O. Ludwik Wiśniewski: Sejm stał się rozsadnikiem nieprawości

Jacek Gądek
- Świątynia odpowiedzialności za kraj - Sejm - stał się rozsadnikiem nieprawości. Dla mnie osobiście najsmutniejsze jest to, że tak postępują ludzie, którzy demonstracyjnie składają ręce do modlitwy - mówi o. Ludwik Wiśniewski, dominikanin, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL.
Zobacz wideo

Jacek Gądek, Gazeta.pl: Czy Kościół powinien się angażować w rozwiązywanie konfliktów tak fundamentalnych jak o kształt wymiaru sprawiedliwości i poszanowanie zasad demokracji?

O. Ludwik Wiśniewski: - Trzeba z naciskiem powiedzieć, że Kościół reprezentowany przez biskupów ma obowiązek wypowiadać się wtedy, kiedy zagrożony jest ład moralny. Jeśli tego nie czynią, winni są bardzo poważnego zaniedbania.

Ostatni sobór w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele uczy bowiem tak: "Kościół winien mieć jednak zawsze i wszędzie prawdziwą swobodę w głoszeniu wiary, w uczeniu swojej nauki społecznej, w spełnianiu nieskrępowanie wśród ludzi swego zadania, a także w wydawaniu oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z ewangelią i dobrem powszechnym, według różnorodności czasu i warunków".

Gdzie dziś przede wszystkim widzi - a tak to ojciec określił na pogrzebie Pawła Adamowicza - brak "moralnej równowagi w naszym kraju"?

Kłamstwo, nienawiść i pogardę wprowadzono do polskiej mowy i ludzie do tego przywykli, przyjęto to jako normalność: polityk ma prawo przeciwników lżyć, kopać i poniżać! Świątynia odpowiedzialności za kraj - Sejm - stał się rozsadnikiem nieprawości. Dla mnie osobiście najsmutniejsze jest to, że tak postępują ludzie, którzy demonstracyjnie składają ręce do modlitwy.

Czy śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i żałoba po nim cokolwiek zmieniły w życiu publicznym?

Ufam, że tak. Każdy z nas ma osobiste doświadczenie w zakresie eliminowania zła -grzechu. Zazwyczaj nie wystarczy jeden akt żalu i postanowienie poprawy. Z grzechem walczy się często przez wiele miesięcy, a nawet przez wiele lat. Podobnie jest w życiu społecznym. "Nie od razu Kraków zbudowano", ale pierwszy krok polega na nazwaniu zła złem.

Mówił ojciec na pogrzebie Pawła Adamowicza, że "trzeba skończyć z nienawiścią! Trzeba skończyć z nienawistnym językiem! Trzeba skończyć z pogardą!". Cokolwiek się udało?

Powtórzę: bardzo ważne jest nazwanie zła po imieniu. W życiu społecznym zawsze będzie widoczna nienawiść i pogarda. Tego nie da się do końca wyeliminować. A ja sądzę, że to nie jest jeszcze najgorsze.

Tylko co?

Najgorsze jest, kiedy wmawia się ludziom, że kłamstwo jest prawdą, a nienawiść jest służbą ludziom. W okresie komunizmu wszyscy wiedzieliśmy, że komuniści kłamią i posługują się przemocą. I byliśmy czujni. A dzisiaj czujni nie jesteśmy. Ludzie "łykają" truciznę sączoną przez "wilki w owczej skórze". Fałsz i nienawiść, niestety, w naszym kraju zatryumfowały.

Mówił ojciec rok temu, że "nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, w internecie, w szkołach, w parlamencie, a także w Kościele!". I co?

Czy nadal dominuje obojętność na truciznę nienawiści? Powoli się z tego letargu budzimy. Świadczą o tym odważne postawy świeckich katolików, ale także kapłanów. To napawa nadzieją.

Tylko czy polski Kościół hierarchiczny jest wiarygodny, gdy wzywa ludzi i władze państwa do stawania w prawdzie? Po raz pierwszy arcybiskup Krakowa nie zjawił się na wigilii dla bezdomnych i potrzebujących na Rynku Głównym. Z kolei w Poznaniu księża publicznie protestujący przeciwko pochówkowi abp. Juliusza Paetza w katedrze dostali zakazy publicznego wypowiadania się. A w Gdańsku księża otwarcie mówią i piszą do nuncjusza o znęcaniu się nad nimi przez abp. Sławoja Leszka Głódzia i o jego wystawnym stylu życia.

Bardzo bym chciał, abyśmy nie uogólniali, choć jest to na porządku dziennym. Są wypowiedzi kapłanów, a nawet biskupów, które czytamy ze wstydem i z bólem serca. Ale też w naszym Kościele jest wielu cudownych ludzi i cudownych wydarzeń. Osobiście brakuje mi wyraźnych, mocnych słów naszych najważniejszych hierarchów. Na taki głos "tak, tak - nie, nie" czeka wielu ludzi, ja także. Ale mam nadzieję, że obudzimy się, razem z naszymi biskupami. Dla Ewangelii.