PiS dryfuje ws. sądów, więc Ziobro może reanimować "polexit". "Będzie trzeba ściągnąć cugle"

Jacek Gądek
Prawo i Sprawiedliwość straciło kontrolę nad przekazem obozu rządzącego ws. sądów. Ton nadają mniejsi, dziś skonfliktowani koalicjanci - Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin. Nowogrodzka chce w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy wyciszyć temat sądów. Zastąpić go może reanimowana przez Ziobrę narracja o "polexicie".

Zobacz nagranie. Andrzej Duda: Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć

Zobacz wideo

Polityk PiS bliski Nowogrodzkiej uspokaja: - Proszę się nie martwić. Nad wszystkim czuwa matka partia. Prawo i Sprawiedliwość.

Kilka dni temu pisaliśmy o narastającym konflikcie pomiędzy Jarosławem Gowinem i Zbigniewem Ziobrą o kształt i styl reformy sądów - z perspektywy ich formacji. Dziś piszemy o tym, jak na to patrzy Nowogrodzka.

Inny parlamentarzysta PiS: - Będzie trzeba ściągnąć cugle Ziobrze i Gowinowi. Plan jest taki, że wszyscy muszą się hamować, bo teraz musimy grać na prezydenta.

"Partia matka" nie jest genialna

W PiS jest przekonanie, że sprawa sądów wcale nie ogniskuje uwagi wyborców. Mniejsi koalicjanci wyrażają z kolei przekonanie, że będzie mieć wpływ na wyniki wyborów prezydenckich. Zbigniew Ziobro obiera ostry kurs i nie chce słyszeć o kompromisach i żadnym kroku wstecz. Jarosław Gowin radzi umiar, bo jego zdaniem wyborcy są już zmęczeni rozprawą z sędziami, co przekłada się na spadki poparcia dla PiS i napędza głosów opozycji.

Głęboka rysa na obozie Zjednoczonej Prawicy jest faktem i wcale nie jest to zamierzeniem "matki partii". Nie ma zresztą w PiS-ie - choć żywe są wciąż legendy o strategicznym geniuszu Jarosława Kaczyńskiego - gotowości partii na różne scenariusze.

"Ziobrze chodzi o Ziobrę"

Zbigniew Ziobro - bez proszenia Nowogrodzkiej o zgodę i bez zapraszania Gowina - zorganizował konwencję swojej partii o sądownictwie. Zagrzewał do boju i grzmiał, że nie można wykonać ani kroku wstecz i albo reformy będą teraz, albo nigdy. Gowin jest zdania, że jeśli reformy w dalszym ciągu mają być takie, jakie ordynuje Ziobro, to może to być nigdy, bo zmniejszają szanse Andrzeja Dudy na reelekcję.

Jak to widzi Nowogrodzka? Pytamy. O co chodzi Ziobrze? Polityk PiS: - Ziobrze chodzi o Ziobrę. Czyli tak jak zazwyczaj. Ziobro walczy o to, aby jego partia ważyła ponad 5 proc., a Duda niech się już sam martwi o to, by w wyborach ważył ponad 50 proc.

"Prywatne pomysły" Gowina

Gowin w wywiadach ("Do Rzeczy" i Polsat) mówi z kolei jasno, że ma inną wizję rozwiązań prawnych jak i "kultury reform" niż Ziobro, chce dialogu, by szukać kompromisów - choćby ws. nowego umocowania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Sojusznikiem wicepremiera w łagodzeniu kursu jest premier Mateusz Morawiecki, ale finalnie najistotniejsze będzie tu stanowisko prezesa PiS, a Jarosław Kaczyński ze względu na operację kolana był ostatnimi tygodniami mniej aktywny.

Czy jest jakiś pomysł na zmiany w ustawach sądowych? Polityk bliski Nowogrodzkiej: - Nie ma żadnych decyzji, aby się z czegoś wycofywać. Nie ma takiej koncepcji. Gowin ogłasza w mediach swoje prywatne pomysły.

PiS chce przesunąć sądy na dalszy plan

PiS nie chce, aby to sądy były dominującym tematem najbliższych trzech miesięcy, a więc kampanii prezydenckiej. Wciąż jednak sądy są osią sporu - tak wewnątrz Zjednoczonej Prawicy, jak i z opozycją. To dowód na dryf PiS-u.

Nie ma jednak jeszcze klarownej wizji, co miałoby zastąpić sądy w agendzie codziennych wywiadów i dyskusji. Nowym impulsem ma być inauguracyjna konwencja kampanii Andrzeja Dudy. Z naszych rozmów wynika, że Nowogrodzka i prezydent skłaniają się ku temu, aby przyciągnąć drobnych przedsiębiorców.

To pokłosie wyborów do Sejmu. Dlaczego? Wówczas PiS, choć akurat koalicyjne Porozumienie J.Gowina było tu sceptyczne, szermowało obietnicą o bardzo dużej podwyżce płacy minimalnej, co budzi obawy zwłaszcza małego biznesu. Na tym skorzystało PSL (proponujące dobrowolny ZUS) i Konfederacja (radykalnie wolnorynkowa). Tym razem Nowogrodzka i Pałac Prezydencki nie chcą znów wpychać przedsiębiorców w ręce konkurencji.

A sądy? - Każda ustawa ws. sądów będzie musiała być ustalana w sztabie wyborczym. Musi istnieć przecież tylko jeden ośrodek decyzyjny - słyszymy w odpowiedzi od polityka PiS. Kolejne ustawy sądowe, wywołujące podobne poruszenie jak ta dyscyplinująca, są więc mało prawdopodobne w kampanii. - Koncepcja jest taka, aby zmienić pole dyskusji, zmienić tematy, a nie gmerać w sprawie sądów.

Ziobro reanimuje "polexit"?

Temat sądów i tak będzie jednym z dominujących. Rytualne pokrzykiwania w Parlamencie Europejskim podczas kolejnych debat o praworządności w Polsce nie mają żadnego samodzielnego znaczenia dla wyborów prezydenckich. Jednak już groźba kar finansowych i zamrożenia środków unijnych - tak. A to jest realne jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej.

Co prawda doniesienia o tym, że już teraz Trybunał Sprawiedliwości UE może wlepić Warszawie karę 2 mln euro za każdy dzień niestosowania się do ewentualnego zawieszenia Izby Dyscyplinarnej SN, były na wyrost. Niemniej wydanie takiego zabezpieczenia jest realną perspektywą, a w razie jego ignorowania TSUE może wlepić kary pieniężne. Jeśliby się to stało w czasie kampanii prezydenckiej, a strona polska - rząd i sędziowie Izby Dyscyplinarnej - zignorowaliby TSUE, to będzie to doskonały argument za reanimowaniem narracji o "polexicie". Za tę reanimację de facto odpowiadałby Ziobro.

Solidarna Polska, która ma w rękach Ministerstwo Sprawiedliwości, powtarza jak mantrę, że Brukseli nic do polskiego systemu sądowniczego. Bez względu jednak na argumenty prawne obu stron komunikat dla szeregowego wyborcy byłby prosty: tracimy pieniądze przez PiS, Ziobrę i Andrzeja Dudę. I byłby realnym zagrożeniem dla Dudy.

W aurze groźby kar i utraty pieniędzy narracja o "polexicie" zyskałaby na nośności i wiarygodności. A że rezerwy opozycji wśród wyborców niezdecydowanych są większe niż rezerwy obozu prawicy, to tym gorzej dla Dudy. Bo Polacy choć nie chcą strefy euro, to chcą euro. Przynależność do Zachodu, do UE jest oczywistym składnikiem obywatelskiej tożsamości letnich wyborców.

Duda day

Głowa państwa szykuje się tymczasem na sobotę. Konwencję Andrzeja Dudy organizuje duet: Anna Plakwicz i Piotr Matczuk. To partyjni spece od PR-u wypróbowani w jeździe po bandzie. Przykład: ich spółka Solvere na zlecenie Polskiej Fundacji Narodowej w akcji billboardowej "Sprawiedliwie sądy" biła w sędziów podkoloryzowanymi skandalami - np., że jeden z nich ukradł kiełbasę. Kłopot w tym, że sędzia ten nie orzekał od 2006 r. i od dwóch lat nie żył, a do incydentu doszło 11 lat wcześniej - o tym nie informowano.

Pałac Prezydencki nie chciał tego duetu w kampanii, ale to PiS daje pieniądze na kampanię, więc dało też i ludzi do niej.

W PiS nie chcą, aby sprawa sądów zepsuła kampanię Dudy. - Batalia trwa. Pozostajemy na swoim stanowisku, że reforma będzie kontynuowana. Sądy to będzie jednak tylko jeden z elementów kampanii - słyszymy od polityka PiS. Zwłaszcza, że - wbrew pokrzykiwaniom prezydenta na sędziów - reforma sądów nigdy nie była jego marzeniem.

Obietnicą Dudy nie będą póki co emerytury stażowe (czyli po 35 lub 40 latach pracy). Prace nad tym pomysłem trwają - roczny koszt może sięgnąć 13 miliardów złotych. Jak słyszymy z szeregów PiS, kalkulacje wskazują, że takie bardzo duże kwoty nie przełożą się wcale na aż tak wielką liczbę nowych głosów - pomysł zatem pozostaje w szufladzie. W praktyce może się jednak okazać, że skala obietnic będzie uzależniona od tego, jak wysokie będą słupki prezydenta w sondażach.