Bosak: Prezydent Duda nadskakuje środowiskom żydowskim [WYWIAD]

- Niestety zachowania i działania prezydenta Dudy dowodzą, że jako głowa państwa nadskakuje środowiskom żydowskim - w rozmowie z Gazeta.pl mówi poseł Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji na prezydenta Polski.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Nazywają pana ludzką twarzą narodowców.

KRZYSZTOF BOSAK: Bez przesady. Myślę, że wszyscy narodowcy, którzy weszli do polityki pokazali się z dobrej strony i taka ocena jest niesprawiedliwa. To nawiązanie do stereotypu, który upowszechniony jest głównie wśród dziennikarzy o lewicowych poglądach. Mimo naszej wieloletniej obecności w polityce, kiedy z nami rozmawiają albo robią wywiady zawsze jest dla nich wielkim odkryciem, że jesteśmy normalnymi ludźmi i dobrze się z nami rozmawia.

Z panem podobno szczególnie, bo o programie i wartościach narodowych mówi pan umiarkowanym i akceptowalnym dla mainstreamu językiem.

Uważam, że to naturalne, bo nasze postulaty są dobrze przemyślane i obliczone na dobro całego narodu, całego społeczeństwa, a nie tylko jednej partii czy naszej wąskiej grupy, jaką są narodowcy. Na tym zresztą polega bycie narodowcem.

Ale można o tym opowiadać różnym językiem - takim jak pan w telewizyjnych debatach albo takim jak część uczestników Marszu Niepodległości na rasistowskich i ksenofobicznych transparentach ("Biała Europa braterskich narodów", "Wszyscy różni, wszyscy biali" czy "Europa będzie biała albo bezludna").

Prawie wszystkie transparenty na Marszu Niepodległości mają powszechnie akceptowalny przekaz.

Z naciskiem na "prawie".

Oczywiście, że pojawiały się w przeszłości grupki prowokatorów, na których media niewspółmiernie się skupiały. Jednak 99 proc. uczestników Marszu Niepodległości nawet nie widziała transparentów, o których pan mówi.

Idee narodowe można w Polsce wprowadzić do politycznego i medialnego mainstreamu?

Idee narodowe są w głównym nurcie polskiego życia społecznego. Świadectwem tego jest przejmowanie języka narodowego przez Prawo i Sprawiedliwość. Nie jest przypadkiem, że PiS powołuje do życia zatrzęsienie nowych instytucji państwowych ze słowem "narodowy" w nazwie.

Nie boicie się, że zabiorą wam te idee narodowe i wchłoną tę część środowiska narodowego, która będzie im potrzebna?

PiS bardzo by chciało nas zwasalizować. Zresztą swego czasu mówił o tym wprost wiceprezes PiS-u Adam Lipiński w wywiadzie dla Polsatu. Przyznał, że strategia PiS-u polegała na tym, żeby nie powstała w Polsce narodowa prawica. Na szczęście żyjemy w wolnym kraju i każda manipulacja ma swoje granice. Nie da się na stałe zablokować środowisk, które popierają setki tysięcy ludzi.

To co się stało, że narodowcy wymknęli się PiS-owi spod kontroli?

PiS nigdy nie miało kontroli nad narodowcami. Dlatego boi się ideowej prawicy.

Co to jest "ideowa prawica"? Pan i pana koledzy z partii bardzo często używacie tego zwrotu. Rozumiem, że PiS jest prawicą, ale waszym zdaniem już nie ideową?

PiS zarówno pod względem personalnym, jak i programowym jest mieszanką prawicy, lewicy i centrum. Są tam osoby o bardzo różnych poglądach, a tym, co je łączy jest różnie pojmowany patriotyzm i przywództwo Jarosława Kaczyńskiego.

I tyle? A racja stanu, interes Polski?

Interes Polski jest przez ludzi w PiS-ie bardzo różnie definiowany. Znacznie częściej patrzą na interes partyjny.

Krytykuje pan PiS co najmniej tak ostro jak Platforma i Lewica. Nic dziwnego, że reszta opozycji po cichu wam kibicuje, licząc, że zaszkodzicie PiS-owi Andrzejowi Dudzie.

Jesteśmy najlepszą częścią opozycji, bo krytykujemy to, co robi rząd z pozycji merytorycznych, zachowując wiarygodność ideową i programową dla wyborców PiS-u. Nie bawimy się w warcholstwo jak blokowanie Sejmu, w czym przodują Platforma i Lewica. Takim zachowaniem, kompletnie absurdalnymi metodami działania, uniemożliwiają sobie odebranie wyborców PiS-owi i stają się funkcjonalnymi sojusznikami partii rządzącej.

Ale to o Konfederacji mówi się, że jest cichym sojusznikiem PiS-u.

Bzdury. Gdyby PiS-owi po ostatnich wyborach zabrakło szabel w Sejmie do większości, to dobieraliby ludzi spośród bezideowych polityków Platformy czy PSL, którzy są gotowi za określoną cenę przejść do PiS-u. Każdy, kto zna polską politykę, wie, że Jarosław Kaczyński nie będzie w sposób partnerski i podmiotowy traktować żadnej innej partii adresującej swój przekaz do wyborców, których on uważa za strefę wpływów PiS-u. Myślenie, że Konfederacja jest albo będzie przystawką PiS-u jest z gruntu błędne. Jesteśmy pryncypialni i ideowi. Gdybyśmy chcieli pójść do PiS-u, to mieliśmy na to kilkanaście lat. Na pewno nie zrobilibyśmy tego teraz, gdy wreszcie odnieśliśmy polityczny sukces.

Z tą pryncypialnością narodowców różnie bywało. Wystarczy przypomnieć niedawne historie Sylwestra Chruszcza, Tomasza Rzymkowskiego i Adama Andruszkiewicza, którzy świetnie odnaleźli się w PiS-ie.

Partie i środowiska polityczne tak selekcjonują swoje kadry, że ludzie słabsi ideowo na pewnym etapie po prostu odpadają. Ale nie można na podstawie wyjątków w danych środowiskach budować opinii czy prognoz dotyczących całych środowisk. To niemądre.

W kampanii pana głównym przeciwnikiem będzie Andrzej Duda? To jemu będzie chciał pan odbierać głosy? Inni kandydaci wydają się znacznie bardziej odlegli programowo.

Nie wiem, czy mamy aż tylu wspólnych wyborców. Jesteśmy z dwóch różnych światów. Pan prezydent nie bez przyczyny w każdym swoim wystąpieniu puszcza oko do naszych przeciwników, a nie do nas. Od momentu objęcia urzędu robi wszystko, żeby dystansować się od środowisk narodowych, marginalizować je.

Prezydent Andrzej Duda, w tle abp Sławoj Leszek Głódź.Prezydent Andrzej Duda, w tle abp Sławoj Leszek Głódź. Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

Obaj odwołujecie się do elektoratu konserwatywno-patriotycznego.

Nie ma kandydata, który miałby podobne postulaty, przekaz i poglądy jak ja. Jestem w tych wyborach jedynym wiarygodnym politykiem o poglądach konserwatywno-wolnościowo-narodowych. Prezydent Duda nie reprezentuje takich idei. Jest wiarygodny w reprezentowaniu idei centrowych, w mówieniu językiem liberalnym czy lewicowym o polskiej historii, w dystansowaniu się od nacjonalizmu, w autoryzowaniu polityki socjalnej PiS-u, w realizowaniu programu wielokulturowo-socjaldemokratyczno-patriotycznego. Tylko to nie ma nic wspólnego ze mną, narodowcami czy Konfederacją. Zwłaszcza, że dla prezydenta Dudy priorytetem jest zachowanie wysokiej wiarygodności w środowiskach poprawnych politycznie – żydowskich, lewicowych, mediach głównego nurtu, wielkich międzynarodowych korporacjach.

Prezydentowi trudno uciec od poprawności politycznej. Pan jako głowa państwa by się nią nie przejmował?

Poprawność polityczna jest zaprzeczeniem polskiej kultury, zdrowego rozsądku oraz wartości o charakterze moralnym i religijnym, na których zbudowana została nasza kultura. Oczywiście nie tylko można, ale wręcz trzeba być prezydentem europejskiego państwa i odrzucać poprawność polityczną. Tylko w ten sposób Europa pozostanie Europą, a Polska pozostanie Polską. Tylko w ten sposób będziemy rozwijać swoje kultury, a nie je zwijać, jak to już następuje w państwach zachodnich.

Łatwo ferować takie sądy będąc opozycyjnym kandydatem.

Z pewnością wszystkie postulaty trudno realizować, kiedy niesie się ciężar sprawowania władzy i reprezentowania swojego państwa, natomiast to nie znaczy, że należy tego nie robić i wybierać łatwiejszą ścieżkę. Drugą sprawą jest utrzymywanie kontaktów. Utrzymywać kontakty reprezentanci naszego państwa powinni ze wszystkimi innymi państwami i ze wszystkimi środowiskami, które na to zasługują.

Jakie środowiska na to utrzymywanie kontaktów nie zasługują?

Na przykład marginalne środowiska ideologiczne, które atakują Polskę. Dlatego mówię, że pomiędzy utrzymywaniem kontaktów a nadskakiwaniem pewnym środowiskom jest ogromna różnica.

Komu nadskakuje obecna władza?

Niestety zachowania i działania prezydenta Dudy dowodzą, że jako głowa państwa nadskakuje środowiskom żydowskim.

Zdaniem europosła Radosława Sikorskiego Izrael i kwestia żydowska są instrumentalnie wykorzystywane przez polską prawicę na potrzeby wewnętrznej polityki:

Zobacz wideo

Brzmi jak przekaz Konfederacji z kampanii europejskiej i parlamentarnej.

Fakty się nie zmieniły, więc i ocena tych faktów pozostaje niezmienna. Podstawy logiki.

Skoro wasz obóz polityczny i obóz polityczny Zjednoczonej Prawicy tak się różnią...

Panie redaktorze, nie ma w polskiej polityce takiego podmiotu jak Zjednoczona Prawica. To slang propagandy politycznej PiS-u.

To jaki to jest podmiot?

Mamy klub parlamentarny PiS-u, w skład którego wchodzi PiS i jego dwie partie satelickie – Solidarna Polska i Porozumienie. Prawica jest podzielona. Część osób o poglądach prawicowych jest przy PiS-ie, ale większość ludzi gotowych walczyć o ideały prawicowe jest w Konfederacji.

Kto jest wyborcą Krzysztofa Bosaka, kandydata na prezydenta RP? O czyje głosy chce pan walczyć?

Z naszych badań jasno wynika, że głosują na nas osoby 20-, 30- i 40-letnie, a więc raczej młodsza część społeczeństwa. Te same badania pokazują, że dwie trzecie naszych wyborców to mężczyźni. Naturalnym wnioskiem na kampanię wyborczą jest więc chęć zawalczenia o głosy kobiet oraz pokolenia średniego i starszego.

Myślicie, że kobiety nagle zapomną wam niezliczone seksistowskie czy wręcz chamskie wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego pod swoim adresem?

Wystarczy zauważyć, że to ja, a nie Janusz Korwin-Mikke, kandyduję na urząd prezydenta.

Tyrady partyjnego kolegi nie będą panu ciążyć?

Chyba wszyscy przyzwyczaili się już do ekstrawaganckich wypowiedzi pana Janusza i zdają sobie sprawę, że czym innym są te ekstrawaganckie wypowiedzi, a czym innym jest kampania wyborcza na urząd prezydenta RP i moja kandydatura.

Janusz Korwin-Mikke.Janusz Korwin-Mikke. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

W mocno konserwatywnej wizji świata, której hołduje Konfederacja, kobieta to katoliczka, matka, żona, strażniczka ogniska domowego. Dość ograniczona oferta dla milionów Polek.

Ani Konfederacja, ani ja sam nie adresujemy swojej oferty wyborczej wyłącznie do katolików. W Polsce katolicy, praktykujący czy wierzący, stanowią mniej więcej połowę społeczeństwa. Druga połowa albo wyznaje inne wiary, albo jest niewierząca. Uważamy, że nasze propozycje idące w duchu konserwatywnym, wolnościowym i narodowym są dobre dla całego społeczeństwa. Wcale nie trzeba być osobą wierzącą, żeby dostrzec w tym co mówimy logikę, zdrowy rozsądek czy po prostu instynkt samozachowawczy.

Druga sprawa, nawet u osób o poglądach silnie konserwatywnych nie ma jednego wzorca życia dla wszystkich kobiet, bo byłoby to absurdalne. Wierzymy w wolność i odpowiedzialność każdego człowieka, każdego obywatela – tak kobiety, jak i mężczyzny. Ludzie się między sobą różnią, mają różne ścieżki życiowe i konserwatywny ideał życia społecznego polega na tym, że wzajemnie w tych swoich drogach życiowych się dopełniamy.

Chce pan walczyć o głosy kobiet, a w pana partii kobiet praktycznie nie ma. W prawyborach udział wzięła tylko jedna (na dziewięcioro kandydatów), a w kole poselskim i wśród liderów Konfederacji nie ma żadnej. Dla kobiet nie jesteście wiarygodni.

Staramy się przełamywać ten stereotyp. Między innymi dlatego rzeczniczką mojej kampanii została Ania Bryłka, młoda liderka wywodząca się z naszych środowisk i sekretarz Ruchu Narodowego. Mamy szereg kobiet, które kandydowały w ostatnich wyborach. Ubolewam, że nie dostały się do Sejmu. Liczę na to, że w następnej kadencji będziemy mieć już klub poselski i że będą w nim także kobiety. Jest, oczywiście, pewna trudność w tym, że praca polityczna wiąże się z dużym obciążeniem psychicznym, dużą ilością stresu. Mniej kobiet jest gotowych do tej trudnej i obciążającej rywalizacji, ale są wśród nas także takie kobiety i będziemy starali się je pokazywać. I w kampanii prezydenckiej, i w naszej pracy społecznej czy politycznej już po kampanii wyborczej.

Wokół jakich tematów chce pan tę kampanię prowadzić? Co akcentować?

Chcemy pokazać inny pomysł na reprezentowanie naszego państwa – bardziej odważny, bardziej asertywny, mniej partyjny. Mój pomysł na prezydenturę, to nie jest prezydentura partyjna, sprzyjanie rządowi niezależnie od tego, co ten rząd robi. Będziemy dalej w merytoryczny sposób pokazywać, w jak bardzo różny sposób rozumiemy idee prawicowe od PiS-u i jak różną mamy od PiS-u wizję państwa. Państwa suwerennego, państwa wolnych obywateli, państwa nieprzeszkadzającego przedsiębiorcom i niegnębiącego ich na różne sposoby do spółki z Unią Europejską. Państwa, w którym o konserwatywnych wartościach nie mówi się półgębkiem i ze wstydem, żeby zaraz dodać jakieś usprawiedliwienia i podkreślić, że lewicy też się sprzyja.

PiS mówi ze wstydem o konserwatywnych wartościach?

Tak.

O których konkretnie?

Sprzeciw wobec lobby LGBT, przeciwstawienie się ruchom feministycznym i "czarnym protestom", czy ochrona życia nienarodzonego. Dodatkowo oddali przewodnictwo niezwykle ważnej ideowo sejmowej komisji rodziny posłance ultralewicowej Partii Razem. PiS świadomie w najważniejszych dla konserwatystów sprawach nie robi kompletnie nic, dając tym samym lewicy możliwość do rozwinięcia skrzydeł. PiS gra na lewicę, nie bójmy się tego powiedzieć. Dzięki temu może ustawiać się w centrum, zyskiwać wyborczo i zdobywać to, o czym mówił w swoim wywiadzie wiceprezes Lipiński - swoisty glejt od establishmentu na reprezentowanie wyborców o poglądach konserwatywnych.

Prezes PiS Jarosław KaczyńskiPrezes PiS Jarosław Kaczyński Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Na co realnie liczy pan w tej kampanii?

Walczymy o wejście do drugiej tury. Uważam, że obecna pretendentka, pani Małgorzata Kidawa-Błońska, namaszczona do tej roli przez media, sondażownie i swoją partię jest do pokonania. Chociaż na pewno będzie ciężko, bo Platforma już wydała miliony złotych na promowanie pani marszałek.

Wy planujecie zbierać pieniądze wśród sympatyków i wziąć kredyt na pół miliona złotych, ale na razie żaden bank nie chce wam takiej pożyczki udzielić.

Staramy się o fundusze oddolnie. Jesteśmy znów, podobnie jak w poprzednim roku, w sytuacji, w której naszymi sojusznikami są wyłącznie zwykli, często niezamożni, Polacy.

Bez wielkich pieniędzy nie sposób robić wielkiej polityki.

Jestem optymistą. Uważam, że energia społeczna i skłonność do poświęceń zwykłych obywateli i zwykłych polskich patriotów, pewna innowacyjność ludzi, którzy są w naszych ruchach politycznych, może być warta więcej niż suto opłacane kancelarie, agencje marketingowe i inne przydatne w kampaniach firmy.

Mówi pan, że chce wejść do drugiej tury, ale w ostatnich sondażach ma poparcie 3-4,5 proc., czyli prawie dwukrotnie mniej od samej Konfederacji (5-10 proc.). Nawet wszyscy wasi wyborcy nie chcą na pana głosować?

Uważam, że na tak wczesnym etapie kampanii wyborczej nie należy kierować się sondażami. One są zupełnie niemiarodajne. Trzeba po prostu spokojnie zaczekać, aż do większości Polaków dotrze informacja o tym, że jestem kandydatem. Na obecnym etapie nawet mniej świadomi wyborcy Konfederacji mogą jeszcze nie wiedzieć, że ubiegam się o urząd prezydenta. Jestem pewien, że w kampanii prezydenckiej będę przysparzał Konfederacji nowych wyborców, a nie tylko walczył o tych, którzy zagłosowali na nas w wyborach parlamentarnych.

To na jaki konkretnie wynik liczy pan w pierwszej turze?

Jeżeli głosy rozłożą się w miarę równo pomiędzy moich kontrkandydatów, to z wynikiem kilkunastoprocentowym jestem w stanie wejść do drugiej tury.

Dziś brzmi to jak political fiction.

A ja uważam, że się uda.

Więcej o: