Giertych kontra Izba Dyscyplinarna. Podważał uprawnienia sędziów, ci wyszli z sali. Interweniowała policja

Roman Giertych został ukarany grzywną w wysokości trzech tysięcy złotych przez Izbę Dyscyplinarną, przed którą dzisiaj występował. Nieuznawaną Izbę nazywał organem PiS oraz zwracał się do składu sędziowskiego, że ten "nie jest sądem". Gdy sędziowie ostentacyjnie opuścili salę rozpraw, to Giertycha - po krótkiej przerwie - na salę nie wpuściła policja.

We wtorek przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego odbyła się się rozprawa dot. postępowania dyscyplinarnego wobec mecenasa Romana Giertycha - sprawa dotyczyła kasacji, jaką wniósł prokurator generalny. Chodzi o wypowiedzi adwokata w mediach m.in. na temat katastrofy smoleńskiej.

Giertych perorował przed składem sędziowskim, że Izba Dyscyplinarna SN jest organem partii Prawa i Sprawiedliwości, zarzucając jej, że chce zastraszać sędziów.

Później reporter RMF FM Patryk Michalski, który był na miejscu, zarejestrował niecodzienną sytuację. Roman Giertych zwrócił się do sędziów Izby Dyscyplinarnej (to, czy jest ona sądem, podważał już m.in. Sąd Najwyższy), że "nie są sądem".

Sędzia prowadzący rozprawę zarządził wtedy przerwę i cały skład wyszedł z sali, ignorując wystąpienie Giertycha. Wówczas na sali było słychać okrzyki "hańba".

Giertych z trzema tysiącami złotych kary. Policja nie wpuściła go na salę

Po incydencie i przerwie - jak donosił dziennikarz RMF FM - Giertych nie został wpuszczony ponownie na rozprawę w swojej sprawie. Izba Dyscyplinarna nałożyła na niego trzy tysiące złotych kary, a publiczność została wyproszona. "Media mogą być obecne" - wskazał Michalski.

Giertych na Twitterze podnosił natomiast, że na salę nie wpuściła go policja. "Próbowałem przekonać tzw. sędziów z tzw. Izby Dyscyplinarnej SN, aby porzucili uzurpację" - pisał adwokat. Roman Giertych już zapowiedział, że nie zapłaci grzywny, ponieważ nałożył nią na niego organ, który nie jest sądem.

Po kilku godzinach okazało się, że kasacja Zbigniewa Ziobro, prokuratora generalnego, została oddalona przez Izbę Dyscyplinarną. Uznała ona, że w sprawie Giertycha "nie doszło do rażącego naruszenia prawa", więc kasacja jest niedopuszczalna.

Giertych już wcześniej wystosował list do "tzw. Izby Dyscyplinarnej SN", który upublicznił na Facebooku.

Dostałem od osoby podpisującej się w imieniu tzw. Izby Dyscyplinarnej SN zaproszenie na wtorek. Z radością przybędę na zaproszenie tak znamienitych przedstawicieli obecnej władzy. A jako zagajenie naszej bez wątpienia miłej konwersacji chciałbym panom sędziom, którzy prowadzą jakieś postępowanie w mojej, zbrodniczej sprawie (za słowa, że nie ma podstaw do zarzutów dla Tuska za katastrofę smoleńską, a kto by Tuskowi zarzuty postawił to sam będzie mieć kiedyś zarzuty) opowiedzieć anegdotę

- pisał. Poniżej przytoczył historię aplikantów adwokackich, którzy dla żartu odczytali wyrok - karę śmierci - w pewnej sprawie, w czasie której mieli protokołować. Oskarżony zemdlał, a pokrzywdzona miała krzyczeć, że wycofuje zeznania. Aplikanci zostali wydaleni z adwokatury i skazani na dwa lata w zawieszeniu na trzy.