Kancelaria Dudy stawia warunki ws. wyjazdu do Izraela. Nieoficjalnie: Dotyczą wystąpienia Putina

Prezydent Andrzej Duda w trakcie uroczystości w jerozolimskim instytucie Yad Vashem chce wystąpić tuż przed lub tuż po prezydencie Rosji Władimirze Putinie - wynika z nieoficjalnych informacji portalu Rmf24.pl. Nadal jednak nie zapadła ostateczna decyzja, czy polski przywódca pojawi się na obchodach 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz.

"Gazeta Wyborcza" poinformowała w piątek, że prezydent Andrzej Duda nie pojedzie do Izraela na obchody 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Uroczystości w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie zaplanowano na 23 stycznia. Z ustaleń "GW" wynikało, że powodem jest m.in. fakt, że jednym z głównych gości na uroczystości będzie prezydent Rosji Władimir Putin.

- Nie ma takiej decyzji. My od jesieni ze stroną izraelską rozmawiamy, przedstawiliśmy stronie izraelskiej nasze oczekiwania co do przebiegu tych uroczystości i co do tego też, jak my widzimy rolę polskiego prezydenta w czasie tych uroczystości - skomentował w radiowej Jedynce szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski.

- Oczywiste jest, że ten scenariusz, w którym prezydent Putin jest głównym gościem, głównym mówcą i tak naprawdę stwarza się mu tam, na terenie Yad Vashem możliwość kontynuowania tych obraźliwych i kłamliwych tez na temat przebiegu i przyczyn drugiej wojny światowej jest dla nas nie do zaakceptowania

- dodał. 

>>> Coraz więcej Rosjan pozytywnie ocenia Stalina

Zobacz wideo

Kancelaria Prezydenta stawia warunki

Jak podaje Rmf24.pl, warunkiem, jaki postawiła strona polska, jest zagwarantowanie Andrzejowi Dudzie wystąpienia podczas uroczystości, najlepiej tuż przed lub tuż po wystąpieniu prezydenta Rosji Władimira Putina.

"Polscy politycy - nie bez podstaw - obawiają się, że podczas jerozolimskich uroczystości upamiętniających wyzwolenie Auschwitz Putin obarczy Polskę odpowiedzialnością za zagładę Żydów" - informuje portal, który dodaje, że Andrzejowi Dudzie zależy na pokazaniu "kto był ofiarą, a kto współagresorem".

Władimir Putin oskarża Polskę o zmowę z faszystami

W grudniu rosyjski prezydent Władimir Putin oskarżył Polskę o zmowę z faszystowskimi Niemcami, a przedwojennego ambasadora naszego kraju w Berlinie Józefa Lipskiego nazwał "łajdakiem i antysemicką świnią". Stwierdził też, że przyczyną drugiej wojny światowej był nie pakt Ribbentrop-Mołotow, a pakt monachijski z 1938 roku. Jego słowa poparli rosyjscy politycy - m.in. deputowany rosyjskiej Dumy Wiaczesław Nikonow, wnuk Wiaczesława Mołotowa.

Na oczerniające Polskę słowa prezydenta Rosji odpowiedział m.in. premier Mateusz Morawiecki. "Prezydent Putin wielokrotnie kłamał na temat Polski. Zawsze robił to w pełni świadomie" - napisał w wydanym przez siebie oświadczeniu. W sprawie reagowało również MSZ. Do resortu spraw zagranicznych wezwano ambasadora Rosji w Polsce Siergieja Andriejewa.

Więcej o: