Radny PiS miał zataić dochody. Odniósł się do Pawła Adamowicza: "Daleko mi do zasztyletowanego samorządowca"

Radny powiatu złotoryjskiego Lech Olszanicki miał zataić w oświadczeniu majątkowym dochody z diet za 2018 rok. W przesłanym piśmie samorządowiec wybrany z list PiS kpi z zabitego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
Zobacz wideo

O sprawie nieścisłości w oświadczeniu majątkowym przewodniczącego klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości w powiecie poinformował portal 24Legnica.pl. Radny PiS Lech Olszanicki w oświadczeniu za 2018 rok nie uwzględnił dochodu z diet, które wyniosły 1657,18 złotych.

Radny PiS komentuje nieścisłości w oświadczeniu majątkowym: "daleko mi do zasztyletowanego samorządowca, bodajże z Gdańska"

Po opublikowaniu artykułu radny złożył w urzędzie skarbowym wyjaśnienia, w których winą za nieścisłości obarczył oprogramowanie i formularz komputerowy. Lech Olszanicki nie złożył korekty swojego oświadczenia - zamiast tego wystosował pismo do przewodniczącego rady powiatu w Złotoryi Łukasza Horodyskiego. W piśmie tym wyraźnie nawiązuje do Pawła Adamowicza i jego żony Magdaleny:

Jak widać daleko mi do zasztyletowanego samorządowca, bodajże z Gdańska, który nie wykazał 37 kont bankowych i kilkanaście nieruchomości gruntowych i niezabudowanych. Nie potrafił wykazać źródeł takiej fortuny. Obecnie jest czczony na sesji Rady Powiatu i przez totalną opozycję. Wyborcom zasztyletowanego podczas imprezy WOŚP prezydenta nie przeszkadza też majątek żony, która została nagrodzona dietą w Parlamencie Europejskim.

Dalej radny PiS ze Złotoryi podkreśla, że jego oświadczenia majątkowe "są przejrzyste" i znane organom skarbowym. Chociaż Lech Olszanicki miał taką możliwość, nie złożył prawidłowego oświadczenia majątkowego za 2018 rok. Wcześniej na Facebooku polityk komentował, że nikt "o zdrowych poglądach" nie powinien interesować się źródłami dochodów innych osób.

Prezydent Gdańska składał korekty dotyczące oświadczeń majątkowych z lat 2010-2012. Jak informowała trójmiejska "Gazeta Wyborcza" Paweł Adamowicz złożył u wojewody pomorskiego pięć poprawek dotyczących tych oświadczeń. Korekty uwzględniały m.in. środki, które według polityka należały do jego córek i były darowiznami od dziadków.