Renata Beger: W życiu to, proszę pana, ja jeździłam po brzytwie

Jacek Gądek
- Jeśliby okazało się w życiu, że pojawia się taka potrzeba, to bym wróciła do polityki i Sejmu. Póki co odmawiałam prośbom o powrót - mówi Renata Beger, była posłanka Samoobrony, dziś liderka Polskiego Związku Zawodowego Rolnictwa "Wyzwolenie". Wegetarian ma za hipokrytów. Andrzeja Leppera nazywa "aniołem", a PiS i Jarosława Kaczyńskiego ma za wykonawców jego testamentu. Opowiada też, dlaczego "w życiu jeździła po brzytwie" i drugim życiu "kurwików".

Jacek Gądek: Wszyscy kojarzą panią z polityką…
Renata Beger: …a ja już nigdy od tego nie ucieknę.
Ciągnie wilczycę do lasu?

Gdyby mnie ciągnęło, to wciągnęłoby mnie już dawno. W życiu nigdy nie powinno się mówić "nigdy",
więc nie mówię, że nigdy mnie już nie wciągnie. Widzę potrzebę pomagania rolnictwu i dlatego założyliśmy Polski Związek Zawodowy Rolnictwa "Wyzwolenie". Chcemy wyzwolić się od niemocy. Z Samoobroną było podobnie - najpierw związek zawodowy, a potem partia. Samoobrona to już jednak historia.
Ale ja, proszę pana, jeszcze historią nie jestem. Kiedyś w Samoobronie mówiliśmy, że chcemy być w Unii Europejskiej, ale nie na takich warunkach. A te warunki nadal nam się nie podobają. Nadal nie możemy sprzedawać naszych produktów po dobrych cenach. Nadal nie mamy swojego przetwórstwa i nadal mamy niższe dopłaty.

Pani głosowała na Prawo i Sprawiedliwość?

To tajemnica wyborcza.

Ale nie państwowa.

Nie odpowiem. Niemniej PiS już na początku, kiedy wygrało wybory, powiedziało, że będzie wszystko robić dla Polski i Polaków.

A pani uwierzyła.

Nie. Obserwowałam. Szybko zauważyłam, że to, o co w przeszłości walczyłam razem z Samoobroną, teraz realizuje właśnie PiS. Byłabym fałszywa i zakłamana, gdybym powiedziała, że mi się to nie podoba i gdybym dziś krytykowała PiS. Chodzi mi choćby o obniżony wiek emerytalny, wzrost wynagrodzeń, podatek od supermarketów.

Który jeszcze nie wszedł w życie, choć to już piąty rok rządów PiS.

No i widzi pan? Cokolwiek chcą zrobić, to opozycja i Bruksela ich wstrzymuje. Kolejne rzeczy: zmniejszenie ubóstwa i 500+.

Jednak po raptownym spadku ubóstwa wśród dzieci, właśnie dzięki 500+, to ubóstwo znów rośnie. Nie ma trwałego efektu.

Ale i tak jest lepiej. Widzę to po moich sąsiadach - to rodziny z dziećmi i emeryci. Remontują sobie domy. Dzieci idą na kursy prawa jazdy. Coś się jednak poprawiło. Jeśli jednak faktycznie są takie rodziny, w których oboje rodziców nie pracuje, a żyją z pieniędzy na dzieci, to uważam, że powinno się wprowadzić obowiązek pracy dla jednego z rodziców - obojętnie matki czy ojca. Za wyjątkiem oczywiście tak trudnych sytuacji jak choroba rodziców.

Aż się pani pali, by to mówić w Sejmie i zgłaszać takie poprawki do ustaw.

Ależ nie.

Sejm to możliwość zmieniania rzeczywistości. Pani nie chce?

Gdy odchodziłam z Sejmu, to dziennikarze mi wmawiali, że nie wytrzymam poza polityką. A ja powtarzałam: ja się nie wzięłam znikąd, ale normalnie żyłam i pracowałam. Miałam dokąd wracać. Dziś obserwuję politykę i - przyznaję - nie raz, gdy słyszę, co posłowie wygadują w Sejmie, to się we mnie gotuje krew. Ale to nie znaczy, że chcę tam wracać. Mam się gdzie i komu wygadać.

Nie chce pani już adrenaliny, która wiąże się z władzą?

Może to z racji mojego charakteru i wieku albo sposobu bycia. Z czasem człowiek staje się wygodny albo leniwy.

To pani już jest leniwa?

Śmieję się. Nigdy leniwa nie byłam i nie będę.

Może pani hotel sejmowy nie odpowiada, bo pani teraz liczy na wygody?

Ten hotel ma swoje zalety i wady, ale to bez znaczenia. Jeśliby okazało się w życiu, że pojawia się taka potrzeba, to wróciłabym do polityki i Sejmu. Ale nie wiem, co byłoby taką potrzebą. Póki co odmawiałam prośbom o powrót.

Komu?

Lista jest długa. Przed ostatnimi wyborami było tak, że przyjechali do mnie z Warszawy, bym kandydowała z ich list. Ale nie zgodziłam się.

Kto?

Nie powiem. I proszę nie mieszać do tego ani PiS, ani Jarosława Kaczyńskiego.

Wyrzuciła pani emisariuszy za drzwi?

Ogólnie jestem gościnna, ale tym razem spotkaliśmy się blisko mojego domu. Trafiliśmy na dodatek na uroczystość, bo w restauracji było akurat przyjęcie weselne. Nawet nas tortem poczęstowano, ale nie skusiłam się na start w wyborach.

Gdy Samoobrona była jeszcze w Sejmie, to mówiła pani: "To moje pięć minut i chcę je dobrze wykorzystać. Nie mogę tego zmarnować". Udało się?

To było sześć lat, a nie pięć minut. Zależy pod jakim kątem patrzeć. Dla mnie zawsze najważniejsze są sprawy społeczne. Załatwiłam ok. dwóch tys. indywidualnych spraw konkretnych ludzi. Dziś wielu nie pamiętam, ale często mnie spotykają, kłaniają się i dziękują, przypominają mi, co dla nich zrobiłam. Może nie udało nam się wiele zrobić jako Samoobronie, bo najpierw byliśmy w opozycji, a potem była tylko szarpanina w rządzie, ale ja ludziom pomogłam.

Bądźmy szczerzy: PiS zjadło Samoobronę jak przystawkę.

Nie wiem, jakie były przyczyny braku zgody z PiS-em. Jedno jest pewne: sama załatwiłam masę spraw. Raz tylko odmówiłam. I wie pan co? Do dziś mam kontakt z człowiekiem, któremu odmówiłam. On zawsze mi to przypomina. A odmówiłam, bo wiedziałam, że nie dam rady - powiedziałam mu to kiedyś wprost. "Przykro mi, ale nie mogę pomóc". On mi zawsze mówi od tego dnia: "I za to panią szanuję". Mówi, że politycy już mu wiele obiecywali, a ja byłam jedyną, która mu powiedziała szczerze i prosto w oczy, że nie.

A gdyby teraz ze strony obozu władzy padła oferta: pani Renato, pani zna problemy ludzi, może by nam pani doradzała?

Jest tylu mądrych ludzi…

A pani się za mądrą nie uważa?

Jestem skromna. Mówię prosto z mostu. Prostolinijnie. Szczerze aż do bólu. Ta szczerość nie zawsze ludziom pasuje.

To doskonała cecha doradcy: szczerość do bólu.

Zależy, czy ktoś sobie ją ceni. Ja mówię szczerze albo milczę. Nie kłamię. Nie owijam w bawełnę. Tak nas nauczono w rodzinie. Było nas pięcioro w domu. Jeśli kogoś coś męczyło w duszy, to mówiliśmy sobie to szczerze. I nikt się nie obrażał.

Jak pani patrzy na prezydenta, premiera i prezesa PiS, to myśli pani "szczerzy ludzie, mówią jak jest"?

Przede wszystkim widzę, że od nich bije patriotyzm. Bardzo mi się to podoba, bo sama uważam się za patriotkę.

Widzi pani byłego prezesa zachodniego banku, który zarobił ogromne pieniądze, a dziś premiera. To dla pani obcy świat?

Tak, ale premier Mateusz Morawiecki zyskał w oczach ludzi, gdy zrezygnował z posady w banku. A poza tym, to co nam do tego, że dużo zarobił? Jak my jesteśmy głupsi, to nie zarobiliśmy. Uczył się i zaszedł bardzo wysoko, więc tak też zarabiał.
Nikt nikomu nic nie da za darmo, więc zarabiał, to znaczy, że zasłużył. Jeśli pan ma trochę mniej, a ja więcej, to znaczy, że albo pan mniej pracował, albo krócej żyje niż ja. Osobiście nikomu nie zazdroszczę. Jeśli ktoś zostawia tak intratne stanowiska jak Mateusz Morawiecki, by iść do służby publicznej i prowadzić kraj, to - obojętnie z jakiej opcji politycznej jest - mi się to podoba. Od premiera Morawieckiego emanuje patriotyzm.

Jeśli wyznacznikiem talentów byłyby zarobione pieniądze, to Jarosław Kaczyński by tu blado wypadał.

Jeśli ktoś jest samotny, to nie są mu potrzebne wielkie pieniądze. Żyję długo na tym świecie i wiem, że różnica pomiędzy kobietami a mężczyznami jest ogromna. My kobiety lubimy fatałaszki, zakupy, biżuterię. Największe szczęście przynoszą nam nie pieniądze, ale zakupy, na które trzeba jednak te pieniądz mieć. A samotny mężczyzna potrzebuje mniej: trzy komplety ubrań - jedno na sobie, drugie czyste, a trzecie w praniu. Co nie znaczy, że tak jest u Jarosława Kaczyńskiego.

Pani daje wielki kredyt zaufania obozowi PiS?

Tak. Daję PiS-owi kredyt zaufania.

Bo?

Bo od transformacji 1989 r. jest to pierwsze rządzące ugrupowanie, które naprawdę poważnie myśli i próbuje realizować programy społeczne.

Samoobrona krótko, ale jednak też rządziła.

My jedynie współrządziliśmy. Mieliśmy tyci władzy, a więc tyci odpowiedzialności. Wyszło jak wyszło.

I teraz to PiS wciela w życie program Samoobrony?

PiS idzie w kierunku prospołecznym. PiS i Jarosław Kaczyński realizują testament Andrzeja Leppera. Bardzo cieszę się, że jest w Polsce partia, która wiele wzięła z naszego programu.

Kaczyński w roli nowego Leppera?

Ależ absolutnie nie. To dwie różne osobowości. Nie można ich zestawiać, bo można obu skrzywdzić. Andrzej już się nie może bronić przed takimi porównaniami, więc zostawmy go w spokoju.

Polski Związek Zawodowy Rolnictwa "Wyzwolenie" to wehikuł, dzięki któremu pani wróci do polityki?

Przede wszystkim to dbanie o interesy rolników.

A co jest na dalszym planie?

Zobaczymy. Życie pokaże.

Skoro pani teraz została morsem i kąpie się pani w lodowatej wodzie, to chyba jest pani zdolna podejmować nowe wyzwania.

Mój mąż od 15 lat jest morsem, a ja w tym roku spróbowałam. Nie wiem, czy wrócę do polityki. Dla mnie najważniejsze jest, aby Polski Związek Zawodowy Rolnictwa "Wyzwolenie" wyzwolił Polskę z niemocy, która polega na tym, że nie mamy własnego przetwórstwa. Że nie mamy własnych przechowalni. Że nie mamy odpowiedniej ilości własnych elewatorów. Jedyne, co mamy, to cukrownie. Przetwórstwo musi się odrodzić. Chcemy współpracować z ministerstwem rolnictwa. Chcemy współpracować z naukowcami. Także dlatego, że zaczyna nas gnębić susza - przez nią będziemy musieli szukać odpowiednich zbóż i odmian ziemniaków. Będziemy musieli szukać takich roślin, które przetrwają na naszych suchych polach.

A gdyby minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski powiedział "Renia, bądź u mnie wiceministrem?".

Ależ panu zależy na tym, aby weszła do rządu. Mnie na tym nie zależy, choć chcę pomagać rolnikom. Chcę, aby jak najwięcej rolników pozostało rolnikami, bo bez rolnictwa nie ma życia. Nie ma życia bez produkcji roślinnej i zwierzęcej. Wybijcie sobie z głów wszyscy ludzie z miast, że ma nie być mięsa, bo zwierzątko jest śliczne. My, rolnicy też kochamy zwierzęta. Dobrostan zwierząt musi być idealny, bo piękne, wykarmione, zadbane zwierzęta, to bogacenie się rolnika. Piękne zwierzęta, to bogaty rolnik. Ludzie w mieście muszą jeść prawdziwe mięso, a nie żadne - jak słyszę w mediach - wyprodukowane na maszynie sztuczne mięso, jakieś tworzywo sztuczne nazwane mięsem. Mięso pozyskuje się ze zwierzęcia, a nie z maszyn.

A czy przemysłowy chów świń jest OK?

Prawdziwy przemysłowy chów widziałam za granicą. Kiedyś usłyszałam, że jeden rolnik chciał u nas w jednym miejscu hodować ok. 50 tys. świń. To już by zakrawało na chów przemysłowy. Natomiast jeśli ktoś uważa, że trzymanie świń w liczbie ok. 7 tys. to wielkość przemysłowa, to wyprowadzam go z błędu. Teraz nastała moda na mówienie, że siedem tys. sztuk, to już chów przemysłowy. Ale nie - nie jest. Za czasów PRL istniały PGR-y - a pamiętam to dobrze - w jednym miejscu hodowały 5-7 tys. świń. Te gospodarstwa były oddalone od siebie o 5-10 kilometrów. Ten chów był duży, ale rozproszony. Teraz mamy hodowle oddalone od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, więc hodowla jest bardziej skondensowana i ludzie maja po 10-15 albo i 20 tys. świń. Gdybyśmy wrócili do modelu bardziej rozproszonego, to mieszkańcy wsi, którzy się przeprowadzają z miast, nie byliby zadowoleni. Bo jak się chce postawić jedną chlewnię, to od razu jest wielki ambaras.

Bo miastowi na wsi smrodu nie akceptują?

Już nie tylko miastowi, ale także ludzie, którzy od dawna mieszkają na wsi.

A według pani na wsi po prostu musi śmierdzieć?

Oczywiście, że tak. A gdzie ma być prowadzona produkcja zwierzęca? Do miasta mam przyjść i otworzyć chlewnię? A i tak przecież wy tu w Warszawie macie - ujmę to delikatnie - swoje zapachy. Spaliny, smog, pyły.

Ludzie potrzebują futer?

Tak. Potrzebują.

Jeśli więc Jarosław Kaczyński chce zakazać hodowania zwierząt na futra, to jest to w interesie polskiego rolnika, czy nie?

A ja nie wiem, czy prezes PiS chce skasować hodowle na amen.

Prywatnie chce.

Człowiek od zawsze ogrzewał się futrami ze zwierząt. Te futra grzały i dalej by mogły nas ogrzewać, bo są długowieczne. Po drugie: te futra mogą szybko ulec biodegradacji. Pan zwraca uwagę na ulicy, ile pań chodzi w sztucznych futerkach i wie pan, kiedy one ulegną rozkładowi? Nie za naszego życia.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby zwierzę, które jest hodowane, było dobrze traktowane. A zawsze są przecież dobrze traktowane przez hodowców. Jeśli chodzi o skórę, to zwierzę musi być dobrze traktowane, żeby jego skóra była jak najlepsza. Proste.

One nie są zresztą przeznaczane tylko na futra, bo jest wiele innych gałęzi gospodarki, które potrzebują zwierzęcych skór. Nie mówię tylko o torebkach. Sama mam niestety torebki ze sztucznej skóry, bo mnie nie stać na taką z naturalnej. Kupiłabym sobie jedną prawdziwą i nie kupowała sztucznych, które potem muszę szybko wyrzucać. W szafie mam wielką kopę różnych torebek.

Wszystkie ze sztucznej skóry?

Niestety. Nie wiem, co z nimi zrobić. A ile to się będzie rozkładać? Nie spalę ich przecież.

Prezes PiS mówi, że hodowle na futra to bestialstwo i chciałby z tym skończyć.

Nieprawda - to nie jest bestialstwo. Kiedyś sama bym tak myślała - byłam temu bliska, ale ludzie z woj. zachodniopomorskiego poprosili mnie o pomoc, bo powstała u nich nielegalna hodowla norki amerykańskiej. Pojechałam. Faktycznie, w budynkach po PGR-ach, bez żadnego ogrodzenia, trzymano norki, które zresztą często uciekały. Norka amerykańska to zwierzę bardzo inwazyjne i nie radzi sobie w środowisku naturalnym, zabija wszystko co stanie na jej drodze. Te norki, jeśli nie są ogrodzone i zadbane, to przynoszą straty hodowcy i same też cierpią. Ale ta dzika ferma nie należała do Polaka - to był Duńczyk.

Jestem przeciw, ale takim właśnie dzikim hodowlom.

A w szafie ma pani futra?

Teraz już nie.

Czyli człowiek już jednak nie potrzebuje futer.

A właśnie, że potrzebuje. Sama chyba już się robię stara, bo mi czasami jest zimno. Dlatego raczkuję w morsowaniu, żeby się do tego zimna przyzwyczaić.

Krawaty i apaszki w barwach narodowych, biało-czerwonych, charakterystyczne dla Samoobrony, cały czas pani ma?

Oczywiście.

To pamiątki czy zakłada pani czasami?

Raczej pamiątki, do których odnoszę się z szacunkiem, bo to przecież nasze narodowe barwy.

Na czym chce się pani skupić w "Wyzwoleniu"? Na konopiach przemysłowych?

Związek chce się skupić na przetwórstwie i konopiach, choć oczywiście nie tylko.

Dlaczego konopie?

Bo zmienia się nam klimat. Bo coraz więcej rolników ma problem na słabszych, suchszych ziemiach. Szukamy rośliny, która nam pomoże rozwiązać problem, byśmy nie musieli likwidować gospodarstw. Ta roślina dobrze sobie radzi nawet w suszę, a co może najważniejsze - chcemy być ekologiczni.

W Polsce pseudoekolodzy mówią o zwierzętach, a mają buty ze skóry, mają kurtki ze skóry, czasami mają też spodnie ze skóry, skórzane paski i skórzane torebki. A to wszystko nie jest ze zwierząt? Niektórzy są tak zakłamani, że się w głowie nie mieści. Czasami słów mi brakuje, żeby określić takich zakłamanych ludzi. Bądźmy szczerzy: skóra i futro zwierzęcia nas ogrzeją, a mięso zwierzęcia da nam siłę.

A jak ktoś jest wegetarianinem, to jest hipokrytą?

O oczywiście, że tak - jest hipokrytą. A niech mi pan powie, na czym urośnie marchewka? Na czym urośnie kapustka? Na czym urośnie fasola?

Chce pani powiedzieć, że na odchodach zwierząt?

Tak. Ziemia - jak to się mówi na wsi - potrzebuje swojego. A swojego to znaczy nawozu, a najlepszy jest nawóz naturalny, bez chemii - obornik.

Wegetarianin jest hipokrytą?

Tak, oczywiście.

Dziękuję. Nazwała mnie pani hipokrytą.

Oczywiście, że tak. Świnka żyje i żal panu świnki na szynkę?

Żal. To ludzki odruch, że żal zwierzęcia.

A roślinka to nie żyje?

Mózgu roślinka jednak nie ma.

I powie mi pan, że świnka ma duży mózg i myśli? Nie. Tak jest świat urządzony, że jesteśmy ludźmi - nad zwierzętami i roślinami - a łańcuch pokarmowy jest tak skonstruowany, że powinniśmy się odżywiać przede wszystkim zwierzęcym mięsem. Jest bardzo potrzebne organizmowi. Tylko szanujmy mięso od zwierzęcia, nie wyrzucajmy na śmietnik. Bardzo dużo żywności marnujemy.

Ludzie nie widzą problemu w zabijaniu "ludzkich płodów" w łonie matki, a żałują "dziczków", gdy prawdziwy myśliwy poluje na nie i na inne dzikie zwierzęta. A gdy taki myśliwy zabije zwierzę, to dziękuje mu za oddanie życia.

Nie mam przekonania, że akurat wszyscy myśliwi tak robią.

Mówię ogólnie: człowiek powinien jeść mięso i to mięso szanować. Nie musi jeść go codziennie, ale niech nie ogłupia swojego organizmu. Sama zresztą nie jem zbyt dużo mięsa.

Wróćmy do roślin. Skoro konopie są takie świetne, a pani ma 200 hektarów ziemi, ale gleby są niskiej klasy, to pani by pewnie chciała obsiać wszystko konopiami?

Nie mówię "nie". Osobiście nie wystąpiłam jeszcze o pozwolenie na to, ale mój syn i wnuk już tak. Młodzi postanowili, że na próbę wysieją konopie. Zobaczymy, jak się to sprawdzi.

Co rok pani odwiedza grób Andrzeja Leppera?

Zawsze. Najczęściej w dniu śmierci, aczkolwiek zdarzyło mi się także odwiedzać grób w dniu urodzin. Tylko jednego roku nie odwiedziłam grobu Andrzeja Leppera - bo mnie nie było wówczas w ogóle w Polsce. Raz jedyny.

Z rodziną Lepperów pani utrzymuje kontakt?

Rozmawiałam z rodziną. Chciałabym pozostawić ich i ich sprawy rodzinne w spokoju.

A dawne biura Samoobrony przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie pani odwiedza? Tam znaleziono ciało Andrzeja Leppera. To dla pani miejsce przeklęte?

Nie chodzę tam, bo i nie mam po co. Ale jest to miejsce szczególne. Gdy przejeżdżam obok, to zawsze wspomnę Andrzeja Leppera.

Dlaczego wszyscy w Polsce wiedzą, kim jest Renata Beger?

Nie wiem. Może dlatego, że byłam niegrzeczna dla niektórych? Może dlatego, że wbiłam się w pamięć poprzez swoje wystąpienia w Sejmie? A może dlatego, że mam oryginalną urodę? Nawet gdy wsiedliśmy do taksówki, to kierowca mówi "a dzień dobry, pani poseł". To takie miłe, że po tylu latach ludzie mnie rozpoznają.

W zeszłym roku byłam w sanatorium. Mnóstwo ludzi podchodziło.

"Ona? Nie ona?".

Tak.

"Ma te kurwiki w oczach czy nie?".

A pan znów swoje.

To nie moje, ale pani słowa.

No tak. W tym sanatorium to ludzie szeptali, aż w końcu ktoś odważny się znalazł i podchodzi, zaczyna rozmawiać. Często jakieś przyjaźnie się w takich sytuacjach nawiązują. Po powrocie z sanatorium utrzymujemy z mężem kontakty z tymi ludźmi, który chcieli mnie poznać. Mam przyjaciół w każdym zakątku kraju.

Wprowadziła pani do języka potocznego słowa albo frazy, które nie funkcjonowały. Czasami ktoś przychodzi na wywiad i recytuje wcześniej przygotowaną wypowiedź, a pani idzie na żywioł?

Nigdy nie było żadnego doradcy, który by mi mówił, co mam mówić.

Nawet mąż?

Mąż swoje opinie nie raz mi podsuwał.

A mówił "Renia, gryź się w język"?

Nigdy. Wychodzę z założenia, że mówię, co mi w duszy gra. Znam wiele przysłów i takie właśnie powiedzenie o owsie powstało ze zbitki wypowiedzi. Dziennikarka zapytała, czy lubię seks, a ja dodałam drugi człon: odpowiedź, że jak koń owies. I poszło w świat.

A z kolei te kurwiki w oczach to nie jest określenie z Wielkopolski, skąd pochodzę. Siedzieliśmy w Sejmie, byłam zamyślona, kolega spojrzał na mnie i powiedział, że mam kurwiki w oczach. Nie dosłyszałam, więc dopytałam, a on znów, że mam kurwiki w oczach. To była śmieszna i niespodziewana sytuacja, sama się uśmiałam. Ja takich rzeczy nie zatrzymuję tylko dla siebie. Skoro ja się pośmiałam, to dlaczego inni ludzie mają się też nie pośmiać? Powtórzyłam to więc publicznie. Od tego czasu wszystkie kobiety, z którymi się spotykam mówią mi: Renata, fajne były te kurwiki.

I chyba przyzna pan, że nikt mnie dziś w tym nie pobije?

Faktycznie trudno tu stawać z panią do konkurencji.

[Śmiech]

Pani jest milionerką?

Ja?

200 hektarów ziemi. Dom 600 metrów kwadratowych. Duży majątek.

Nie jestem milionerką, ale lubię duże gabaryty. Tak ciężko z mężem pracowaliśmy na wszystko, że je lubię. Zaczynam się bawić na starość. Zaczynam się bawić ja i mój mąż, który jest już na emeryturze. Pracowaliśmy na 2-3 etaty, a teraz już więcej odpoczywamy. Wiele razy ryzykowaliśmy.

Jechaliście po bandzie?

Po brzytwie. W życiu to, proszę pana, ja jeździłam po brzytwie. Braliśmy kredyty. Nikogo nie prosiliśmy, by je żyrował. Wychodzimy z mężem z założenia, że odpowiedzialność trzeba brać na siebie. Kupiliśmy ziemię. Jak na tamte czasy, to drogo za nią zapłaciliśmy. Do dziś spłacam raty - i tak jeszcze przez dwa lata.

Najostrzejsza jazda po brzytwie jest w polityce?

Tak.

To więc miejsce dla pani.

Może tak, może nie, ale pan to by na pewno chciał, żebym wróciła.

Dużo się działo, gdy Samoobrona była w Sejmie. Ciekawe czasy.

Polityka była wtedy zupełnie inna. Nas też poniżano, ale my - Samoobrona - chcieliśmy oddać ludziom szacunek. Gdy już po godzinach, zupełnie swobodnie rozmawiałam z Andrzejem Lepperem o naszej działalności...

…przy winie?

Andrzej Lepper nie pił wina. Uwielbiałam te chwile, kiedy już mógł swobodnie sobie usiąść i na luzie pogadać. Tak cudownie się z nim wtedy rozmawiało. Mówiliśmy, jak to wszystko powinno wyglądać i dlaczego ludzie są tacy niedobrzy dla siebie nawzajem. Mówiliśmy, że powinniśmy się wszyscy szanować, bo każdy ma swoją rolę w życiu do spełnienia.

Pani odmalowuje obraz anioła.

Bo Andrzej był dla mnie aniołem. W takich momentach był dla mnie aniołem. Mieliśmy zbieżne poglądy. Dla mnie zawsze już będzie tak, że na szacunek zasługuje tak żebrak, jak i milioner. Ale nie może mnie okłamywać.

Kiedyś miałam taką sytuację w Poznaniu: podszedł do mnie bezdomny i poprosił o pieniądze. - Na wino - powiedział szczerze. Dałam mu dwa razy więcej, niż chciał. Bo ja uwielbiam szczerość. Andrzej Lepper był szczery.

Zobacz nagranie. Katastrofa klimatyczna. "Głupota polityków nas zaboli. Kto będzie sterował klimatem?

Zobacz wideo
Więcej o:
Komentarze (199)
Renata Beger: w życiu to, proszę pana, ja jeździłam po brzytwie
Zaloguj się
  • nador

    Oceniono 74 razy 62

    Pamiętam obrzydzenie, z jakim patrzyło się na tych prymitywów w biało-czerwonych krawatach przewalających się grupowo po korytarzach sejmowych. Dzisiaj, w konfrontacji z pisowskim motłochem wydają się całkiem sympatyczni i kompetentni.

  • krynolinka

    Oceniono 63 razy 51

    Wadera przebiera nóżkami żeby się znaleźć znów w "dużej polityce". PiS popiera mimo, glanowania przez Kaczyńskiego, Leppera. Cudne..

  • bugatti

    Oceniono 56 razy 50

    To prymitywne babsko podlizuję się otwartym tekstem pislamowi!
    Poszła won!

  • miszogun

    Oceniono 39 razy 39

    Andrzej Lepper miał tę samą filozofię życiową co Jarosław Kaczyński. W skrócie można ją nazwać "Na krzywy ryj". Już Tusk powiedział w sejmie że kiedy patrzy na Kaczyńskiego widzi Leppera.

  • irdan

    Oceniono 34 razy 32

    bandyta realizuje testament ofiary....... to ciekawe......

  • qbba77

    Oceniono 36 razy 32

    Po uj ją przypominacie?

  • krynolinka

    Oceniono 45 razy 31

    - "My kobiety lubimy fatałaszki, zakupy, biżuterię. Największe szczęście przynoszą nam nie pieniądze, ale zakupy, na które trzeba jednak te pieniądz mieć."
    Laska, luzuj gumkę w majtach i się nie wypowiadaj za całą żeńską populację!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX