/

  • andrzej2310

    Oceniono 11 razy 9

    Milenialsi będą mieli poważny problem, bo polskie społeczeństwo gwałtownie się starzeje. A oznacza to, że to głosy wyborcze osób starszych i na emeryturach będą decydować o zwycięstwach wyborczych partii. Do tego PIS wysyłając ludzi na wcześniejsze emerytury zwiększa liczbę roszczeniowo nastawionych obywateli - emerytów, w kontrze do młodych, w których państwo nie specjalnie inwestuje i nie wspiera. To problem, przed którym stoją wszystkie starzejące się państwa zachodu, który może doprowadzić do poważnych kryzysów gospodarczych czy nawet załamania się gospodarek.

  • andrzej.duxa

    Oceniono 13 razy 7

    "Pokoleniowy konflikt boomerów z milenialsami ..."

    bełkot

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX