Krzysztof Śmiszek: Nie zostanę kandydatem Lewicy na prezydenta. Ale będę w jego sztabie

Jacek Gądek
- Będę jedną z osób ze ścisłego sztabu kandydata. Sam nie będę kandydował - mówi dla Gazeta.pl Krzysztof Śmiszek, poseł Lewicy. Jego wpis na Facebooku wywołał wcześniej lawinę spekulacji, że będzie kandydatem Lewicy w wyborach prezydenckich.

Spięcie między Krystyną Pawłowicz a Krzysztofem Śmiszkiem w Sejmie. Zobacz:

Zobacz wideo

Jacek Gądek: #Śmiszek2020 to zapowiedź pana kandydowania na prezydenta?

Krzysztof Śmiszek: To zapowiedź, ale mojej ciężkiej pracy w 2020 r. - w Sejmie. Mój wpis został w mediach potraktowany bardzo poważnie - i słusznie, bo sam bardzo poważnie traktuję swoje zobowiązanie wobec 44 tys. wyborców, którzy na mnie zagłosowali. Rok 2020 będzie dla mnie też oznaczał bardzo ciężką pracę w sztabie kandydata Lewicy na prezydenta.

Czyli pali się pan do pracy w sztabie, a nie jako kandydat?

Tak - także to miał ten mój wpis znaczyć. Będę jedną z osób ze ścisłego sztabu kandydata. Sam nie będę kandydował. Dziękuję wszystkim za wiele ciepłych słów po publikacji tego wpisu na Facebooku, bo dostałem ich wiele.

"Krotochwilny styl" to chyba nie jest bardzo miłe określenie. A tak o panu mówi posłanka Anna Maria Żukowska, rzeczniczka SLD.

Lewica ma poparcie społeczne także dlatego, że potrafimy bardzo poważne sprawy potraktować z humorem i luzem. Dziękuję wszystkim tym, którzy pisali do mnie SMS i tweety...

...z tekstem "Krzysiek, nie jątrz, ale czekaj do 19 stycznia, kiedy ogłosimy kandydata"?

Ależ nie. Milsze słowa. Lewica ma wiele osób w swoich szeregach, które mogłyby być kandydatami albo kandydatkami na prezydenta. Nie cierpimy tu na niedobór osób. W styczniu pokażemy swojego kandydata, którego nazwisko już zresztą ustaliliśmy. My, Lewica, nie braliśmy udziału w żadnym wyścigu.

Jak to nie? Ścigacie się w budowaniu suspensu wokół wyłaniania swojego kandydata.

Od samego początku mamy plan. A to, że media chcą się dowiedzieć, jak on wygląda, to już ich święte prawo, by chcieć ujawniać, co lewica ma w zanadrzu. Idziemy zgodnie ze strategią: połączyliśmy siły w wyborach do Sejmu, potem stworzyliśmy wspólny klub parlamentarny, a teraz spokojnie - na konwencji 19 stycznia - na niemal pół roku przed wyborami ogłosimy naszego kandydata.

A będzie to...?

Osoba, która jest w stanie zawalczyć nie tylko o naszych wyborców i wyborczynie, a więc osoby, które głosowały już na Lewicę, lecz także z potencjałem wejścia na teren centrum. Bo tak trzeba wybierać kandydata na prezydenta. Będzie mieć szansę wejść do II tury i powalczyć o prezydenturę z Andrzejem Dudą. To będzie polityk, który już niejednokrotnie udowodnił, że jest w stanie zawalczyć o poparcie.

Dwa miesiące temu Robert Biedroń sugerował także we wpisie na Facebooku, że może startować na prezydenta. Użył hasła wyborczego Baracka Obamy "Yes We Can". Dlaczego akurat pan i Robert Biedroń dajecie asumpt dla masy spekulacji, że będziecie kandydować? Nikt inny na Lewicy tak nie robi. Dlaczego?

Jesteśmy politykami i bardzo szybko się przekonaliśmy, że dzięki ciężkiej pracy i obecności w mediach można być na poważnie potraktowanym jako osoba mogąca ubiegać się o najwyższe stanowiska w państwie. Zamieszania wokół mnie traktuję poważnie, bo ono pokazuje, że jeśli ma się prosty kręgosłup i trzyma się swoich wartości, to wyborcy to doceniają.

Tylko dlaczego Adrian Zandberg, Gabriela Morawska-Stanecka czy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nie sugerują, że mogą kandydować, a pan i Robert Biedroń - tak?

Każdy ma swój styl.

"Krotochwilny".

Nie powiedziałbym, że mój i Roberta Biedronia styl jest zbyt luźny. Akurat w moim przypadku - powtórzę - hasztag #Śmiszek2020 sformułowałem, aby podkreślić moje zaangażowanie w pracę w Sejmie i przyszłym sztabie kandydata. A że został zinterpretowany inaczej, to...

...przypadeczek?

Bardzo zobowiązujący.

A może się okazać tak, że przez ostatnich parę miesięcy wiele się dzieje w mediach po to, aby ostatecznie - tak jak pierwotnie planowano - i tak startował Robert Biedroń?

To spekulacje. Mogę zapewnić, że Lewica bardzo poważnie podchodzi do wyborów prezydenckich i mamy swoją strategię od dawna. Cierpliwości.

Skoro Lewica już ustaliła nazwisko, ale pan nie chce go zdradzać, to co będzie w programie pisanym także przez sztab, a więc i pana?

Program będzie odbiciem naszych postępowych, lewicowych wartości. Oprze się na dwóch filarach: praw człowieka jak równość kobiet i mężczyzn, poszanowanie mniejszości, a z drugiej strony na sprawach socjalnych. Prezydent z Lewicy będzie bardzo aktywny, bo będzie składał wiele projektów ustaw dotyczących na przykład płacy minimalnej, troski o mieszkańców małych i średnich miast czy też usprawnienie służby zdrowia. Zgodnie z kompetencjami prezydenta będziemy podkreślać konieczność obecności głowy państwa na arenie międzynarodowej - nie żadne wymachiwanie szabelką i zrażanie kolejnych przyjaciół, ale poważna dyplomacja i budowanie trwałych sojuszy.

A co mówi wam Aleksander Kwaśniewski, który Lewicy doradza?

Prezydent Aleksander Kwaśniewski popierał naszych kandydatów do Sejmu. Wspiera i - jestem o tym przekonany - zawsze nas będzie wspierał. Czujemy duże zobowiązanie wobec jego spuścizny i jestem pewien, że nasz kandydat będzie kontynuował jego dzieło. Albo odnowi to jego dzieło, które w ostatnich latach było niszczone.

Kwaśniewski ma odnowić oblicze lewicy, tej lewicy?

Jest niezwykle ważną postacią dla lewicy. Zawsze będziemy dumni z prezydenta, który jest przez Polaków oceniany jako najlepsza głowa państwa w ostatnich 30 latach.