Beata Kempa mówiła o ataku Banasia i "kolejnych zleceniach". NIK odpowiada

Najwyższa Izba Kontroli odpowiedziała Beacie Kempie, która ostrzegała przed "kolejnymi zleceniami" ze strony NIK na ekipę rządzącą. "Informujemy, że kontrola dot. Służby Więziennej nie była 'zleceniem', a standardową procedurą" - wyjaśnia Izba.

- Jestem oburzona atakiem Mariana Banasia na Patryka Jakiego i wszystkie te osoby, które wykonywał potężny, duży, bardzo dobry program Praca dla więźniów. Gdybym była dyrektorem w NIK, odmówiłabym wykonania takiego polecenia, po prostu odmówiłabym - powiedziała w środę na antenie TVP Info Beata Kempa. - NIK to organ konstytucyjny i nie wolno go wykorzystywać do prymitywnej, brutalnej walki politycznej. Przestrzegam przed tym, wiem, że są kolejne zlecenia. Wiem, dostałam takie sygnały - dodała. Europosłanka nie chciała zdradzić szczegółów, stwierdziła jedynie, że "otrzymała taki sygnał".

Beata Kempa na celowniku NIK? Izba odpowiada

Teraz na Twitterze do jej słów odniosła się Najwyższa Izba Kontroli.

"W nawiązaniu do wypowiedzi pani B. Kempy, informujemy, że kontrola dot. Służby Więziennej nie była 'zleceniem', a standardową procedurą. Publikacja jej wyników a także w przypadku nieprawidłowości skierowanie zawiadomień do prokuratury są ustawowym obowiązkiem NIK" - skomentowała Izba.

NIK we wtorek przedstawił raport na temat programu "Praca dla więźniów". Kontrolerzy złożyli 8 zawiadomień do prokuratury i przygotowują 8 kolejnych, ponadto stwierdzili 27 przypadków naruszenia przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Według Izby z naruszeniem prawa w ramach programu wydano ponad 115 mln zł.

>>> Protasiewicz o Banasiu: Najwierniejszy z wiernych, wychowany pod sercem Morawieckiego

Zobacz wideo

Patryk Jaki o raporcie NIK ws. programu "Praca dla więźniów"

Raport skomentował Patryk Jaki, który odpowiadał za program, gdy był wiceministrem sprawiedliwości. -  Dziś NIK stawia absurdalne zarzuty, z którymi nikt, kto pracował nad tym programem się nie zgadza. Podkreślam, że nigdy nie zajmowałem się szczegółami na poziomie inwestycyjnym, prawnym czy innym. Zresztą nie ma żadnego zarzutu do mnie w kontroli. Jednak zabieram głos, ponieważ gołym okiem widać, że zarzuty są śmieszne i typowo polityczne - stwierdził europoseł.