Wojenny i pokojowy scenariusz PiS na odbicie Sądu Najwyższego. Prof. Manowska jest faworytką Ziobry i Dudy

Jacek Gądek
Prof. Małgorzata Manowska jako pierwsza zawiesiła swoje orzekanie po uchwale Sądu Najwyższego, która to nakazywała. I pierwsza też wróciła do orzekania, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że uchwała jest zawieszona. W maju może już być Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego.

Zobacz nagranie. Dr Maciej Gdula (poseł Lewicy) o "ustawie kagańcowej":

Zobacz wideo

- Dla każdego sędziego funkcja I Prezesa Sądu Najwyższego jest ukoronowaniem kariery zawodowej - mówi inny sędzia SN pytany przez nas, czy Manowska jest faworytką do objęcia tego fotela. I to już za trzy miesiące, bo wtedy wygasa kadencja prof. Małgorzaty Gersdorf. Zmiana I Prezesa będzie symbolicznym domknięciem zmian w SN.

Znajoma prezydenta i Ziobry

Prof. Małgorzata Manowska jest sędzią Sądu Najwyższego już z nadania nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Jest też dobrą znajomą Zbigniewa Ziobry, u którego była wiceministrem sprawiedliwości i nadzorowała w jego resorcie sądownictwo - od marca do listopada 2007 r.

Zna się też dobrze również z prezydentem Andrzejem Dudą. W przeciwieństwie do innych nowych sędziów SN, akurat jej CV nikt nie kwestionuje. Należy do absolutnego topu polskich prawników, ale balansuje na linii dzielącej sądownictwo od polityki. Promotorem jej kariery jest teraz Ziobro.

Cel ten sam, inna ścieżka

Jej kurs jest zbieżny z ministrem sprawiedliwości, ale idzie ona jednak własną ścieżką. Widać to choćby po reakcjach jej i Ziobry na uchwałę trzech izb Sądu Najwyższego, która wezwała sędziów nominowanych przez obecną KRS - a więc i Manowską - do powstrzymania się od orzekania.

Ziobro na uchwałę zareagował raptownie. Grzmiał: - Sąd Najwyższy procedował z rażącym naruszeniem prawa i jego tak zwana uchwała nie powoduje żadnych skutków prawnych.

A Manowska? Jako pierwsza odroczyła sprawy, które miała na wokandzie, podkreślając, że to "dla dobra stron" i by "poczekać spokojnie na uzasadnienie uchwały i zastanowić się nad dalszymi krokami". W pierwszej chwili podporządkowała się zatem uchwale SN, którą Ziobro uznał za nic nie wartą. Manowska dodawała jednak - już w bardziej jastrzębim tonie - że uchwała SN "może godzić w konstytucyjną zasadę nieusuwalności sędziów". Gdy obóz władzy zarządził, że wykorzysta Trybunał Konstytucyjny do zawieszenia uchwały SN, to Manowska podporządkowała się orzeczeniu TK, że oto "stosowanie uchwały zostało zawieszone". I wróciła do orzekania - jako pierwsza.

Naturalna kandydatura

Jest typowana na nową I Prezes SN, choć Zbigniew Ziobro oficjalnie zaprzeczał informacjom "Dziennika Gazety Prawnej", że jest już "po słowie" z Manowską. Jest wręcz naturalną kandydatką do tego fotela. O ile PiS miało interes w tym, aby w Trybunale Konstytucyjnym instalować sterowalną i politycznie lojalną w 100 proc. Julię Przyłębską, to w Sądzie Najwyższym już taka ordynarna nominacja nie ma politycznego uzasadnienia.

Sama Manowska zbiera bardzo pozytywne oceny jako prawniczka. Nieprzypadkowo jest liderką "nowych" sędziów Sądu Najwyższego. Mówi osoba, która z nią współpracuje: - Świetna. Ma ogromne doświadczenie w pracy sądowej. To potwierdzają wszyscy, którzy ją znają i to niezależnie czy ją lubią czy nie. Niezależnie od wszystkiego, cieszy się ogromnym uznaniem w środowisku jako profesjonalny prawnik.

Polityka? - O polityce nie rozmawiamy - mówi jej współpracownik.

Idzie własną ścieżką, ale w kierunku zbieżnym z PiS i prezydentem? - Można na to tak patrzeć, ale tylko jeśli ktoś patrzy na sędziego z perspektywy politycznej - broni jej współpracownik. Jak podkreśla, Manowska pracuje na uczelni, jest dyrektorem Krajowej Szkoły Sądownictwa [od stycznia 2016 r.] i Prokuratury, a jednocześnie jest też sędzią SN. - Bardzo dobrze godzi te funkcje.

Po szczeblach kariery

Prof. Manowska jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Była sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi, a następnie Sądu Okręgowego w Warszawie, w latach 2004 - 2018 sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a od 10 października 2018 r. jest sędzią Sądu Najwyższego. Przeszłą więc wszystkie szczeble kariery sędziowskiej. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Nigdy publicznie nie potwierdziła swoich aspiracji, by być I prezes SN.

Jeśli nią zostanie, będzie drugą w historii - po prof. Małgorzacie Gersdorf - kobietą na tym stanowisku.

PiS stworzyło scenariusz awaryjny

PiS stworzyło całe oprzyrządowanie, aby umożliwić objęcie fotela I Prezesa SN już przez kogoś z nowego nadania. W jaki sposób?

Normalna ścieżka jego wyboru jest taka. Krok pierwszy: Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego wybiera pięciu kandydatów. I drugi krok: prezydent wybiera spośród nich I Prezesa SN. Kropka.

Ale to byłoby zbyt proste. Spodziewając się chaosu i podziału na "nowych" i "starych" sędziów w Sądzie Najwyższym PiS przepchnęło przez Sejm ustawę, którą we wtorek podpisał prezydent. Przewiduje ona, jak wybrać nowego I Prezesa - wbrew woli większości sędziów SN i w razie kompletnego chaosu w nim. Jak?

Dziś ustawowo SN może liczyć do 125 sędziów. Obecnie jest ich łącznie 101, a 37 to sędziowie już z nadania nowej KRS (nazwijmy ich "nowymi") - o ich lojalności wobec obozu PiS nie można z góry przesądzać, ale w dominującej większości będą dążyć do obsadzenia fotela I Prezesa przez kogoś "nowego". "Nowi" sędziowie są w mniejszości. To jednak nie sami sędziowie wskazują swojego I Prezesa, ale wyłaniają pięciu kandydatów, a ostateczny wybór należy dopiero do prezydenta.

Zwycięska mniejszość?

Ustawa podpisana we wtorek przez Andrzeja Dudę zakłada, że Zgromadzenie Ogólne ma wskazać pięciu kandydatów. "Nowi" sędziowie mają obecnie - nawet w świetle uchwały SN - prawo do brania udziału w Zgromadzeniu Ogólnym wybierającym tych kandydatów.

Zatem 37 to wystarczająca liczba głosów, aby wybrać choć jednego swojego kandydata na I Prezesa.

Do końca kadencji I Prezes prof. Małgorzaty Gersdorf pozostały niespełna trzy miesiące, więc jeśli PiS zdoła obronić status "nowych" jako sędziów SN, to będą oni w stanie wskazać prof. Małgorzatę Manowską jako jedną z pięciu kandydatur na kolejną I Prezes.

Rozłam w SN?

Nawet jeśliby Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawiesił - a wniosek Komisji Europejskiej o zabezpieczenie jest w TSUE - Izbę Dyscyplinarną, wraz z jej sędziami, to "nowi" i tak mieliby dostatecznie dużo głosów, by nazwisko Manowskiej znalazło się wśród pięciu kandydatur. Dlaczego? Gwarancję na to daje już 20 głosów, a Izba Dyscyplinarna liczy 10 sędziów, więc "nowi" nawet bez sędziów Izby Dyscyplinarnej mieliby 27 głosów. Wystarczy.

"Nowi" nie mieliby szansy na wskazanie własnej kandydatury na I Prezesa, tylko wtedy gdyby wszyscy oni zostali wykluczeni z udziału w Zgromadzeniu Ogólnym. A to jest mało prawdopodobne. Niemniej jedyną rzeczą, której PiS się obawia realnie, są orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Już raz się PiS cofnęło przez TSUE, przywracając "starych" sędziów do Sądu Najwyższego.

Przez niespełna trzy miesiące wiele może się jednak zdarzyć, jeśli chodzi o status "nowych". PiS przygotowało się zatem na scenariusz totalnej konfrontacji między "nowymi" a "starymi" sędziami SN. W nim to "starzy" sędziowie w ogóle nie uznają "nowych", a "nowi" uznają działania "starych" za bezprawne.

Wytrych w ustawie sądowej

W tym scenariuszu "starzy" sędziowie z urzędującą I Prezes prof. Małgorzatą Gersdorf na czele nie dopuszczają "nowych" (choć powtórzmy: dziś nie ma do tego podstawy) do głosowania nad kandydaturami na nowego I Prezesa SN.

W ustawie znalazł się bowiem paragraf, który jest dobrym wytrychem w rękach prezydenta: "Jeżeli kandydaci na stanowisko I Prezesa SN nie zostali wybrani zgodnie z zasadami określonymi w ustawie, prezydent RP niezwłocznie powierza wykonywanie obowiązków I Prezesa Sądu Najwyższego wskazanemu przez siebie sędziemu Sądu Najwyższego". A ten sędzia już ma się zająć zgodnym z ustawą wyłonieniem kandydatów na I Prezesa SN.

Scenariusze: pokojowy i wojenny

Finalnie zatem: Jeśli "nowi" sędziowie będą mogli od razu uczestniczyć w wyborze kandydatów na I Prezesa SN, to wystarczy im głosów, by prof. Manowska była w piątce, z której prezydent ma wybrać nowego prezesa SN. I można zakładać w ciemno, że ją właśnie wybierze.

Jeśli "nowi" sędziowie w jakiś sposób nie zostaną dopuszczeni do wyboru, to wtedy prezydent uzna te wybory kandydatów za sprzeczne z ustawą na mocy ustawy dyscyplinującej (nazywanej też "kagańcową"). Następnie Duda wskaże "nowego" sędziego SN, by zorganizował - jego zdaniem zgodne z ustawą - wybory w SN i w nich już zapewne Manowska znajdzie się w roli kandydatki na I Prezes. Co ważne - w tym kroku do kworum ustawa wymaga zaledwie 32 sędziów z 101 sędziów SN ("nowych" jest więcej niż minimum: 37). Zatem nawet jeśli "starzy" sędziowie zbojkotowaliby te ponowne wybory, to przy tak niskim kworum "nowi" we własnym gronie wybrać kandydatów na I Prezesa SN i wysłać je prezydentowi na biurko.

Tak czy inaczej, PiS zabezpieczyło się, by odbić fotel I Prezesa SN - w sposób pokojowy albo wojenny.

Narracja jest już gotowa

A co, jeśli prawnicy, sędziowie, instytucje UE, Trybunał Sprawiedliwości UE będą kwestionować wybór nowego I Prezesa SN, zwłaszcza w scenariuszu wojennym? I tu jest odpowiedź.

Narracja prezydenta i całego obozu PiS jest gotowa. Bardzo mocno wybrzmiała w wywiadzie prezydenta dla "Wprost". Prezydent stwierdził, że nawet jeśli z listami poparcia dla członków KRS byłoby coś nie tak, to "nie będzie to miało znaczenia, ponieważ otrzymali oni nominację sędziowską od prezydenta Rzeczypospolitej. Kropka". Słowem: odebranie nominacji od prezydenta ma sprawiać, że wszystkie wady wyboru sędziów tracą znaczenie. Duda locuta, causa finita.

Dla tej argumentacji podstawą jest paragraf konstytucji, który wymienia prerogatywy prezydenta - w tym powoływanie sędziów. Dokładnie w tym samym paragrafie konstytucja wymienia też "powoływania I Prezesa Sądu Najwyższego". Wszelkie zarzuty o łamanie konstytucji w mig jest w stanie odeprzeć będący w rękach PiS Trybunał Konstytucyjny.

Obóz PiS i prezydent mają prosty cel: nazwisko prof. Małgorzaty Manowskiej musi znaleźć się na biurku Andrzeja Dudy. I nie ważne jest, czy wskażą ją prezydentowi jako kandydatkę wszyscy sędziowie SN czy tylko "nowi". Maj z pewnością będzie momentem przesilenia w SN.

Więcej o: