Były szef PKW: Rządzący stworzą własną rzeczywistość prawną

- Niestety, musimy zakładać, że będziemy mieć dualizm prawny - jeden obieg prawny dla władzy i jej zaufanych sędziów, a drugi dla reszty środowiska sędziowskiego - o najnowszej odsłonie sporu o sądy mówi w rozmowie z Gazeta.pl Wojciech Hermeliński, były szef PKW i były sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Mamy trzy główne wydarzenia: próbę ograniczenia wolności słowa sędziów poprzez tzw. ustawę kagańcową, ocenę statusu sędziów nowej KRS przez Sąd Najwyższy i rzekomy spór kompetencyjny między Sejmem i SN. Która z tych kwestii jest najważniejsza z punktu widzenia niezależności i sprawnego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości?

WOJCIECH HERMELIŃSKI: Nie wiem, czy można tutaj odseparować te trzy kwestie. To jeden ciąg technologiczny. Każda kolejna kwestia wynika z poprzedniej. Ostatni element tego ciągu związany jest z uchwałą Sądu Najwyższego, która zadecyduje o tym, jak będą postrzegane wyroki wydane przez sądy pierwszej instancji, w których swój udział mieli sędziowie powołani przez nominowanych przez prezydenta sędziów nowej KRS.

Warto też zwrócić uwagę na ważną sprawę, narracja władzy w temacie uchwały SN jest myląca. Nie chodzi tutaj, jak utrzymują przedstawiciele władzy, ani o podważenie statusu sędziów nowej KRS, ani o podważenie statusu sędziów pierwszej instancji wybranych przez Krajową Radę. Jeśli cokolwiek ma tu być podważane, to orzeczenia wydane w pierwszej instancji przez wspomnianych sędziów. Dlatego właśnie ostatnia kwestia, a więc rzekomy spór kompetencyjny Sejmu z SN, wydaje mi się tutaj najważniejsza. Dwie pozostałe są do niej albo dołączone, albo z niej wynikają.

Jak wygląda status sędziów nowej KRS? Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że nie spełniają kryterium politycznej niezależności.

TSUE uznał, że w każdej sytuacji sąd musi indywidualnie oceniać, czy KRS i sędziowie przez nią wskazani są osobami powołanymi w należyty sposób. Nie sposób tego oddzielić. Decyzje sędziów i sądów, które chcą wiedzieć, czy sędzia pierwszej instancji był powołany prawidłowo, czy nie, siłą rzeczy rzutują na status sędziego. Nawet jeśli sąd odwoławczy stwierdzi, że wyrok wydany przez sędziego z nadania nowej KRS jest wadliwy, to ten sędzia dalej jest sędzią. Nikt nie pozbawia go urzędu. Wyroki sądów bywają wadliwe z wielu powodów. To nie powoduje automatycznie, że sędzia, który wadliwy wyrok wydał, przestaje być sędzią. Być może SN w uchwale, którą wyda wskaże również na jakieś rozwiązania. Większość konstytucjonalistów uważa, że sędziowie nowej KRS powinni wstrzymać się od orzekania. Rzecz w tym, że władze państwa tego nie uznają. A nie ma mechanizmów, które mogłyby ją do przestrzegania wyroków i uchwał SN zmusić.

Czy reforma sądownictwa PiS okazała się porażką? Zobacz, co mówi w tej sprawie wicerzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości Radosław Fogiel:

Zobacz wideo

Gdyby Sąd Najwyższy orzekł, że sędziowie nowej KRS zostali powołani z naruszeniem prawa, dawałoby to podstawy do podważenia wyroków nominowanych przez nową KRS kilkuset sędziów w całym kraju. To miałoby potencjał do wysadzenia w powietrze polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Naturalnie. Ale jest jeszcze inna możliwość wyjścia z tej sytuacji. Sąd Najwyższy może te wyroki, które zostały wydane do chwili obecnej, zostawić w spokoju. W myśl zasady pro futuro. Tak było w pamiętnej sprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym, w której oceniano asesorów sądowych. Być może teraz będzie trzeba przyjąć zasadę, że strony będą mieć prawo składania wniosków o wznowienie postępowań w sprawach, w które zaangażowani byli sędziowie, co do powołania których są wątpliwości prawne.

Jeśli dobrze rozumiem, to oznacza, że do ponownego rozpatrzenia mogą trafić tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy spraw.

Ale to będzie zależało od woli stron. Mogą zaistnieć sytuacje, że strona dostrzeże wadę wyroku w postaci wydania go przez osobę nieuprawnioną, ale wyrok będzie korzystny dla niej i nie będzie miała interesu w podważaniu wyroku.

Wiele osób zastanawia się, czy I Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska miała prawo zawiesić działanie trzech "starych" izb Sądu Najwyższego, które dzisiaj debatują nad statusem sędziów nowej KRS?

Ciężar tej decyzji spoczywa nie tylko na prezes Przyłębskiej, ale także, a być może nawet przede wszystkim, na pani marszałek Sejmu. To ona złożyła z gruntu wadliwy wniosek. W przypadku Trybunału Konstytucyjnego zaskakuje przede wszystkim tempo procedowania tego wniosku. Zazwyczaj trwało to przynajmniej kilka dni. Trzeba było nadać sygnaturę sprawie, przyjrzeć się kwestiom formalnym, a dopiero potem rozpatrzyć wniosek. Tutaj wszystko zadziało się w raptem kilka godzin i po tym czasie rozesłano decyzję prezes TK do stron sporu.

Prezes Przyłębska przekroczyła swoje kompetencje?

Trudno dopatrywać się tutaj naruszenia prawa, skoro powtórzyła po prostu treść ustawy.

Naruszeniem prawa nie jest to, że zawiesiła jedynie postępowanie dotyczące trzech izb Sądu Najwyższego, ale już nie Sejmu? Przecież w obu przypadkach mówimy o stronach (rzekomego) sporu kompetencyjnego, a ustawa nie pozostawia tutaj wątpliwości, że należy zawiesić prace wszystkich stron.

To prawda, tutaj mamy niekonsekwencję w przytaczaniu słów ustawy, która wskazuje, że należało zawiesić prace każdej ze stron sporu.

Jak to w ogóle możliwe, żeby Sejm, czyli organ władzy ustawodawczej, miał spór kompetencyjny z najważniejszym sądem w państwie?

Tego nie sposób zrozumieć. To wybieg, który zastosowali rządzący, żeby nie dopuścić do przyjęcia uchwały SN. Mówiąc obrazowo, ten (rzekomy) spór kompetencyjny jest jak porównywanie gruszek ze śliwkami. SN nie ma żadnych kompetencji, żeby wkraczać w dziedzinę ustawodawczą. Podobnie jak Sejm w obszar sądownictwa. Przejrzałem rzeczony wniosek i 90 proc. jego treści sprowadza się do przytaczania doktryny i orzecznictwa sądów o tym, czym zajmują się Sejm, Sąd Najwyższy i prezydent RP. Nic więcej, żadnych argumentów merytorycznych wskazujących na istnienie tego sporu.

Sąd Najwyższy, mimo decyzji I Prezes Trybunału Konstytucyjnego, rozpoczął obrady. Co stanie się z wydaną przez niego decyzją? Władza, powołując się na Trybunał Konstytucyjny, może jej nie uznać. Grozi nam wtedy dualizm prawny?

Niestety, musimy zakładać, że będziemy mieć dualizm prawny - jeden obieg prawny dla władzy i jej zaufanych sędziów, a drugi dla reszty środowiska sędziowskiego. W momencie, gdy zostanie przyjęta tzw. ustawa kagańcowa - nie mam złudzeń, że wkrótce to nastąpi - sytuacja dodatkowo się zaogni, bo jedna strona (minister sprawiedliwości i powołani przez niego rzecznicy dyscyplinarni) zyska narzędzia dyscyplinowania drugiej strony (sędziowie). Tymczasem przecież tutaj nie chodziło o zdymisjonowanie sędziów wybranych z naruszeniem prawa, tylko o wstrzymanie się przez nich od orzekania.

Prezydent Andrzej Duda nie zawetuje tzw. ustawy kagańcowej. Tak przynajmniej twierdzi jego były rzecznik prasowy:

Zobacz wideo

Jakie to wszystko będzie mieć konsekwencje dla systemu sądownictwa i szerzej dla całego wymiaru sprawiedliwości?

Nie mamy co liczyć na zmianę jakościową. Od czterech lat władze nie honorują niewygodnych dla siebie wyroków, decyzji i postanowień. Najpierw nie publikowały orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, potem powołano nową KRS mimo olbrzymich zastrzeżeń natury prawnej, wreszcie zignorowano wyrok Sądu Najwyższego. Jeśli SN wyda teraz uchwałę, ona też zostanie zignorowana. Nie miejmy złudzeń.

Co do praktycznych konsekwencji, to sędziowie w sądach zamiast przygotowywać się do spraw i orzekać, będą zajmować się tym, kto i dlaczego ma albo nie ma do tego orzekania prawa. Jak został powołany i kto za nim stoi? A muszą to robić, bo przepisy proceduralne nakładają na nich obowiązek kontroli prawidłowej obsady sądu, którego wyrok został zaskarżony.

Ingerencja Unii Europejskiej może tutaj cokolwiek zmienić?

Nawet jeśli TSUE wyda zabezpieczenie, to wiemy już, że rządzący takiego zabezpieczenia ws. tzw. ustawy kagańcowej nie będą honorować. Stworzą własną rzeczywistość prawną, w której to oni, a nie sądy polskie czy międzynarodowe, autonomicznie decydują o tym, które wyroki są obowiązujące, a które nie. To z kolei postawi nas poza nawiasem systemu prawnego Unii Europejskiej i narazi na wymierne kary, bo Unia nie może sobie na coś takiego pozwolić. Inaczej podobne rzeczy mogłyby się wydarzyć także w innych państwach członkowskich.

Więcej o:
Komentarze (130)
Uchwała Sądu Najwyższego. Spór o sądy. Wojciech Hermeliński.
Zaloguj się
  • jurek4491

    Oceniono 61 razy 57

    Panie sędzio - właśnie tak działa REŻIM .
    To wszystko zawdzięczamy WIEŚNIAKOM którzy głosowali na PiS .

  • lkolesio

    Oceniono 34 razy 32

    Mamy elitę prawniczą przy władzy przecież; żarłok Pawłowicz - pierdnie , beknie i orzeknie, Du.a rezydent bezprawia, ciumek esbek Piotrowicz, Wolfgangowa Przyłębska, leninista Kulawy Gnom, magister Zero Ziobro z przydupasami Kaletą i Ozdobą, zapasiony Święczkowski, hejterzy z MS Piebiak, Szmydt, Wytrykowski, fjut Cichowski, "mamusia płacze", kret Radzik, z MSWiA niewinny przestępca  Kamiński. W PiS-ich  łbach pustka hula jak wiatr po azjatyckich stepach

  • oloros11

    Oceniono 31 razy 29

    prosta droga do wyjścia z Unii
    może i dobrze - skończy się te pozorowane umizgi pisu
    rachunek przyjdzie szybko - nie będzie pieniędzy z Unii i szybko suweren przyjdzie podxiekowac

  • claudiusz

    Oceniono 27 razy 25

    wszystko wskazuje na to,ze mafijny pis juz wyprowadza Polske z EU bo nie jest w stanie zniesc jej krytyki..

  • munaciello

    Oceniono 27 razy 25

    Kochanowski miał rację: Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.
    Tego chciałeś suwerenie, dając dudy za 500 złotych?

  • nowyemeryt

    Oceniono 23 razy 23

    Dla obserwatora sceny politycznej od 30 lat , nie zaskakuje zachowanie PIS.
    Jarosław Kaczyński z PC zawsze miał osobowość destrukcyjną.
    Jego obsesje posiadania władzy są dla niego ważniejsze niż dobro RP.

  • enochnuckythompson

    Oceniono 16 razy 16

    Art. 127. Zamach stanu
    § 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu,
    podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
    § 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1,
    podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

  • marywil2012

    Oceniono 15 razy 15

    Pośrednio wywołaliśmy brexit. Bezpośrednio wywołamy polexit. Tylko niech mi ktonwytlumaczy dlaczego jedno i drugie tak bardzo odpowiada Putinowi?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX