Stanisław Karczewski żali się, że nie był nazywany "trzecią osobą w państwie", a Grodzki jest

- Utrzymanie pana senatora Grodzkiego na pewno kosztuje dwu-, trzykrotnie więcej państwo niż ta moja willa - mówił w Radio ZET wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski, odnosząc się do sprawy zajmowanej przez siebie willi, gdy pełnił marszałka. Napomknął też, że gdy to on przewodził izbie wyższej, to nikt "nie mówił mu, że jest trzecią osobą w państwie".

Wicemarszałek Senatu, a były przewodniczący izby wyższej, Stanisław Karczewski był w Radio ZET pytany o swoje odczucia właśnie na temat utraty stanowiska. Jak zapewniał polityk Prawa i Sprawiedliwości, mniej obowiązków oznacza dla niego "nieco więcej czasu na refleksję".

Karczewski: Nikt mi nie mówił, że jestem trzecią osobą w państwie

Gdy prowadząca Beata Lubecka napomknęła, że mimo wszystko to stanowisko wiąże się z "władzą i prestiżem", a marszałek Senatu to trzecia osoba w państwie, Karczewski odparł:

Ja o tym słyszę w tej kadencji ciągle, że to jest trzecia osoba w państwie. (...). Taka jest prawda, ale jak to ja byłem tą trzecią osobą w państwie, to nikt mi nie mówił, że jestem trzecią osobą w państwie.

Karczewski zastrzegł przy tym, że wcale nie chce w ten sposób mówić, że był dyskryminowany, próbował nawet żartować: - Raz ja powiedziałem żonie: "Słuchaj, ja jestem trzecią osobą w państwie". Po czym - według jego relacji - wycofał się z dyskusji "na zbyt wysokim poziomie emocji".

Karczewski: Utrzymanie Grodzkiego kosztuje 2-3 razy więcej

W kontekście zajmowanego przez Karczewskiego wcześniej stanowiska wrócił temat rządowej wilii wynajmowanej dla niego, gdy był marszałkiem Senatu. Miesięcznie kosztowało to budżet 5,6 tys. zł. Lubecka wspomniała, że po przegranych dla PiS wyborach w Senacie, polityk musiał - już jako wicemarszałek - wyprowadzić się z willi. Mówiła też o kosztach wynajmu.

Stanisław Karczewski zareagował na to od razu przyrównaniem się do swojego następcy, Tomasza Grodzkiego:

Utrzymanie pana senatora Grodzkiego na pewno kosztuje dwu-, trzykrotnie więcej państwo niż ta moja willa. Marszałek mieszka w Szczecinie, tam jeździ BOR i BOR musi wynajmować z kolei tam pokoje. Jeden z dziennikarzy napisał, że pan marszałek nie ma ochrony ma ochronę od samego początku.

W kontrze Karczewski usłyszał, że Grodzki może i jeździ do Szczecina, ale mieszka w pokoju sejmowym w Warszawie. Wicemarszałek Senatu zripostował:

No dobrze, ja też mieszkam w tej chwili w skromnym mieszkaniu, no i co, jakoś tym tak bardzo nie epatuję.

Później dodał jeszcze, że przyjmował tam ważnych gości, wtrącił też, że w ten sposób "nie musiał chodzić do restauracji Sowa i Przyjaciele", co było nawiązaniem do spotkań polityków PO w tym lokalu - były nagrywane, a ich ujawnienie zapoczątkowało tzw. aferę taśmową. Na koniec Karczewski zapewnił, że w sprawie tej wilii "nie ma sobie nic do zarzucenia".

Wicemarszałek Senatu po opuszczeniu willi: Mam dużo książek, nie wiem, jak je pomieszczę

Co istotne, Karczewski mówił, że "nie epatuje" tym, że przeniósł się z willi do skromniejszego mieszkania. Tymczasem na początku grudnia w rozmowie z "Super Expressem" opowiadał o swoich przenosinach na Powiśle w następujący sposób:

Trzy malutkie pokoje, mała kuchnia, mała łazienka i mały gabinet, kiedyś już tam mieszkałem. Mam bardzo dużo książek i nie wiem, jak je tu teraz pomieszczę, będę musiał chyba je zawieźć do domu w Przytyku pod Radomiem.
Więcej o: