"Desperacja i szamotanina" prof. Grodzkiego. Marszałek Senatu jest wrogiem nr 1, ale też łatwym celem

Jacek Gądek
Marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki jest dziś wrogiem numerem jeden dla obozu PiS. Jest też bardzo łatwym celem. Oskarżenia lekarza o branie kopert trafiają na bardzo podatny grunt społeczny, bo niemało pacjentów lub ich bliscy takie koperty lekarzom wręczało. Grodzki desperacko się broni, a opozycja jego już tylko rytualnie.

Poseł z klubu PiS nie domaga się dymisji marszałka Grodzkiego. Dlaczego? Zobacz nagranie:

Zobacz wideo

W świetle prawa prof. Tomasz Grodzki jest czysty jak łza - ani skazany, ani oskarżony. Ale jego reputacja jest już w stanie opłakanym.

Mówi prof. Antoni Dudek, historyk i politolog z UKSW: - Prof. Grodzki ma problem wizerunkowy. Opozycja nie ma jednak wyboru i musi go trzymać na sztandarze. Obrona przez opozycję jest rytualna, bo sami są trochę zaskoczeni tą sytuacją. Gdyby opozycja podejrzewała, że taka historia się wydarzy, to by wskazała innego marszałka niż Grodzki. Kandydatur było przecież kilka i to mocno prześwietlanych, a Grodzki był dość anonimową postacią.

Świadkowie podwyższonego ryzyka

Upublicznione oskarżenia pod jego adresem, że prof. Grodzki brał koperty od pacjentów, póki co są anonimowe. Niemniej zeznania na prokuraturze i CBA świadkowie składają już pod nazwiskami i groźbą kary za fałszywe zeznania. CBA usilnie szuka świadków, którzy obciążą Grodzkiego, zapewniając przy tym, że świadkowie, którzy wręczali łapówki mogą skorzystać z tzw. klauzuli niekaralności.

Z drugiej strony sam Grodzki zaprezentował nagranie świadectwa Tadeusza Staszczyka. To już nie jest żaden anonim z zakrytą twarzą, ale jednak z bardzo ograniczoną wiarygodnością. Staszczyk opowiada bowiem: przyszedł do niego smutny pan i wyjął z portfela 5 tys. złotych, a w zamian Staszczyk miał napisać na kartce, że kiedyś wręczył Grodzkiemu łapówkę.

W historiach wokół Grodzkiego ryzyko konfabulacji jest bardzo duże. Dlaczego? Zacznijmy od samego Staszczyka. Pan ma 90 lat, co wiąże się już z ryzykiem intelektualnych dysfunkcji. Grodzki, ratując go, wyciął mu nowotwór, więc pacjent ma prawo czuć wielką wdzięczność i chcieć mu pomóc. Świadek zamiast do prokuratury poszedł do kolejnych mediów. Ma też życiorys - pracę w UB i donoszenie nawet na własną żonę i rodzinę - który rodzi niechęć do PiS. Brak natomiast innych świadków na potwierdzenie, że taka niemoralna propozycja padła.

Nie sposób w tym momencie przesądzić, ale wiarygodność tej historii stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Prof. Dudek się dziwi: - Marszałek wyciąga telefon i puszcza nagranie starszego pana, który go broni, a zaraz potem okazuje się, jaki ten świadek ma życiorys. Przecież przeszłość tego człowieka szybko można było sprawdzić w katalogu IPN.

"W obronie Grodzkiego desperacja i szamotanina"

Z drugiej strony oskarżenia byłych pacjentów pod adresem Grodzkiego, że brał od nich pieniądze też wymagają dokładnego prześwietlenia - tu też są ryzyka. Bo oskarżenia dotyczą dawnych lat. Bo niektórzy pacjenci mogą być rozżaleni, gdyż operacje się nie udały. Bo mogą z motywacji politycznej konfabulować, przejaskrawiać albo zwyczajnie nie mieć świadomości, że płacili na jakąś fundację, a nie do kieszeni lekarza.

Zanim sądy - a nie prokuratura czy CBA, które są pod nadzorem polityków - rozstrzygną o prawdziwości oskarżeń i zeznań, a w pozytywnym dla Grodzkiego scenariuszu oczyszczą go z wszelkich zarzutów, marszałek będzie mógł to uczcić jak na stypie. Dlaczego? Bo opozycja, choć odniosła sukces odbijając Senat, potem nie udźwignęła jego ciężaru, a sam Grodzki plącze się, bo raz przyznaje, że przyjął 2 tys. zł, ale w swoim prywatnym gabinecie, a innym razem mówi, że wizyty kosztowały u niego 150-200 zł. A ponadto - podkreślał Grodzki - prywatnie pacjentów miał przyjmować sporadyczne, ale w swoim ostatnim oświadczeniu majątkowym wpisał kwotę 270 tys. zł przychodu (183,5 tys. zł dochodu) z prywatnej praktyki lekarskiej.

- Jest w obronie Grodzkiego desperacja i szamotanina - ocenia prof. Dudek.

Podatny grunt dla oskarżeń o łapownictwo

Prof. Grodzki jest miłośnikiem szybkich i luksusowych samochodów, ma do nich - jak sam przyznał - "personalny stosunek". Ma też pokaźny majątek - dom, akcje, oszczędności. I nie ma w tym niczego dziwnego. Wszak świetnie wykształcony lekarz, który uratował już wiele żyć, profesor, dyrektor w szpitalu, wykładowca, właściciel prywatnego gabinetu lekarskiego (wszystko to w jednym Tomaszu Grodzkim) powinien bardzo dużo zarabiać, by nie musieć uciekać na Zachód.

Jeśli jednak ten majątek jest pokaźny, a marszałek jest posądzany o łapownictwo, to kryzys wizerunkowy jest gotowy. Zwłaszcza, że oskarżenia trafiają na bardzo podatny grunt. Rzeczywistość polskiej służby zdrowia była i dziś wciąż nieraz jest bowiem brutalna.

Bądźmy szczerzy: kto z nas albo z naszych bliskich nie dał lekarzowi dowodu wdzięczności? Albo bez sensu chadzał na prywatne wizyty do lekarza, by potem być lepiej potraktowanym w publicznym szpitalu, w którym też pracuje? Takie praktyki są faktem i powodują społeczną niechęć do lekarzy, nawet jeśli mnóstwo z nich to wspaniali ludzi w beznadziejnym systemie. Ta niechęć brać też się może choćby z przekonania niektórych pacjentów, że skoro się nie dali koperty, to potem zostali źle potraktowani, choć w rzeczywistości powodem może być zapaść służby zdrowia, a nie czyjaś zła wola.

Obóz PiS ma wprawę w eksploatowania pokładów społecznej niechęci do lekarzy. W 2007 r. ówczesny marszałek Sejmu Ludwik Dorn - dziś bardzo krytyczny wobec PiS - popisał się bon motem "pokaż lekarzu, co masz w garażu". Tak się składa, że prof. Grodzki jest miłośnikiem drogich samochodów i - nawet jeśliby był najuczciwszym człowiekiem na świecie - to łatwo go wpasować w stereotyp bogatego, biorącego w łapę lekarza. Daje to pożywkę dla propagandy obozu władzy.

Prof, Dudek: - PiS na pewno korzysta na niechęci społecznej do lekarzy. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie prywatna służba zdrowia nie istnieje, więc daje pod stołem.

Z wyborcą nie rozmawia się po łacinie

Styl prof. Grodzkiego też jest kłopotem. Zbyt wyniosły i egzaltowany.

Jeśli marszałek chce nawiązać kontakt z ludem, to nie zaczyna swojego orędzia od łaciny. Tymczasem prof. Grodzki w swoim świątecznym orędziu w pierwszych słowach wypalił "alteri vivas oportet si tibi vis vivere" (na ile żyjemy dla innych, na tyle żyjemy dla siebie). Maksyma to piękna, ale całość zabrzmiała jak świeckie kazanie wygłoszone z wysokiej ambony. Z masowym wyborcą nie można się tak komunikować.

Oczywiście, patos jest potrzebny, ale prof. Grodzki ten patos przedawkowuje. Zwiększa dystans, zamiast go skracać. Zamiast budować w ludziach przekonanie, że dzięki niemu będą mądrzejsi, mimowolnie buduje przekonanie, że są przy nim głupsi.

Widać po Grodzkim brak politycznych szlifów. W Sejmie jest zresztą dopiero od 2015 r. Ale w wielkiej polityce raptem od paru miesięcy. Był jedynym senatorem, na którego w Senacie zgodziła się cała opozycja i jako nowicjusz na tak wysokim stanowisku był ryzykownym wyborem. Wypłynął w momencie, gdy ogłosił, że nie dał się przekupić PiS-owi w zamian za stołek ministra zdrowia. PiS zaprzecza, by chciało go zwerbować, a on sam nigdy nie podał, kto konkretnie rzekomo złożył mu ofertę transferu. Dziś nie ma znaczenia to, czy Grodzki okazał się być niezłomny bez powodu. Z pewnością jednak narracja o niezłomności pomogła mu we wspinaczce na fotel marszałka.

Sprawa rozstrzygnie się nie przed sądem, ale telewizorem

Pełnomocnikiem prof. Grodzkiego jest dziś mec. Jacek Dubois. Świetny prawnik związany ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej. Ślą oni do sądów prywatne akty oskarżenia wobec dwóch dziennikarzy mediów publicznych i prof. Agnieszki Popieli, która jako pierwsza - w listopadzie - pisała, że była "pod presją psychiczną" ze strony Grodzkiego, by zapłacić 500 dolarów, gdy była operowana jej matka. Z tych twierdzeń częściowo się wycofała, bo - co było wątpliwe, ale praktykowane z uwagi na biedę szpitali - pieniądze miały iść na przyszpitalną fundację, a nie do kieszeni prof. Grodzkiego.

To jednak - nawet, jeśli brzmi brutalnie - nie sądy zdecydują o wiarygodności i przyszłości prof. Grodzkiego, ale widz oglądający go i jego oskarżycieli w telewizji.

A Grodzki to jeszcze atut czy już balast? Prof. Dudek: - Jest znakiem zapytania. Sprawa się jeszcze nie rozstrzygnęła. Grodzki byłby atutem opozycji, gdyby nie powtarzające się zarzuty o przyjmowanie łapówek, które będą się za nim ciągnęły. Skończy się procesami o zniesławienie, a te w Polsce ciągną się bardzo długo. Upatrywanie w Grodzkim jednoznacznie pozytywnego polityka i czołowej postaci opozycji jest obciążone tą sprawą. W ciągu tego roku okaże się, czy uda mu się przesłonić sprawę tych zarzutów swoimi spektakularnymi posunięciami.

Ostrzał Grodzkiego prowadzony przez cały obóz PiS jest jednak - jak na standardy tej formacji - mimo wszystko dość stonowany. PiS ma bowiem traumę po starciu z innym lekarzem, doktorem Mirosławem Garlickim. W czasie pierwszych rządów PiS ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wprost stwierdził w 2007 r., że "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Stawiano mu zarzuty korupcji i zabójstwa pacjenta, ale potem sądy go uniewinniały, a Ziobro musiał przepraszać. Dziś czołowi politycy PiS hamują się w krytyce Grodzkiego - tę rolę pełnią media sprzyjające obozowi władzy.

Grodzki przestaje dawać nadzieję wyborcom opozycji

Czy prof. Tomasz Grodzki jest nadzieją opozycji?

Mówi prof. Antoni Dudek: - Wyborcy opozycji najpierw wyklną PiS od najgorszych, ale zapytani o opozycję głęboko westchną z rezygnacją, bo brakuje im nowych liderów. A jak już się pojawił prof. Grodzki, to od razu pojawiły się też zarzuty o łapownictwo.

Czy marszałka opozycja może jednak wymienić?

- Zmiana marszałka Senatu jest realna, ale w scenariuszu katastrofalnym dla opozycji. Jeżeli Andrzej Duda wygra wybory prezydenckie, to PiS ponowi próbę odbicia Senatu i odwołania Grodzkiego - odpowiada historyk.

Więcej o:
Komentarze (848)
"Desperacja i szamotanina" prof. Grodzkiego. Marszałek Senatu jest wrogiem nr 1, ale też łatwym celem
Zaloguj się
  • droch

    Oceniono 167 razy 137

    Typowo profesorsko-symetryczne międlenie. Nie ma żadnych zarzutów, jest szczucie w esbeckim stylu.

  • lew1313

    Oceniono 82 razy 62

    A ja sądzę, że gdyby na marszałka wybrano kogokolwiek innego z opozycji, to takie podłe ataki też miałyby miejsce. Bo prezes K, mający na swoich usługach takich wytresowanych przez siebie pisowskich plugawców, tak czy siak zlecałby masowe ataki na marszałka, kimkolwiek by on nie był.
    Grodzki jest lekarzem, więc uderzają go od strony jego zawodu, bo w naszym wrednym narodku takich usłużnych "świadków" jakichś rzekomych łapówek łatwo znaleźć. W wypadku na przykład Borowskiego walono by w niego jego komunistyczną przeszłością i kolejną rzeszą "naocznych świadków" jego rzekomej podłości, natomiast w Borusewicza uderzano by z kolei od strony jego "rzekomej" (a nie prawdziwej, ależ!) działalności opozycyjnej za PRL-u.
    I tak dalej... bo wytresowani przez swojego właściciela pisuary już po prostu tacy podli są, i tyle. Nie mają honoru, kręgosłupów, własnej woli - są po prostu gotowymi na każde zawołanie wykonawcami woli wodza, bez dyskusji!

  • 1janeczek2

    Oceniono 83 razy 55

    Po tak "dogłębnej" analizie prof. Dudka to już nie ma nic do dodania. Czekamy jeszcze na opinię Profesora o meteorycie, który leci w stronę Ziemi

  • jael53

    Oceniono 74 razy 54

    I tak przygotowuje się grunt do zaszczucia człowieka. Jak wiadomo, media są od powtarzania tego, co już inne media powiedziały. Ludziom z niedługa pamięcią przypomnę: podobnie "załatwiono" Bronisława Komorowskiego - klecąc prymitywne kalumnie i powtarzając je przez blisko 1,5 roku.
    Szkoda Tomasza Grodzkiego; zwłaszcza gdy jest narażony nie tylko na pomówienia i potwarze, ale też na dobre redy w rodzaju "nie należy mówić po łacinie". I co dalej? Że się czyta Tomasza Manna i ze Mrożek bawi też zmilczeć należy? No to potem proszę się nie dziwić, że Edek rządzi.

  • aeromonas

    Oceniono 71 razy 51

    "Gdyby opozycja podejrzewała, że taka historia się wydarzy, to by wskazała innego marszałka niż Grodzki."
    Dawno nie czytałam większej bzdury. Ktokolwiek byłby opozycyjnym marszałkiem, byłby atakowany przez PiS tak samo - bezpodstawnie i po chamsku. Murem za profesorem Grodzkim i przestańcie wpadać w retorykę PiS!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX