Grozi nam nowy kryzys uchodźczy, rząd tnie środki na pomoc. "A władza mówiła - pomagajmy na miejscu"

Patryk Strzałkowski
Z końcem roku polskie organizacje mogą być zmuszone zamknąć niektóre swoje misje pomocowe. To dlatego, że rząd w projekcie budżetowym obciął środki na pomoc zagraniczną. Decyzję krytykował w Sejmie poseł KO Dariusz Joński. W rozmowie z Gazeta.pl zapowiedział, że podniesie tę sprawę podczas II czytania budżetu, a jeśli to nie przyniesie skutku - to także w Senacie.

- Nie wiadomo czemu polski rząd wycofuje się delikatnie z operacji humanitarnych na świecie. Po pierwsze - lekceważąc organizacje, które się tym zajmują, a po drugie - cofając środki finansowe - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl poseł klubu Koalicji Obywatelskiej Dariusz Joński. Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, rząd planuje obciąć środki na pomoc humanitarną w 2020 roku. Będzie to oznaczało brak nowych konkursów na projekty pomocowe i potencjalnie zamknięcie niektórych misji polskich organizacji od początku 2021 roku.

Problem został poruszony we wtorek na pierwszym merytorycznym posiedzeniu nowego Parlamentarnego Zespołu ds. Pomocy Humanitarnej, którego Joński jest przewodniczącym. Poseł ostrzegł, że "to mogą być decyzje nieodwracalne". - Raz obcięte środki finansowe na jakikolwiek obszar nigdy nie są przywracane. Ciężko się walczy o zwiększenie, a jak już zostaną obcięte, to nie wzrosną z powrotem - ocenił. - Raz zamknięta przychodnia dla uchodźców może już nie zostać otwarta - stwierdził Joński, odnosząc się do obaw polskich organizacji, że z końcem roku będą musiały zamknąć swoje projekty, takie jak przychodnie czy wsparcie edukacji dla uchodźców.

- Nie rozumiem tego tym bardziej, że obecna władza mówiła przed wyborami: zamiast sprowadzać uchodźców, pomagajmy na miejscu, co jest oczywiście sensowne, bo ludzie nie chcą opuszczać swoich krajów. A dziś usłyszeliśmy, że gdyby nie wsparcie obywateli, to niektóre organizacje by nie działały

- powiedział i zastanawiał się, czy rząd "w ogóle chce", by istniały polskie organizacje pomocowe.

Opozycja zamierza walczyć o pozostawienie środków na pomoc

Zapowiedział, że zamierza pytać rządzących o obcinanie środków na pomoc. - Drugie czytanie i głosowania budżetowe są przed nami. Będę chciał na posiedzeniu Sejmu zabrać głos w tej sprawie i zaapelować od premiera, aby wycofali się z tych złych propozycji - zapowiedział Joński. Dodał, że jeśli Sejm odrzuci propozycję nieobcinania środków na pomoc, to będzie namawiał senatorów, by oni wpisali do budżetu środki na pomoc zagraniczną.

Podkreślił, że w kontekście budżetu i słów Mateusza Morawieckiego o rekordowych dochodach państwa "kwoty, o których rozmawiamy, to kropla". Na projekty pomocy humanitarnej MSZ w 2020 roku ma zostać przeznaczone 16 mln zł (prawie 8 mln mniej, niż rok temu). Dla porównania to 0,8 proc. kwoty, jaka ma zostać przekazana mediom publicznym (głównie TVP) w ramach rekompensaty za niezapłacony abonament. - Kiedyś potrzebowaliśmy już pomocy z zewnątrz i obyśmy nie potrzebowali jej w przyszłości - powiedział Joński.

Grozi nowy kryzys uchodźców

Polska obcina środki na pomoc humanitarną, tymczasem potrzeby na świecie i liczba osób wysiedlonych rośną. Już wkrótce może dojść do nowego kryzysu uchodźczego na gigantyczną skalę w związku z ofensywą sił rządowych (wspieranych przez Rosję) w północno-zachodniej Syrii. W enklawie będącej pod kontrolą powiązanych z Turcją milicji i dżihadystów jest nawet 4 mln cywilów, zaś terytorium w prowincji Idlib kurczy się wraz z postępującą ofensywą. 

Prezydent Turcji twierdzi, że do granic jego państwa zmierza ponad milion uchodźców. Recep Tayyip Erdogan chce, aby zostali oni osiedleni na terytorium Syrii. Mówił o tym podczas wizyty na Ukrainie. Erdogan twierdzi, że Turcji będzie trudno przyjąć uchodźców, dlatego jego kraj rozpatruje osiedlenie przesiedlenie ich w inne miejsca na terytorium Syrii. Jak dodał, obecnie w Turcji jest około 4 milionów syryjskich uchodźców. Jednak takie "rozwiązanie" jest bardzo kontrowersyjne, ponieważ przesiedlenie mogłoby być de facto "inżynierią demograficzną" - przesiedleniem arabskiej ludności na zajęte przez Turcję siła terytoria kurdyjskie. 

Sytuacja w Idlib pogarsza się z dnia na dzień. Jeśli nie dojdzie do zatrzymania ofensywy i niesienia pomocy cywilom w tym rejonie, może dojść do sytuacji, w której Turcja nie będzie w stanie powstrzymać setek tysięcy zdesperowanych ludzi chcących przekroczyć granice. Na razie te pozostają dla cywilów zamknięte, na granicy stoi strzeżony przez siły zbrojne mur. 

Prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej Wojciech Wilk na posiedzeniu sejmowego zespołu zwrócił uwagę, że w Idlib są dziesiątki tysięcy bojowników, ekstremistów i zagranicznych członków milicji wraz z rodzinami. Dla nich (ale nie tylko) poddanie się i ucieczka na terytoria wojsk rządowych nie jest możliwe, gdyż mogłoby to grozić więzieniem i torturami. Z drugiej strony w Turcji lub innych krajach ekstremiści mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa. 

Brak przedstawicieli rządu na posiedzeniu zespołu ds. pomocy humanitarnej

Poseł Joński mówił w Sejmie, że posłowie od miesięcy nie mogą dowiedzieć się, co stanie się z ministrem - pełnomocnikiem ds. pomocy humanitarnej. Takie stanowisko stworzono w poprzedniej kadencji rządu PiS, pełniła je najpierw Beata Kempa, a później - Michał Woś. Ten ma zostać ministrem środowiska. Wg informacji "Rzeczpospolitej" stanowisko pełnomocnika zostanie zlikwidowane, a obowiązki przejmie jeden z wiceministrów w MSZ.

Poseł krytykował stronę rządową za zdawkowe informacje w tej sprawie. Zwrócił też uwagę, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało zaproszone na wtorkowe posiedzenie zespołu ds. pomocy humanitarnej, ale żaden jego przedstawiciel się nie pojawił. - Dostaliśmy informację, że osoby, które się tą tematyką zajmują, rozchorowały się - stwierdził Joński. Na posiedzeniu nie było też jedynego posła większości rządzącej, który należy do zespołu, Jana Kanthaka.

Później Joński krytykował stronę rządową na briefingu dla mediów. - Raz w budżecie są pieniądze na pomoc humanitarną, raz tych pieniędzy nie ma. Raz jest minister, który się zajmuje pomocą humanitarną, teraz nie ma nikogo. To wszystko jest partyzantka, a sprawa jest bardzo poważna - podkreślił. 

Więcej o: