PO murem za Grodzkim. "Nie zostawimy go, Platforma pójdzie za nim w ogień. Nie będzie jak z Hanką"

Chociaż wymierzona w Tomasza Grodzkiego ofensywa prorządowych mediów nie słabnie, w Platformie Obywatelskiej ani myślą zostawiać marszałka Senatu samego. Tyle że na razie na liście priorytetów jest niżej niż wybory nowego szefa partii.

"My, wybrani przez naród senatorowie Rzeczypospolitej, wyrażamy solidarność i pełne poparcie dla Marszałka Senatu prof. dr. Tomasza Grodzkiego oraz potępiamy kłamliwą nagonkę prowadzoną przeciw niemu od dnia wyboru" - to początek oświadczenia senatorów Koalicji Obywatelskiej, PSL, Lewicy i niezrzeszonych w sprawie oskarżeń, które pod adresem marszałka Grodzkiego od wielu tygodni formułują media publiczne.

Dalej czytamy: "Potępiamy niepoparte żadnymi wiarygodnymi faktami pomówienia, prowokacje, a nawet próby przekupstwa, by osiągnąć zeznania oczerniające marszałka Grodzkiego. Zorganizowany i zmasowany atak na marszałka, prowadzony przez telewizję państwową opłacaną z pieniędzy podatników oraz jedną ze służb specjalnych, przypomina najgorsze praktyki sprzed roku 1989".

Podpisany przez senatorów i senatorki dokument kończy się zapewnieniem: "Marszałek Tomasz Grodzki ma nasze niesłabnące zaufanie, a jego bliscy wsparcie".

Grodzki przegrał z wyborami

Powyższa inicjatywa to pierwsze tak wyraźne, zorganizowane i zaplanowane wsparcie dla trzeciej osoby w państwie ze strony jego politycznego zaplecza. Wcześniej pomoc dla Grodzkiego była okazywana raczej spontanicznie w mediach społecznościowych i oficjalnych wypowiedziach polityków, a także w programach publicystycznych, w których temat oskarżeń pod jego adresem przewija się od wielu tygodni.

Dlaczego Koalicja Obywatelska nie podejmowała tego rodzaju inicjatyw wcześniej? Nasi rozmówcy - zarówno z KO, jak i z Kancelarii Senatu - w pierwszej kolejności podają jeden powód - wybory kierownictwa Platformy. To na wewnętrznej wyborczej walce jest dzisiaj skoncentrowana największa partia opozycyjna. Dopóki kampania się nie zakończy, zmiany priorytetów nie będzie.

Platforma nie staje na głowie w obronie Grodzkiego, bo dzisiaj wszyscy są pochłonięci wewnętrznymi wyborami. Jeśli odpuściliśmy kampanię Kidawy-Błońskiej, to co się dziwić, że to samo stało się z Grodzkim?

- pyta retorycznie polityk Koalicji Obywatelskiej.

Platforma rzuci się do obrony Grodzkiego, ale po 25 stycznia, czyli po wyborach nowego szefa. Nie pozwolą, żeby włos spadł mu z głowy. Ale najpierw trzeba poukładać partię od środka

- dodaje.

Mówi bliski współpracownik marszałka Grodzkiego: - Zachowanie Platformy w tej kwestii mnie nie dziwi. Platforma jest dziś mocno rozedrgana, pochłonięta wewnętrznymi wyborami. Dopóki nie zostaną zakończone, dopóki nie wyłonią się nowe władze, inne sprawy będą na marginesie. Zresztą może to nawet dobrze, że Schetyna nie zaangażował się przesadnie mocno w obronę Grodzkiego. Przecież te przedsięwzięcia, którymi ostatnimi czasy kierował nie wychodziły najlepiej.

Wśród polityków opozycji można też jednak usłyszeć wersję, aczkolwiek nie jest to wersja dominująca, że dotychczasowa zachowawczość Platformy we wspieraniu Grodzkiego była co prawda związana z wyborami w Platformie, ale w nieco innym kontekście. W PO nikt nie miał bowiem pewności, z którą frakcją gra Grodzki i kogo poprze w wewnętrznych wyborach. W związku z tym, żadne stronnictwo nie chciało inwestować w jego obronę więcej niż to konieczne dla zachowania twarzy przed PiS-em i mediami, bo nikt nie miał pewności, czy nie będzie to inwestycja chybiona.

- Wobec kampanii oszczerstw jedyne, co możemy zrobić, to okazać panu marszałkowi wsparcie polityczne. I to cały czas robimy. Zarówno w mediach tradycyjnych jak telewizja i radio, gdzie ten temat zajmuje dużą część programów publicystycznych, jak i w mediach społecznościowych. Przecież nawet w środę podczas konferencji prasowej przedstawiliśmy oświadczenie senatorów z pełnym poparciem dla marszałka Grodzkiego - przypomina w rozmowie z Gazeta.pl senator Bogdan Klich. Zaznacza też, że na spotkaniach z ubiegającymi się o stanowisko przewodniczącego PO Borysem Budką i Tomaszem Siemoniakiem sytuacja marszałka Grodzkiego był jednym z ważniejszych tematów. - Nie mam poczucia, że coś tutaj zaniedbujemy - ocenia były szef MON.

Jego partyjna koleżanka Agnieszka Pomaska zauważa, że tak naprawdę Platforma nie ma i nie miała w tej sprawie wielkiego pola manewru.

Ile razy można powtarzać, że ktoś nie jest wielbłądem? Pan marszałek przyjął słuszną strategię z kierowaniem pozwów w obronie swojego dobrego imienia, a my okazujemy mu wsparcie polityczne, gdy tylko jest to możliwe

- podkreśla.

Szarża mediów publicznych

Niezdecydowanie i zachowawczość Platformy skrzętnie wykorzystały TVP i TVP Info, publikując kolejne materiały, w których zarzuca marszałkowi Grodzkiemu przyjmowanie łapówek w czasie, gdy był dyrektorem Szpitala im. A. Sokołowskiego w Szczecinie Zdunowie.

Zdecydowana większość oskarżeń pod adresem Grodzkiego ma charakter anonimowy. Sam marszałek Senatu zapowiedział, że wobec osób, które pod nazwiskiem zarzucają mu łapówkarstwo podjął i będzie podejmować stanowcze kroki prawne. Pierwsze pozwy o ochronę dóbr osobistych zostały już złożone.

To jednak nie zniechęca przeciwników Grodzkiego. 7 stycznia Radio ZET poinformowało, że Tadeusz Staszczyk, jeden z byłych pacjentów marszałka Senatu, był nakłaniany przez nieznanego mu mężczyznę do podpisania oświadczenia, potwierdzającego, że Grodzki chciał od niego łapówki w wysokości 5 tys. zł za przeprowadzenie operacji.

Niemal natychmiast prorządowe media podały, że 90-latek, który nie dał się namówić na oczernienie polityka opozycji, jest byłym funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Na dowód dziennikarze przedstawili dotyczące przeszłości seniora dokumenty z Instytutu Pamięci Narodowej. Staszczyk rzeczywiście pracował w UB i SB - od listopada 1950 do lutego 1957 roku; przeszedł drogę od młodszego referenta do oficera szkoleniowego - ale nie przez 30 lat, jak utrzymywały niektóre sprzyjające rządowi redakcje, tylko przez ponad sześć.

W prorządowych mediach błyskawicznie pojawiły się nagłówki i "paski" dyskredytujące zarówno samego mężczyznę, jak i jego zeznanie - "Agent Staszczyk - świadek Grodzkiego donosi na żonę" czy "Ubek z konferencji Grodzkiego donosił na swoją żonę". - Czuję się zaszczuty. Podawane są nieprawdziwe rzeczy. Odbywa się na mnie nagonka, bo nie chciałem oczernić prof. Grodzkiego. A ja tylko uważałem, że nie mogę zniesławiać człowieka. To byłoby przestępstwo. Gdybym oczernił i wziął za to pieniądze, to wtedy byłoby dobrze? - przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" 90-latek.

"Bierze to na klatę"

To nie jest mały chłopczyk. Wiedział, na co się pisze, wiedział, że będzie ostro

- mówi o Grodzkim pracownik Kancelarii Senatu. I dodaje: - Ale to go nie rusza. Rusza go to, że cała sprawa, z oczywistych względów, uderza w jego rodzinę. Żona i córki źle znoszą słuchanie dzień w dzień o tym, że niby ich ojciec był łapówkarzem.

Inny z naszych rozmówców z Kancelarii Senatu:

Dobrze znosi presję, mam wrażenie, że to go nakręca i mobilizuje do walki. Na razie wszystko bierze na klatę. Już na samym początku powiedział, że będzie ciężko, że będą nas zwalczać wszelkimi metodami, że musimy być na to przygotowani. Ale nie wiem, czy przypuszczał, że przyjmie to aż takie rozmiary

Politycy, których pytamy o Grodzkiego przyznają, że podczas rozmów i spotkań marszałka Senatu z czołowymi politykami Platformy atmosfera jest dobra i czuć wsparcie partii. Oznak zniecierpliwienia czy paniki z powodu kampanii prorządowych mediów nie ma. Przynajmniej na razie.

Sam Grodzki w rozlicznych wywiadach, których udziela w ostatnim czasie, powtarza jak mantrę, że w Senacie ma misję do wykonania, że kluczowa jest walka o europejskie wartości (m.in. praworządność), że zarzuty wobec niego są sfabrykowane i nie zamierza podawać się do dymisji.

W międzyczasie robi swoje - stara się do maksimum wykorzystać zarówno możliwości, jakie daje mu funkcja marszałka Senatu, jak i kompetencje samej izby wyższej. Organizuje spotkania z ambasadorami, osobiście rozmawiał z wiceszefową Komisji Europejskiej Verą Jourovą, zaprosił do Polski Komisję Wenecką w związku z tzw. ustawą kagańcową wobec sędziów. Do tego w Senacie odbywają się liczne konferencje i panele dyskusyjne.

- Gdyby nie on, to wszystko nie miałoby miejsca. Choćby z tego powodu dla opozycji wciąż jest atutem. To dlatego tak irytuje PiS i związane z nimi media - mówi nam osoba z otoczenia Grodzkiego. - Pokazał, że ten Senat wcale nie jest atrapą i wydmuszką, za jaką wszyscy go mieli - dodaje z kolei polityk Koalicji Obywatelskiej, z którym rozmawiamy o marszałku.

Grodzki to nie Hanka

W Koalicji Obywatelskiej z Grodzkiego i sposobu sprawowania przez niego funkcji marszałka Senatu też są zadowoleni. Jest aktywny, broni wartości ważnych dla opozycji, a ponadto irytuje "dobrą zmianę", co jest dla Platformy dodatkowym bonusem.

Działa na PiS tak jak kiedyś Tusk. Dostają amoku, tracą nad sobą kontrolę, tylko patrzeć, jak się przez to ośmieszą

- porównuje jeden z naszych rozmówców.

Wobec powyższego, koledzy i koleżanki z partii łatwo są w stanie wybaczyć Grodzkiemu zachowania, których mógłby (powinien?) unikać. Jak ciągłe opowiadanie o tym, że jest trzecią osobą w państwie, odmienianie przez wszystkie przypadki słowa "misja" czy puszczanie na konferencji prasowej nagrania ze smartfona. 

Wiceszef Platformy Borys Budka zapewnił w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl", że cała partia stoi murem za marszałkiem Grodzkim:

Zobacz wideo

W zgodnej ocenie naszych rozmówców Grodzki jest dziś największym atutem opozycji. To w końcu jedyny polityk z tego obozu politycznego, który ma realny wpływ na bieg wydarzeń i ważną z punktu widzenia politycznego funkcjonowania państwa instytucję. Właśnie dlatego stał się wrogim publicznym numer jeden dla "dobrej zmiany".

- Tutaj nie chodzi o prawdę czy fakty, a o wykończenie politycznego przeciwnika tylko dlatego, że nie jest z PiS-u i że Senat nie jest kontrolowany przez PiS - mówi o atmosferze wykreowanej wokół marszałka Senatu posłanka Agnieszka Pomaska.

Wszyscy stoją murem za marszałkiem Grodzkim, bo każdy ma świadomość, że może być następny

- dodaje.

Nasze źródła z Kancelarii Senatu przyznają, że politycy PiS-u nawet nie kryją się z tym, że utrata kontroli nad izbą wyższą parlamentu była dla nich bolesnym ambicjonalnym ciosem. Jeden z rozmówców Gazeta.pl przytacza nawet wypowiedź byłego marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który podczas pewnej oficjalnej uroczystości w prywatnej rozmowie stwierdził: "My tam jeszcze wrócimy".

To tylko utwierdza działaczy i polityków Platformy w tym, że nie wolno im poświęcić Grodzkiego. Niezależnie od tego, jak zaciekle i jak długo będzie atakowany przez politycznych przeciwników. A w PO spodziewają się, że może to trwać jeszcze wiele miesięcy. Cel PiS-u jest prosty - zdyskredytować Grodzkiego na tyle, żeby opozycja musiała go wymienić na kogoś innego; wówczas nadarzyłaby się kolejna szansa do przeciągnięcia na swoją stronę kilku opozycyjnych senatorów i przeforsowania swojego marszałka.

- Od początku powtarzałem, że większość dla Zjednoczonej Prawicy w Senacie pojawi się prędzej czy później. Dalej to podtrzymuję. Takie są procesy polityczne, które obserwowaliśmy już w poprzednich kadencjach - zapewniał jeszcze na początku grudnia w rozmowie z Gazeta.pl europoseł PiS-u i były wicemarszałek Senatu Adam Bielan.

W Platformie nikt jednak nie myśli o wymianie Grodzkiego ani o zostawieniu go na pastwę PiS-u.

Nie zostawimy go, Platforma pójdzie za nim w ogień. To nie jest sytuacja jak przed laty z Hanką (Gronkiewicz-Waltz - przyp. red.), gdzie popieraliśmy ją, ale była też chłodna kalkulacja i w pewnym momencie ją odpuściliśmy. Tutaj to nie wchodzi w grę

- słyszymy od jednego z byłych sztabowców PO. - Będziemy go bronić jak niepodległości. To trzecia osoba w państwie, nasz największy obecnie atut w realnej polityce, a poza tym robi w Senacie dobrą robotę - dodaje polityk.

Więcej o:
Komentarze (211)
Tomasz Grodzki oskarżany o branie łapówek. PO stoi za nim murem
Zaloguj się
  • 12saurom

    Oceniono 3 razy -1

    Oto standardy PO partii putinowskiej.

    W każdym demokratycznym państwie polityk podejrzany o popełnienie przestępstwa winny przestępstwa odchodzi z polityki.

    Tak jest w każdym kraju a w Polsce PO możesz być pedofilem gwałcicielem mordercą złodziejem oszustem a partia PO będzie cię broniła a żaden sędzia nie będzie cię sądził a nawet jak staniesz przed sądem wystarczy, że pojedziesz do Piaseczna dasz w łapę sędziemu i będziesz uniewinniony

  • tornemorgren

    Oceniono 3 razy -1

    Dopóki jesteś w platformie będziemy cię ku... bronić jak niepodległości....

  • tornemorgren

    Oceniono 3 razy -1

    Gdyby chciał rzeczywiście na drodze prawnej dochodzić sprawiedliwości to pozywałby na gruncie cywilnym. Mecenasik w sądzie karnym będzie rzeźbił aż wszyscy będą mieli inne tematy. Jak jego ziom zwany koniem.

  • tuskaczor

    Oceniono 3 razy -1

    trzeci król cierpi na manię wielkości

  • tuskaczor

    Oceniono 3 razy -1

    biedroniek nie da się prowadzić na smyczy, no ale jak założyć smycz na fajfuska?

  • necr0c0w

    Oceniono 3 razy -1

    Że będą go bronić jak niepodległości to zapowiedzieli, ustami posła Neumanna, jeszcze zanim w ogóle został wybrany na senatora. Cóż za dalekowzroczna partia z tej Platformy O ;)

  • wgrego

    Oceniono 3 razy 1

    pisowska bolszewia się nie cofnie, ale normalna Polska ma za dużo do stracenia...

  • padalec_zly

    Oceniono 2 razy -2

    Nigdzie nie moge znalezc informacji, czy pani ktora bronila PANA MARSZALKA przed napascia kamerzysty TVP wyszla juz ze szpitala? Ktos cos wie, prosze o pomoc.

  • masz01

    Oceniono 2 razy -2

    To jest prawdziwy kandydat PO na prezydenta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX