Ironiczne komentarze po ujawnieniu list do KRS. "Kontrolowany wyciek", "Kronika Rozdawania Stanowisk"

Ujawnienie przez portal wPolityce.pl listy sędziów, którzy udzielili poparcia kandydatom do nowej KRS, wywróciło do góry nogami narrację Kancelarii Sejmu o powodach ich ukrywania, ale nie tylko. Ze strony ekspertów i dziennikarzy w stronę autora tekstu padają sugestie, że jest to "kontrolowany wyciek" od obozu władzy. "Przerażające, że władza, zamiast wykonać prawomocny wyrok sądu, robi przeciek" - pisał Patryk Michalski z RMF FM.

Elżbieta Witek, marszałkini Sejmu, ogłosiła w środę, że Kancelaria Sejmu upubliczni pełne listy poparcia dla kandydatów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa, gdy tylko utrzyma uzasadnienie decyzji sądu. Dotychczas Kancelaria migała się od wykonania tego obowiązku: najpierw zasłaniając się postępowaniem szefa UODO, później udostępniła tylko dane statystyczne. We wtorek 11 lutego sytuacja jednak zmieniła się diametralnie.

Czytaj więcej: Witek zapewnia, że listy do KRS zostaną ujawnione. Jest warunek: Najpierw uzasadnienie od WSA

Portal wPolityce.pl opublikował tekst, w którym zawarto imiona, nazwiska oraz miejsce pracy sędziów, którzy mieli złożyć swoje podpisy pod listami poparcia dla kandydatów do nowej KRS. W tej sytuacji nierozwiązana pozostaje tylko jedna kwestia: komu i ile razy udzielili poparcia.

>>> Wawrykiewicz: 27 osób z 10 tysięcy wpłynęło na wybór KRS

Zobacz wideo

Listy sędziów ujawnione. "Kancelaria Sejmu ma dziś problem z prawem"

Publikacja prawicowego portalu, autorstwa Wojciecha Biedronia, wywołała lawinę komentarzy i spekulacji, nie tylko dziennikarzy zajmujących się tematyką prawniczą, ale też samych sędziów - zwłaszcza tych stojących w opozycji do forsowanych przez PiS zmian.

Maciej Bąk z Radia ZET ironizował, że wtorek i środa przyniosły sporo pracy szefowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych, ponieważ w tych dniach doszło do "istotnych wycieków danych wrażliwych, jednego autorstwa CBA (sprawa willi Kwaśniewskich - red.), a drugiego autorstwa portalu wPolityce".

Sędzia Tomasz Krawczyk, członek stowarzyszenia sędziów "Iustitia" dowodził z kolei na Twitterze, że skoro wPolityce.pl ujawniło wykaz nazwisk, to "nie ma już powodu aby nie udostępnić też kopii list poparcia do neoKRS. Skoro dane osobowe ujawniono, to nie ma co mówić dalej o RODO".

Dr Mikołaj Małecki pisał natomiast:

Jeśli nazwiska z list poparcia do KRS mają być jawne (NSA), to ich ukrywanie jest przestępstwem (231 kk). Jeśli nazwiska mają być ukryte, to z kolei ich ujawnienie jest przestępstwem (266 kk - zdrada tajemnicy służbowej). Tak czy siak, Kancelaria Sejmu ma dziś problem z prawem.

Publikacja wPolityce.pl jak "kontrolowany wyciek"?

Według Jarosława Gwizdaka, który odszedł z zawodu sędziego w 2019 roku, KRS to już tylko "Kronika Rozdawania Stanowisk". Na inny aspekt upublicznionych przez portal list wskazała Małgorzata Szuleka, prawniczka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która opisała, że patrząc po nazwiskach, to z sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości "powstałaby co najmniej jedna lista poparcia" dla kandydata do KRS.

W kierunku autora publikacji Wojciecha Biedronia padają też oskarżenia, że może być w rzeczywistości odpowiedzialny za "kontrolowany wyciek danych". Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek utrzymuje, że lista z wPolityce.pl "nie jest pełna albo listy podmieniono".

Widziałam listę Dudzicza (członek KRS - red.) i nie ma tam nazwisk, które były na liście. Czyli kontrolowany wyciek danych

- stwierdziła sędzia. Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju kpił z kolei:

Czy listy poparcia znowu trafiły do Wojtusia (Biedronia) w taki sam sposób, jak otrzymał on zdjęcie wyroku zrobione przez Czuchnowskiego? Myślę, że tak. W końcu w rodzinie nic nie ginie.

Wachowic nawiązał w ten sposób do głośnej sprawy sprzed miesięcy: w tekście Wojciecha Biedronia z wPolityce.pl znalazło się zdjęcie wyroku, które wcześniej wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Warchołowi wysłał Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej". Poszło o to, że była to fotografia dziennikarza "GW" wraz z jego podkreśleniami konkretnych fragmentów.

Podobnie sprawę przedstawiał Patryk Michalski z RMF FM, który ocenił:

Przerażające, że władza, zamiast wykonać prawomocny wyrok sądu, robi przeciek przy wykorzystaniu ważnego elementu w akcji podsycania niechęci do sądów.

Listy poparcia do KRS a sprawa sędziego Nawackiego

Wraz z publikacją listy sędziów powrócił jeszcze jeden temat: czy prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki uzyskał wymaganą liczbę podpisów. Do ubiegania się o miejsce w KRS potrzeba było 25 podpisów od innych sędziów, a Nawacki miał zdobyć 28 z nich.

Czytaj więcej: Listy poparcia do KRS. Sędzie mówią o wycofaniu podpisów. Nawacki: Paniom się zapewne pomyliło

Jednak później czworo sędziów z Olsztyna mówiło o tym, że wycofało swoje poparcie. Ujawnienie więc wszystkiego na temat list KRS może przyczynić się do problemów samego Nawackiego.

Zwrócił na to uwagę Patryk Słowik z "Dziennika Gazety Prawnej", pisząc:

Nie mam żadnych dowodów na swoje twierdzenie, ale na moje oko przeciek i zapowiedź opublikowania list do KRS to zrzucanie pana sędziego Nawackiego z sań. Niby okaże się wszystko legalnie, ale lista poparcia pana sędziego będzie najmniej legalna wśród legalnych.

Czytaj więcej: Miał mieć 54 podpisy, ma 40. Szef nowej KRS tłumaczy się z różnicy. "Miałem dwie listy"

Szereg wątpliwości opublikowano także na profilu "Iustitii" na Facebooku: