"Nie odpuścimy". "Solidarność" żąda nowych emerytur, Duda jest na "tak", ale PiS wciąż trzyma tego asa w rękawie

Jacek Gądek
Formalnie to tylko feta na czterdziestolecie "Solidarności", ale w rzeczywistości - wstęp do uroczystego odnowienia sojuszu Andrzej Dudy z "S". Ma on dać prezydentowi dodatkowe punkty w kampanii wyborczej. Kluczem do aliansu są zaś emerytury stażowe.

Zobacz nagranie. Andrzej Duda: Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć

Zobacz wideo

Mówi urzędnik bliski prezydenta: - Rozmowy są. Związkowcy przy rożnych okazjach podnoszą ten temat.

I dodaje: - Na spotkaniach z wyborcami też ciągle padają do prezydenta pytania o to.

Publicznie jednak ludzie prezydenta i rząd gryzą się w języki, gdy mowa o emeryturach stażowych. Związkowcy - wprost przeciwnie.

Działacz związkowy centrali "Solidarności": - Największym niezrealizowanym postulatem są właśnie emerytury stażowe. Wcześniej wzięliśmy, co PiS dawało, a teraz zabiegamy przy każdej okazji o te emerytury. Nie uciekniemy w kampanii prezydenckiej od tego tematu. To absolutnie pewne.

Ciągłe naciski na PiS

Komunikat Kancelarii Prezydenta brzmi sucho: "w Pałacu Prezydenckim prezydent Andrzej Duda spotka się z członkami Komisji Krajowej NSZZ Solidarność z okazji Jubileuszu 40-lecia powstania Związku". Ale za takimi parawanami toczą się rozmowy i naciski "Solidarności", by cały obóz Prawa i Sprawiedliwości wziął na sztandary temat emerytur: po 35 latach pracy dla kobiet i 40 dla mężczyzn. Koszt tego to - wedle szacunków - nawet kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Teoretycznie, jeśli kobieta zaczęłaby pracę i pracowała ciągle od 18. roku życia, to mogłaby przejść na emeryturę w wieku już 53 lat, a mężczyźni 58 lat. Byłoby to de facto drugie obniżenie wieku emerytalnego.

"Solidarność" już się przyczyniła do sukcesu Dudy

Temat ma wrócić w kampanii wyborczej jako jeden z najważniejszych punktów programu Andrzeja Dudy. Ale nie jest to rzecz nowa, bo prezydent zobowiązał się do forsowania pomysłu już pięć lat temu. Tuż przed I turą wyborów prezydenckich 2015 r. Andrzej Duda podpisał porozumienie programowe z Piotrem Dudą, szefem "Solidarności" - ten alians był jedną z cegiełek dołożonych do późniejszego triumfu kandydata PiS.

Pierwszy konkretny punkt tego - dziś już archiwalnego - porozumienia: Andrzej Duda zobowiązuje się do "obniżenia wieku emerytalnego" i "powiązania uprawnień emerytalnych ze stażem pracy".

Mówi działacz "Solidarności": - Połowę już zrealizowano, bo wiek emerytalny obniżono. Teraz czas na 100 proc. spełnienia obietnicy, czyli wprowadzenie emerytur stażowych. Nie odpuścimy tego i żądamy pełnej realizacji zobowiązania.

Prezydent uzależniony od decyzji prezesa

Dziś sytuacja jest taka, że Andrzej Duda popiera emerytury stażowe, ale nie ma żadnej mocy, by je przeforsować. Jest zatem skazany na decyzję rządu, a w praktyce osobistą decyzję Jarosława Kaczyńskiego, czy jako kandydat PiS na prezydenta może zapowiedzieć w kampanii realizację obietnicy.

- Nie ma dziś woli politycznej po stronie obozu prawicy, który przecież nie jest monolitem. Niektórzy są przeciwni temu rozwiązaniu, zwłaszcza Porozumienie Jarosława Gowina, który w tej kadencji bardzo się wzmocnił - mówi osoba znająca kulisy tych rozmów.

Taka zgoda jest możliwa, jeśli perspektywa wygranej Dudy będzie niepewna. Rząd jest póki co na "nie". Rozmowy o emeryturach stażowych toczą się we wspólnym zespole rządu i "Solidarności".

Działacz "S": - Emerytury stażowe są jednym z podstawowych punktów. Tam się, toczy boj, a nie w rozmowach z prezydentem, który jest za. Prezydenta akurat nie musimy przekonywać. Rząd nie mówi "nie", ale nie ma przewidywanego terminu, kiedy mogłoby to zostać zrealizowane. Jakieś światełko w tunelu się jednak pojawia.

Niemniej Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro jadą na tym samym wózku, bo porażka Dudy w wyborach prezydenckich to koniec realnych rządów i skazanie się na administrowanie państwem. W razie ryzyka porażki Dudy nawet najzagorzalszy przeciwnik dalszego obniżania wieku emerytalnego by się pod takim projektem podpisał obiema rękami.

Miliardy złotych, milion zadowolonych

W porównaniu z socjalnymi projektami PiS - samo 500+ to 41 miliardów złotych rocznie - emerytury stażowe to i tak niewielkie kwoty, bo to może być kilka albo kilkanaście miliardów złotych rocznie, w zależności od dodatkowych warunków jej towarzyszących.

Narracja jest jednak bezcenna: Duda chce dać Polakom wcześniejsze emerytury, a skorzystać mają zwłaszcza ludzie pracujący fizycznie i kobiety. A to przecież elektorat skłonny bardziej głosować na Dudę niż na opozycję. Pracowników spełniających kryterium stażowe jest dziś ponad 400 tysięcy. Jeśli doliczyć najbliższą rodzinę, która też będzie zapewne wdzięczna za wcześniejszą emeryturę, to daje to ok. miliona osób, które realnie by skorzystało. A to już jest elektorat tak szeroki, że trzeba go uwzględniać w kalkulacjach kandydatów.

"Szykujemy się na dwie tury"

Logika nakazuje, aby - tak jak pięć lat temu - alians Andrzeja Dudy z "Solidarnością" Piotra Dudy został przypieczętowany jakimś porozumieniem na papierze. Po pierwsze: bo z punktu widzenia Andrzeja Dudu to najczytelniejszy sygnał dla wyborców. Dwa: to bo dla "Solidarności" jasne zobowiązanie uzyskane od prezydenta. W kampanii przyciągnie uwag mediów i będzie zacnym tematem do pokazywania długimi minutami w TVP. Póki co jednak "S" nie zdecydowała, czy i jaką umowę podpisywać z prezydentem.

Współpracownik prezydenta: - Nikt, kto chłodno patrzy, nie liczy na to, że wybory skończą się na I turze. Szykujemy się na dwie.

Andrzej Duda jest faworytem i wygrywa we wszystkich sondażach. W Pałacu Prezydenckim panuje jednocześnie przekonanie, że jeśli dojdzie w kampanii do debaty z główną konkurentką, Małgorzatą Kidawą-Błońską, to Duda ją rozniesie. Jednak w warunkach tak silnej polaryzacji, wygranej wcale nie ma w kieszeni. PiS cały czas trzyma w rękawie asa w postaci emerytur stażowych.

Więcej o: