W piątek rosyjskie ministerstwo obrony narodowej opublikowało skany dokumentów dotyczących m.in. wkroczenia Armii Czerwonej do Warszawy w 1945 roku. Zgodnie z oświadczeniem resortu w odtajnionych raportach znalazły się zapisy o "oddziałach Armii Krajowej, które unicestwiły pozostałych w mieście Żydów i Ukraińców".
>>> To był największy konflikt zbrojny w historii ludzkości. Zobacz wideo:
Do sprawy odniósł się Mateusz Morawiecki. Informacje, które znalazły się w odtajnionych dokumentach, nazwał "bredniami".
Ile jeszcze tego typu bredni potrafią spreparować ci, którzy przez kilkadziesiąt lat zbrodnię w Katyniu przypisywali Niemcom, nie przyznawali się do tajnych układów z Hitlerem w sierpniu 1939 roku, w wyniku których dokonano rozbioru Polski, czy wywołania głodu na Ukrainie na początku lat trzydziestych, w wyniku którego śmierć poniosło ponad osiem milionów Ukraińców, Rosjan, Kazachów i innych nacji wchodzących w skład ówczesnego Związku Sowieckiego?
- napisał na Facebooku polski premier. Dodał również, że wydawało mu się, że "świat z Orwella skończył się wraz z upadkiem systemu komunistycznego".
Czyżby jednak był jego wielki comeback made in Russia?
- zapytał we wpisie Mateusz Morawiecki.
Ujawnianie dokumentów przez Rosję skomentowało w piątek polskie MSZ.
W ‘45 Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy i została w Polsce na kolejnych 48 lat. Oznaczało to dekady komunistycznych opresji. Dopóki Rosja nie zaakceptuje własnej trudnej historii, Europa będzie zagrożona. Fałszowanie historii to realne zagrożenie tu i teraz
- zamieściło na Twitterze.
Do sprawy odniósł się również IPN, który stwierdził, że "dokumenty są materiałami wytworzonymi przez sowiecki i komunistyczny aparat represji i propagandy w latach 1944-1945".
Na Gazeta.pl gramy #JedenDzieńDłużej z WOŚP. Tutaj możesz wesprzeć naszą zbiórkę: