Trzy lata temu PiS na czele z Kaczyńskim grzmiało o "puczu". Prokuratura się go nie dopatrzyła

Prokuratura nie dopatrzyła się, by uczestników protestów przed Sejmem z nocy z 16 na 17 grudnia w 2016 roku potraktować jako "puczystów", czyli postawić im zarzuty dotyczące próby obalenia władzy - informuje Onet. O "puczu" wielokrotnie mówili politycy PiS, na czele z Jarosławem Kaczyńskim.

Trzy lata temu w nocy z 16 na 17 grudnia protestujący przed Sejmem ludzie zablokowali wyjazd z terenu parlamentu, uniemożliwiając politykom Prawa i Sprawiedliwości wyjazd. Dochodziło do przepychanek, padały wyzwiska, policja musiała wielokrotnie interweniować. Wcześniej, w ramach solidarności z dziennikarzami, część posłów opozycji protestowała przeciwko ograniczeniu dostępu do Sejmu dla dziennikarzy.

Gdy doszło do okupacji mównicy sejmowej przez polityków Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, sytuacja z godziny na godzinę się zaogniała, owocując właśnie protestami przed siedzibą parlamentu.

Tu krótkie przypomnienie wydarzeń sprzed trzech lat: Bunt opozycji, przepychanki z policją. Oto, co wydarzyło się w nocy w Sejmie [GODZINA PO GODZINIE].

Narracja PiS o próbie puczu podczas protestów

Później protest został nazwany przez polityków rządzącego Prawa i Sprawiedliwości "puczem", czyli w praktyce - siłową próbą obalenia rządu.

Taką narrację stosował m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński, który mówił: - To była próba puczu, ale przeprowadzona przez dość wąskie w sumie grupy.

Kaczyński sugerował nawet, że była to "planowana awantura". Takie przedstawienie tych wydarzeń podłapała z kolei TVP, co zaowocowało emisją dokumentu pt. "Pucz".

>>> Trzy lata temu wystąpienie posła PO uruchomiło lawinę. W nowej kadencji już raz było gorąco:

Zobacz wideo

Onet: Prokuratura puczu nie znalazła i nie znajdzie

Teraz do nocy z 16 na 17 grudnia 2016 roku powrócił Onet, a dziennikarz Andrzej Stankiewicz sprawdził, czy po serii zawiadomień po tych zdarzeniach, prokuratura dopatrzyła się próby puczu.

Choć śledztwo toczy się już 3 lata, to można powiedzieć z całą pewnością: prokuratura puczu nie znalazła i już nie znajdzie. Tak, są podejrzani - to sześciu uczestników protestów przed Sejmem. Tyle że prokuratura nie postawiła im zarzutów dotyczących próby obalenia władzy (art. 127 kodeksu karnego). Są podejrzani tylko o wtargnięcie na teren Sejmu, czyli tzw. naruszenie miru domowego

- czytamy. W przypadku naruszenia miru domowego (art. 193 KK) grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. Z kolei jeśli śledczy dopatrzyliby się próby puczu, to sprawcom groziłaby kara "pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, kara 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności".

Prokuratura nie sprawdza "puczu" a wątki stosowania przemocy

Jak opisuje Onet, Prokuratura Okręgowa w Warszawie wyłączyła ze śledztwa kilka wątków, ale portal zapewnia, że także w nich nie padają oskarżenia o pucz. Wiadomo natomiast, że są akty oskarżenia przeciwko siedmiu osobom, które w trakcie protestów atakowały przedstawicieli mediów publicznych. Zasadniczo śledztwo jest prowadzone w zakresie tego, kto mógł stosować przemoc podczas tych wydarzeń.

Jak na razie umorzono konkretne przypadki poturbowania posłów, Onet wylicza ich z nazwiska: Krystyna Pawłowicz, Marek Suski, Tadeusz Cymański i Joanna Mucha.

Więcej o: