Gwizdy i okrzyki na obchodach Grudnia '70 w Szczecinie. Chcieli zagłuszyć list marszałka Grodzkiego

Na uroczystościach poświęconych 49. rocznicy Grudnia '70 doszło do incydentu. Po przemówieniu Andrzeja Dudy odczytany został list marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego. Przed bramą Stoczni Szczecińskiej rozległy się gwizdy i krzyki. W pewnym momencie organizatorzy musieli upomnieć zebranych.

Na uroczystościach przed bramą Stoczni Szczecińskiej przemawiał Andrzej Duda. W 49. rocznicę wydarzeń, w wyniku których w Szczecinie zginęło 16 osób, prezydent mówił między innymi, że działania milicji i ich mocodawców sprzed prawie pół wieku nie zostały rozliczone. - To pozostawiona bez wyciągnięcia konsekwencji trauma i straszne świadectwo Polski po 1989 roku - podkreślił prezydent.

Obchody Grudnia '70. W Szczecinie wygwizdano list Tomasza Grodzkiego

Po przemówieniu Dudy szef Kancelarii Senatu Piotr Świątecki odczytał list marszałka Tomasza Grodzkiego. Marszałek w liście podkreślał, że jako 12-latek mieszkał "na tyłach ówczesnego komitetu PZPR" i był "naocznym świadkiem tych tragicznych wydarzeń".

Jak słyszmy na nagraniu opublikowanym przez Kancelarię Prezydenta, już na samym początku rozlegają się gwizdy i krzyki zgromadzonych na uroczystości. W pewnym momencie zagłuszanie Świąteckiego zaczęło przybierać na sile. Szef kancelarii musiał przerwać odczytywanie listu, a organizatorzy zwrócili się do zebranych, by zachowali spokój. Po chwili Świątecki wrócił do odczytywania listu. - Pamięć o tragicznych wydarzeniach grudnia 70. roku w Szczecinie oraz innych miastach wybrzeża jest silnie zakorzeniona w społecznej świadomości i patriotycznej tożsamości Polaków - mówił. - Cześć i chwała szczecinianom, bohaterom grudnia 1970 roku - zakończył list. Gdy Świątecki odszedł od mikrofonu, na nowo wzniosły się gwizdy i okrzyki.

Tragiczne wydarzenia z grudnia 1970 r.

W grudniu 1970 roku w Gdańsku, Gdyni, Elblągu, Szczecinie i Słupsku wojsko i milicja otworzyła ogień do protestujących robotników przez wojsko i milicję. Komunistyczna propaganda nazywała to "zaprowadzeniem porządku w państwie".

Od 14 do 22 grudnia 1970 roku robotnicy wychodzili na ulice miast Wybrzeża, protestując przeciw podwyżkom cen i broniąc swoich praw. W Gdyni wojsko otworzyło ogień do robotników idących do pracy. O jej wznowienie apelował do stoczniowców dzień wcześniej w wystąpieniu telewizyjnym wicepremier Stanisław Kociołek.

>>> Ostatni mebel PRL-u czy pierwszy mebel polskiej demokracji?

Zobacz wideo

Było to najtragiczniejsze wydarzenie w czasie pacyfikacji robotniczych protestów na Wybrzeżu dokonanej przez władze komunistyczne - w jej wyniku w Gdyni zginęło 18 osób. Łącznie w Grudniu 1970 roku życie straciło ponad 40 osób, a ponad tysiąc sto zostało rannych.

Więcej o: