Dni Schetyny jako szefa Platformy wydają się policzone. Wygrana Kidawy-Błońskiej w prawyborach to gwóźdź do jego trumny

Zgodnie z przewidywaniami Małgorzata Kidawa-Błońska wygrała prawybory prezydenckie w Platformie Obywatelskiej. Jej wygrana i wynik, który osiągnęła pokazują, że w Platformie pragnienie zmian jest duże. To fatalna wiadomość dla Grzegorza Schetyny w kontekście zbliżających się wyborów przewodniczącego partii.

345 spośród 470 ważnych głosów. To wynik wicemarszałkini Sejmu. Poparły ją niemal trzy czwarte delegatów na Konwencję Krajową PO. Rywalizujący z nią prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak zdobył 125 głosów.

Wygrana Kidawy-Błońskiej jest wysoka i bezpieczna. Pokazuje, że dostała od kolegów i koleżanek z partii naprawdę mocny mandat do walki o prezydenturę. W kontekście przyszłości Platformy nie to jest jednak najważniejsze. Bardzo dobry wynik Kidawy-Błońskiej, popieranej przez zwolenników szybkich i zdecydowanych zmian w PO, i relatywnie słaby Jaśkowiaka wiele mówią o tym, jakie są dzisiaj nastroje w partii i jak wygląda układ sił wewnątrz Platformy.

Czy Małgorzata Kidawa-Błońska ma szanse w starciu z Andrzejem Dudą? Zobacz, jak jej potencjał ocenia politolog prof. Rafał Chwedoruk:

Zobacz wideo

A wygląda niekorzystnie dla Grzegorza Schetyny. Tajemnicą poliszynela jest, że to on w ostatniej chwili namówił na start w prawyborach prezydenta Poznania. Zdaniem części polityków Platformy skusił go obietnicą powierzenia funkcji szefa wielkopolskiej Platformy. Jaśkowiak wykonał swoje zadanie - uratował Schetynę i Platformę od totalnej kompromitacji, jaką byłoby fiasko organizacji prawyborów (pamiętajmy, że wszyscy inni potencjalni kontrkandydaci Kidawy-Błońskiej zrezygnowali ze startu).

Wynik Jaśkowiaka (125 głosów na 470 głosujących) pokazuje jedno z dwojga. Albo prezydent Poznania od początku był spisany przez Schetynę na straty i - jakby to ujął Radosław Sikorski - robił za "zająca" dla Kidawy-Błońskiej, albo zdolności Schetyny do wpływania na regionalnych baronów i ogółem struktury partii dramatycznie osłabły.

Rozmowy z politykami i działaczami Platformy każą przypuszczać, że znacznie bardziej prawdopodobny jest drugi ze scenariuszy. Wszak Schetynie bardzo zależało na osłabieniu Kidawy-Błońskiej, z którą - wedle relacji polityków PO - ma obecnie fatalne relacje. Wicemarszałkini Sejmu czuje się zdradzona przez Schetynę. Ma mu za złe, że za jej plecami werbował potencjalnych kontrkandydatów do prawyborów, że kandydaturę Jaśkowiaka położył na stole "za pięć dwunasta" i wreszcie, że z mniejszym lub większym skutkiem próbował "podbierać" jej stronników (chodziło o podpisy pod kandydaturami Kidawy-Błońskiej i Jaśkowiaka).

Wysokie zwycięstwo Kidawy-Błońskiej dowodzi też jeszcze jednej rzeczy. Chociaż od wyborów parlamentarnych minęły już przeszło dwa miesiące, atmosfera w Platformie wciąż jest bardzo napięta. Partia chce zmian. Zmianą numer jeden ma być wymiana przewodniczącego PO. Na razie oficjalnym kandydatem jest tylko senator Bogdan Zdrojewski, ale start poważnie rozważają także posłanka Joanna Mucha i wiceprzewodniczący PO Borys Budka (niemal wprost o chęci startu powiedział w niedawnym wywiadzie dla Gazeta.pl). A na tym lista kandydatów wcale nie musi się zamknąć.

O ile wciąż nie wiadomo, jak wielu będzie chętnych do walki o przywództwo w Platformie, o tyle wiadomo już, że wybory odbędą się 25 stycznia (ewentualna druga tura 8 lutego). Odliczając przerwę świąteczno-noworoczną, daje to mniej więcej miesiąc realnej kampanii. Dla Schetyny i jego ludzi to mało, bardzo mało. Właśnie przegrał generalną próbę sił. Przegrał ją bardzo wyraźnie. Sytuacja samej Platformy też jest trudna - słabe sondaże, Lewica napierająca z lewej, a PSL z prawej strony, potrzeba rozliczeń i atmosfera niepewności w partii. To mocno niesprzyjające okoliczności, żeby nagle wykonać spektakularną woltę i odwrócić układ sił na swoją korzyść.

Do tego mamy jeszcze powrót Donalda Tuska do krajowej polityki. Ludzie z otoczenia byłego szefa Rady Europejskiej zdradzają, że Tusk chce odbudować siłę Platformy i przygotować ją do wyborczych starć w 2023 i 2024 roku. Tyle że w wizji Tuska nie ma miejsca dla Schetyny i jego ludzi. W planach jest nowe otwarcie, nowe twarze i nowa energia. Być może nawet nowa partia, jeśli będzie to konieczne. Zwycięstwo Kidawy-Błońskiej, którą Tusk od początku otwarcie popierał, mocno przybliża go do odzyskania wpływów w dawnej partii i odbudowania swojej pozycji w krajowej polityce.