Będzie kontrola płatnych dyżurów Karczewskiego w szpitalu. Jest reakcja senatora PiS

Główny Inspektor Pracy zlecił kontrolę dyżurów byłego marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą - donosi TVN24. Według ustaleń stacji były marszałek Senatu pełnił płatne dyżury jako lekarz przebywając bezpłatnym urlopie i zarobił w ten sposób 400 tys. zł przez 6 lat.

W reakcji na doniesienia TVN z początku grudnia, Monika Wielichowska i Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej skierowali w tej sprawie pisma m.in. do Głównego Inspektoratu Pracy. Jak napisała "Gazeta Wyborcza", sprawą zainteresował się szef GIP Wiesław Łyszczek i zlecił Okręgowemu Inspektoratowi Pracy w Warszawie kontrolę w sprawie pracy Stanisława Karczewskiego w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą.

Do zapowiadanej kontroli Karczewski odniósł się na Twitterze. "Ze spokojem czekam na wyniki kontroli - dokumenty mówią, że działałem zgodnie z prawem!" - napisał polityk.

Karczewski: Pracowałem bardzo ciężko i nie mam sobie nic do zarzucenia

Z kolei w rozmowie z reporterem TVN Karczewski powiedział, że "uratował życie bardzo wielu osobom" oraz że "pracował bardzo ciężko i nie ma sobie nic do zarzucenia" - Było to zgodne z przepisami prawa - podkreślił polityk i dodał, że choć jest ordynatorem, "nie wykonywał pracy związanej z ordynowaniem". - Pracowałem na dyżurze. To tak, jakby dziennikarz wziął urlop bezpłatny i od czasu do czasu napisał jakiś artykuł do gazety. Tak sobie to wyobrażam - mówił.

>>> Co nie podoba się Polakom w służbie zdrowia? Zobacz wideo:

Zobacz wideo

TVN24: Karczewski pełnił płatne dyżury, gdy był na bezpłatnym urlopie. Zarobił 400 tys. zł w 6 lat

Stanisław Karczewski uzyskał mandat senatora w 2005 r. Po tym zrezygnował z pracy w szpitalu w Nowym Mieście, ale wkrótce powrócił do pracy w formie wolontariatu. Z umowy z dyrektorem szpitala wynika, że mógł pełnić w placówce dyżury i pracować jako ordynator oddziału. Dzięki wolontariatowi nie stracił prawa do wykonywania zawodu.

Jednak w lutym 2009 r. Stanisław Karczewski podpisał dwa inne dokumenty: kolejną umowę o wolontariacie, która tym razem nie obejmowała dyżurów, a także umowę o dzieło dotyczącą dyżurów i wezwań do szpitala. "Określa ona stawki za pracę: 65 zł za godzinę w niedzielę, święta i w porze nocnej, 50 zł w dni robocze i 15 zł za godzinę 'pozostawania w gotowości'" - czytamy w tvn24.pl.

Senator Karczewski, choć był na bezpłatnym urlopie, miał płatne dyżury. W 2011 r. Karczewski został wicemarszałkiem. 11 października zwrócił się do Tomasza Skury, dyrektora szpitala w Nowym Mieście, z prośbą o dalszą pracę na bezpłatnych dyżurach. Jak podaje portal, dyrektor stwierdził, że podpisanie umowy cywilnoprawnej z Karczewskim, który - choć na urlopie bezpłatnym - jest zatrudniony w szpitalu, "byłoby obchodzeniem prawa".

23 listopada znowu prosił dyrektora o współpracę z placówką. Dyrektor Skura poinformował, że odpowie Karczewskiemu po wydaniu opinii głównego Inspektoratu Pracy, pytanie trafiło też do Ministerstwa Zdrowia. 30 grudnia 2011 r. resort odpowiedział, powołując się na "wielokrotnie wyrażane stanowisko Sądu Najwyższego". Stwierdził, że "lekarz przebywający na urlopie bezpłatnym z powodu sprawowanego przez niego mandatu senatora, nie może, celem udzielania świadczeń zdrowotnych na innej podstawie, zawrzeć umowy cywilnoprawnej z tym samym pracodawcą". Taką sytuację za niedopuszczalną uznał też Główny Inspektor Pracy.

Dwie opinie w tej sprawie przedstawiła też Kancelaria Senatu. Z pierwszej wynika, że można łączyć pensję wicemarszałka z wynagrodzeniem za dyżury. W drugiej kancelaria stwierdziła, że przepisy "dopuszczają wykonywanie w ramach wolontariatu obowiązków lekarza". 

12 grudnia 2011 r. Karczewski podpisał porozumienie o wolontariacie oraz umowę o dzieło. Tomasz Skura, obecnie prezes Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, w rozmowie tvn24.pl stwierdził, że choć opinie resortu zdrowia były negatywne, to na korzyść Karczewskiego przemawiały opinie Senatu.

Łącznie, jak wynika z dokumentów w szpitalu, w latach 2009-2015 r. Karczewski w szpitalu zarobił 400 tys. zł. W 2016 r. po zostaniu marszałkiem Senatu, Karczewski wrócił jedynie do wykonywania nieodpłatnych czynności leczniczych.

- Działałem w pełnym przekonaniu, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Decyzje o mojej aktywności były starannie konsultowane z prawnikami z kancelarii Senatu i nie znaleziono przeszkód prawnych, bym mógł pracować - tłumaczył w rozmowie z tvn.24.pl Karczewski. - Radziłem się też ówczesnego wiceministra zdrowia, który też poza pracą w ministerstwie wykonywał zawód lekarza i nie stanowiło to żadnego problemu - dodawał.

Więcej o: