Krzysztof Sobolewski: w żartach Kaczyński mówi "Bóg istnieje, a PiS rządzi do końca świata"

Jacek Gądek
- To, że występuje poczucie samozadowolenia i przekonanie, że skoro jest dobrze, to zawsze tak będzie, można zauważyć [w PiS]. Od tego jesteśmy, także ja, aby działacze tak nie myśleli, bo chcemy przecież rządzić nie 4 czy 8 lat, ale kilka kadencji - mówi poseł i szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski w wywiadzie dla Gazeta.pl. - A ile? - Sky is the limit.

Jacek Gądek: - Cień Jarosława Kaczyńskiego to pan?

Krzysztof Sobolewski: - Poczytywałbym to sobie za zaszczyt. Ale nie aspiruję do aż takiej roli. Jestem skromnym pracownikiem winnicy partyjnej.

Jednak zawsze pan jest obok albo krok za prezesem PiS.

Bo odpowiadam za struktury PiS i jestem szefem Komitetu Wykonawczego partii.

Czyli za trzymanie partii za mordę?

Ależ skąd. Dobre i sprawne wojsko musi na rozkaz iść w bój w każdej chwili. Sam jestem takim żołnierzem frontowym.

PiS to 35 tysięcy osób?

Dziś to już prawie 40 tysięcy.

Karne wojsko?

Na pewno karne i na pewno dużo przeszło, bo lata 2007-15 były trudne.

Wykrwawiliście się wtedy porządnie?

Ale też się hartowaliśmy. Najwięcej członków przyjęliśmy w latach 2010-13. Gdyby wtedy ktoś nam mówił, że w 2015 r. wygramy wybory i będziemy rządzić samodzielnie, to uznano by pewnie taką osobę za niespełna rozumu. W PiS są osoby sprawdzone w boju, od lat. Mimo to czasami działacze popadają w samozadowolenie, a wtedy potrzebny jest wstrząs.

Pan to ujmuje dyplomatycznie, a chodzi o to, że po czterech latach u władzy część polityków PiS to już tłuste kocury.

To, że występuje poczucie samozadowolenia i przekonanie, że skoro jest dobrze, to zawsze tak będzie, można zauważyć. Od tego jesteśmy, także ja, aby działacze tak nie myśleli, bo chcemy przecież rządzić nie cztery czy osiem lat, ale kilka kadencji.

Ile?

Sky is the limit.

Jarosław Kaczyński mówił, że Mateusz Morawiecki może być premierem nawet dłużej niż Józef Cyrankiewicz, czyli ponad 21 lat.

21 lat w tym kontekście to zatem nie limit, a punkt wyjścia.

W przedsionku do pana gabinetu jest kanapa. Spał pan na niej czasami w kampaniach?

W najtrudniejszych latach, 2010-11, spędzałem tutaj nawet noce. A w kampanii to mamy wiece w terenie. Czasami nie było wyjścia i spało się w śpiworze w przypadkowych miejscach.

Jest pan większym fanatykiem AC Milan czy PiS?

Polityka to nie sport, więc tego nie porównuję, choć oczywiście piłka nożna to coś więcej niż sport. W sercu mam Milan i PiS. PiS to moja pierwsza i mam nadzieję jedyna partia.

Zresztą polityki w sporcie jest sporo. Nie szukajmy daleko: obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek, mimo że mówi o swojej apolityczności, to ma w tyle głowy ustawę o związkach sportowych, która przewiduje tylko dwie kadencje prezesa, a on by się nie obraził, gdyby te zapisy zmienić.

Lex Boniek wchodzi w grę?

Nie zakładamy, że takie zmiany będą.

Ryszard Czarnecki miał kiedyś chrapkę, by rządzić PZPN-em, więc z odejściem Bońka w przyszłym roku może znów marzyć.

Ryszard Czarnecki realizuje się w siatkówce jako wiceprezes związku. To też jest piłka.

PiS święci teraz triumfy…

…więc daliśmy Grzegorzowi Schetynie "sześciopak". On sam nie pamiętał własnego "sześciopaku", to my zapewniliśmy mu sześć porażek wyborczych, gratis.

PiS jest na fali, ale pan doskonale pamięta mecz z 2005 r. - finał Ligi Mistrzów: AC Milan vs Liverpool.

Nie było takiego meczu.

?

Kibice Milanu nie mają takiego meczu w pamięci. Wiem, że ktoś wtedy tańczył, ale nic więcej.

Jerzy Dudek.

Doceniam jego taniec, ale nic więcej nie pamiętam.

Serce krwawi do dziś?

Krew się wciąż leje. Do dziś jestem zły i nawet finał z 2007 r., kiedy Milan zrewanżował się Liverpoolowi wygrywając 2:1, tej złości nie ugasił. Powtarzam: w 2005 r. finału Ligi Mistrzów nie było.

Miłością do Jerzego Dudka pan nie pała?

Był bramkarzem reprezentacji Polski i za to go szanuję.

Rozumiem, do czego pan zmierza: nie lekceważymy opozycji, nawet jeśli wysoko wygrywamy. Opozycja nie leży. Opozycja to już zresztą nie tylko Platforma Obywatelska, a powiedziałbym nawet, że PO traci już rolę wiodącej partii opozycyjnej. Kwestią czasu jest, kto ją zastąpi w tej roli - zapewne Lewica, jeśli się nie pokłóci i nie podzieli. Za chwilę Platforma będzie trzecią, a nie drugą partią w Polsce.

Dziś PiS jest jak Milan?

Nie. PiS wygrywa, a Milan męczy kibiców, ale ze swoim klubem i partią jest się na dobre i na złe.

A kto jest "Il Pistolero" PiS-u?

My mamy, ale cały arsenał.

Na wojnę między premierem Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobrą się przyda.

Ależ ja nic nie wiem o jakiejś wojnie. Przez cztery lata szliśmy razem i mam nadzieję, że przez kilkanaście kolejnych też tak będzie. Jedno jest pewne: liderem Zjednoczonej Prawicy jest prezes PiS Jarosław Kaczyński, a my jesteśmy realizatorami jego koncepcji.

Pan w PiS-ie jest od 2003 r.?

Tak. Tuż po studiach wstąpiłem do partii.

PiS powstało w 2001 r., więc skąd te dwa lata bezczynności?

Tuż po studiach chciałem sobie układać życie prywatne, ale później postawiłem jednak na politykę. Od zawsze byłem z nią związany. Mając 10 lat oglądałem w telewizji obrady Okrągłego Stołu. Siedziałem z ojcem i do późnej nocy patrzyliśmy w telewizor. Także na transmisje z podstolików.

Ciekawa zabawa dla dziecka.

Dziś może mnie ktoś pytać: a nie miałeś co robić? Miałem. Dzięki Bogu była biblioteka wiejska, więc praktycznie całą ją przeczytałem. Była szkoła, a po powrocie z niej wieczorami oglądałem obrady - wszyscy śledziliśmy je z nadzieją i przekonaniem, że dzieje się coś dobrego. W 1989 r. samodzielnie nie mogłem tego jednak oceniać, bo byłem za młody.

Pamiętam czasy, gdy stało się w kolejkach, by kupić w sklepie kilogram cukru na głowę. Stałem razem z braćmi, żeby kupić w sumie trzy kilogramy. Okrągły Stół jawił się jako nadzieja, że choćby te kolejki znikną. Później się okazało, że niedługo po zakończeniu obrad zwolnili mojego ojca z Huty Szkła w Jarosławiu. Rozczarowanie.

Skąd to zdjęcie [na nim od prawej: żona Krzysztofa Sobolewskiego Sylwia, Jarosław Kaczyński, Sobolewski]?

To początek albo końcówka kampanii do Sejmu. I tu, i tu robiliśmy sobie podobne.

Jeśli ktoś robi sobie rodzinne selfie z prezesem, to znaczy że jest w kręgu bardzo zaufanych ludzi.

Prezes nie unika takich sytuacji. To nic wielkiego.

Po wygranej w 2015 r. prezes osobiście i publicznie - obok paru innych osób - dziękował właśnie panu.

Skromnemu pracownikowi winnicy partyjnej.

Pan chroni swoją prywatność, ale prezes PiS przyszedł na pana ślub w 2017 r. To wyraz bliskiej relacji.

Zapraszałem pana prezesa i byłem mile zaskoczony, że się zjawił, bo nie wiedziałem, czy będzie. To był maj, więc prezes był na krótkim urlopie na zachodnim Pomorzu z Joachimem Brudzińskim. Prezes odpoczywał i przyszedł przy tej okazji na ślub.

Swoją karierę w PiS zaczynał pan jednak u boku Marka Kuchcińskiego. On jest na marginesie, a pan wypływa?

Pana marszałka bardzo szanuję.

Byłego, choć faktycznie wysokich lotów.

Obecny marszałek Senatu Tomasz Grodzki zaczyna od jeszcze wyższych - do USA.

Z tą różnicą, że Grodzki służbowo, a Kuchciński na Podkarpacie…

…też służbowo.

Pod pretekstem wylotu służbowego. A żona Kuchcińskiego, sama na pokładzie, akurat leciała zupełnie prywatnie.

I za ten błąd marszałek przeprosił, zapłacił, poddał się ocenie i poniósł konsekwencje. Cenię go bardzo, nadal współpracujemy. Pracę dla PiS zaczynałem w jego biurze. Na Nowogrodzkiej pracuję od 2007 r., bo do współpracy zaprosił mnie Joachim Brudziński.

Potrzebował człowieka od "mokrej roboty"?

Mamy dział struktur partii i to są osoby w większości spoza Warszawy. Pracy nad kondycją partii nigdy dość.

Jak pan głosował w swoich pierwszych wyborach w życiu?

W 1997 roku było referendum konstytucyjne.

A pan był przeciw tej konstytucji?

Przeciw.

Bo?

Przecież widać dziś, że konstytucja wymaga dużych zmian. Ta konstytucja nie jest moją konstytucją, choć oczywiście ją szanuję.

To dlaczego PiS nie pokazuje teraz projektu nowej?

Żeby to robić, to trzeba by mieć większość konstytucyjną w Sejmie.

W 2010 r. też jej nie mieliście, a projekt konstytucji PiS jednak powstał, choć szansa na jej uchwalenie była jeszcze mniejsza niż teraz.

Wtedy byliśmy w opozycji i przedstawialiśmy różne projekty, w tym projekt zmiany konstytucji, był to element przedstawienia naszej filozofii politycznej i wizji państwa. Nadal nie mamy większości konstytucyjnej, być może uda się ją kiedyś uzyskać, ale na razie nie mamy planów prezentowania nowej konstytucji. Realnym politycznym planem na tę kadencję jest uzupełnienie obecnej konstytucji o gwarancje prywatnej własność środków zgromadzonych w PPK i IKE. Może w przyszłości będzie okazja zmienić konstytucję. Dziś nie ma co się rzucać z motyką na słońce.

Dlaczego ma pan w gabinecie mapę kościelnych diecezji?

Struktura organizacyjna kraju, pod każdym względem, jest dla nas ważna. To warto powiedzieć: parafie są mniejsze niż gminy, a my musimy docierać do każdej parafii w każdej diecezji.

Ma pan też na ścianie zdjęcie Lecha Kaczyńskiego z…

…Mariuszem Pudzianowskim. "Pudzian" był w komitecie honorowym poparcia dla Lecha Kaczyńskiego w 2005 r. w wyborach prezydenckich. To ciekawe i historyczne zdjęcie, dlatego je zawiesiłem w gabinecie. Oczywiście, te postacie kontrastują, ale każdy ma jakąś rolę do odegrania w życiu. Lech Kaczyński był silnym prezydentem, a Pudzianowski poszedł w kulturystykę i walczy w klatce.

Ale dlaczego akurat to zdjęcie?

Jest bardzo oryginalne. Ale mam też inną pamiątkę: flagę USA, limitowaną. Mieliśmy gości z Kongresu i w prezencie przywieźli nam flagę.

Jakie uczucia pan żywi wobec "Gazety Wyborczej"?

Czytam. Tak jak i inne gazety. Prenumerujemy. Tak jak wszystkie gazety piszące o polityce.

A TVP pan ogląda?

Na przemian z TVN i Polsatem. Mam czasami zastrzeżenia - do wszystkich. Ale nie moją rolą jest ocena mediów.

Czytał pan program PiS?

230 stron. Znam większość założeń. Uczestniczyłem w jego redagowaniu.

Obszernie rozpisano się w nim o "systemie późnego postkomunizmu". Co to za ustrojstwo?

Coś, z czym się mierzymy i do końca jeszcze nie udało nam się uporać przez cztery lata. Specyficzny rodzaj sytemu politycznego, zapoczątkowany po '89 roku, który z czasem ewoluował. System późnego postkomunizmu mamy teraz także w Sejmie i w Parlamencie Europejskim, bo Koalicja Obywatelska i lewica wprowadziły wiele osób, które zaczynały w PZPR.

A czy pan jest dumny ze Stanisława Piotrowicza, jako swojego partyjnego kolegi? Też zaczynał w PZPR i był w tej partii prawie do końca.

Znam pana Piotrowicza bardzo długo i nie jest dla mnie ujmą na honorze, że był członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Był, bo złożył rezygnację z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości, gdy został rekomendowany na kandydata do Trybunału Konstytucyjnego. Członkiem PiS był od niedawna, bo od 2016 r.

Czyli, gdy PiS wygrało wybory i zaczęło rządzić samodzielnie, to Piotrowicz zapisał się do PiS?

Wcześniej nie raz kandydował z naszych list.

Piotrowicz był w swoim życiu dłużej członkiem partii komunistycznej niż w PiS.

Piotrowicz jest z nami związany od dawna. Nie musiał być formalnie członkiem, aby mieć wkład w realizację programu PiS. Nie można mu zarzucić, że nie ma praktycznego i merytorycznego przygotowania w sprawach wymiaru sprawiedliwości.

W stanie wojennym Piotrowicz podpisał akt oskarżenia wobec opozycjonisty. W stanie wojennym. I to jest OK?

Z tego, co wiem, to dzięki interwencji Stanisława Piotrowicza, a na prośbę śp. Stanisława Zająca, który był obrońcą opozycjonisty Antoniego Pikula, sprawa wobec niego została umorzona. W drugim przypadku również dzięki Piotrowiczowi sprawę umorzono. To są tylko dwie sprawy polityczne, poza nimi Stanisław Piotrowicz zajmował się w prokuraturze PRL sprawami kryminalnymi.

Fakt wieloletniej przynależności do PZPR jest obciążeniem czy nie?

Na pewno nie ma się czym chwalić. Ale odpowiem pytaniem: widzimy atak na pana Piotrowicza, choć nie ma w jego prokuratorskim życiorysie spraw, w których ktoś poniósł karę za działalność opozycyjną, a dlaczego z drugiej strony nie słychać, by media piętnowały sędziego Sądu Najwyższego Józefa Iwulskiego? Przecież to Iwulski skazywał opozycjonistów w stanie wojennym i przez niego trafiali do więzienia.

A to nieprawda. Osobiście pisałem, że Józef Iwulski nie ma moralnego prawa zasiadać w Sądzie Najwyższym i powinien natychmiast podać się do dymisji.

Ale tego nie zrobił, a nasze próby pozbycia się takich sędziów zostały zablokowane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Chcieliście się głównie pozbyć I prezes prof. Małgorzaty Gersdorf, która akurat w PRL-u działała w "Solidarności".

Będziemy kontynuować reformę sądownictwa. Mogę zapewnić, że w nowej kadencji podejmiemy kolejne próby pozbycia się z sądów sędziów o komunistycznej przeszłości.

Czyli to znowu będzie tylko rewolucja personalna?

W nowym roku ta rewolucja w Sądzie Najwyższym dokona się sama, bo kończą się kadencje i czas urzędowania części sędziów - także kadencja prezes Gersdorf.

Będziemy kontynuować reformę wymiaru sprawiedliwości. Dziś sytuacja jest taka, że ludzie mają pretensje do PiS, bo na przykład znieważany jest mundur polskiego żołnierza. Na Placu Piłsudskiego w Warszawie jakaś dzicz ubrała się w mundury, co już jest obrazą żołnierzy. Ta dzicz podejmowała też próby znieważenia pomników prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010. Policja ich zatrzymała, ale sąd uniewinnia. Podobnie było z zakłócaniem legalnych manifestacji, jakimi były miesięcznice. Policja z delikatnością zatrzymywała ludzi, którzy chcieli je blokować. A potem sąd i tak uniewinnia takich ludzi, którzy przecież łamali prawo.

Panu nie przeszkadzał widok setek metrów barierek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie?

Ale z czego to wynikało? Barierki nie pojawiły się w wyniku czyjegokolwiek widzimisię. Nic złego się nie działo podczas miesięcznic, aż zaczęto organizować nielegalne kontrdemonstracje. Początkowo nas wyśmiewano, ale potem już atakowano - stąd barierki, dla ochrony. Nawet te barierki nie uchroniły nas zresztą przed tragedią, bo na jednej z miesięcznic zabito człowieka. W 2018 r. przeciwnik miesięcznicy zadźgał nożem młodego mężczyznę, który szedł razem z nami. Zmarły zostawił żonę i trójkę dzieci. Najpierw doszło do wymiany słów, a potem morderca, który był pod wpływem alkoholu, wyciągnął nóż. Skończyło się tragedią.

[Dowiedz się, jak w nocy 9 na 10 lutego 2018 doszło do zabójstwa na Krakowskim Przedmieściu. Doszło do kłótni o barierki, potem Adrian C. wyjął nóż. Winnego skazano na 15 lat więzienia]

Prezydent Andrzej Duda walczy o reelekcję, ale po jego przyjaznym przemówieniu na starcie nowego Sejmu, stan wojny ogłosił Antoni Macierewicz…

…ale to było tylko przypomnienie historii. Marszałka seniora nie można nawet podejrzewać o epatowanie wojennym językiem.

Faktycznie, jak na Macierewicza i tak było delikatnie. Ale powiedział m.in.: - Wiemy, co oznacza pozostawienie środowisk agenturalnych na ważnych stanowiskach. Co oznacza?

To już wie pan marszałek senior.

Może Kazimierz Kujda się kryje pod tymi słowami Macierewicza? Kujda - agent SB w PRL, który był jedną z najbardziej zaufanych osób Jarosława Kaczyńskiego.

Dużo osób może się pod tym kryć.

To znaczy, że PiS szykuje falę lustracji?

Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków ze słów marszałka Macierewicza. Minęło już 30 lat od upadku komunizmu. W politykę wchodzi inne, młodsze pokolenie. Lustracji dokonał, ale czas.

W sierpniu publikował pan zdjęcia białego konia prowadzonego przed siedzibą PiS. Co to za happening wymierzony w Donalda Tuska?

Podejrzewa nas pan o piętrowe intrygi. Faktycznie, szedł tu obok biały koń, ale bez jeźdźca. Taki zbieg okoliczności. Myśleliśmy, że to jest właśnie ten słynny koń, na którym Tusk miał wracać do Polski, ale właśnie bez jeźdźca.

Biuro prasowe PiS zadbało, aby ten "przypadek" się zdarzył?

Ten nieosiodłany koń coś najwyraźniej zapowiadał, bo krótko potem Donald Tusk powiedział, że nie zamierza na niego wskakiwać i nie będzie kandydował na prezydenta.

I to nie jest łatwa sytuacja, bo PiS ma od dawna arsenał do walki z Tuskiem, a teraz trzeba się będzie mierzyć z kimś innym?

W rządzie Tuska był Władysław Kosiniak-Kamysz, który już ogłosił swój start. A choćby za podwyższeniem wieku emerytalnego głosowała Małgorzata Kidawa-Błońska. Nie tylko hipoteka Tuska jest tu obciążona - ich też.

Biorę pana oświadczenie majątkowe, a tam stoi, że pan prawie nie ma majątku. Dlaczego?

Praktycznie nic nie mam. Wynajmuję mieszkanie. Nie mam odłożonych większych oszczędności, a na kampanię musiałem pożyczyć pieniądze. Samochód mam, ale od niedawna - to zresztą współwłasność z żoną. Mam jednak tyle, ile mi trzeba. Starcza mi w zupełności, więcej nie potrzebuję.

Wszystkie protesty wyborcze, które pan wysłał do Sądu Najwyższego, na wybory do Senatu, trafiły do kosza. I to wyrzucili je tam sędziowie, których wysłał tam Sejm głosami PiS. Po co się było tak ośmieszać tymi protestami?

Mieliśmy prawo jako komitet wyborczy złożyć te protesty. Sędziowie nie podzielili naszych wątpliwości, przyjmujemy to do wiadomości. Protesty wyborcze to normalny element demokracji, PO również skorzystała z tej możliwości. Media z normalnego elementu oceny wyborów zrobiły jakąś nieprawdopodobną sensację.

Te protesty wyborcze liczyły po 6-7 stron. Po wyborach samorządowych 2014 r. jeden z załącznikami liczył 300 stron, bo mieliśmy świadków i zeznania. Mimo to wtedy też wszystkie poszły do kosza, a ludzi, którzy mówili o nieprawidłowościach przy głosowaniu, sądy  przesłuchiwały po parę razy. To nam teraz zaszkodziło - mówię to wprost. Ludzie z komisji, obserwatorzy i zwykli wyborcy mówili, że mogło i przy ostatnich wyborach dochodzić do jakichś nieprawidłowości, ale jak prosiłem, by dali mi to na piśmie, to słyszałem "nie". Ludzie nie chcieli znów być ciągani na przesłuchania, dosłownie mówili "nie chcemy być znowu włóczeni po sądach". W tym roku zabrakło nam więc części dowodowej.

Były w PiS nadzieje, że te protesty cokolwiek dadzą i tak odbijecie jakiś mandat w Senacie?

Sąd Najwyższy podjął decyzję, sprawa jest zamknięta.

Po wyborze Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu PiS odpuszcza walkę o większość?

Czas gra na naszą korzyść.

Czyli handel kwitnie?

Żaden handel. Oferta jest jedna: ktoś, kto chce realizować swoje wyborcze obietnice wobec wyborców, może ich dotrzymać będąc w opcji rządzącej. A w opozycji? Cudów nie ma.

Jeśli zatem któryś z senatorów opozycji obiecywał na przykład budowę hali sportowej, to gdy zgłosi się teraz do PiS, to rząd znajdzie na to pieniądze?

Taki senator będzie miał dużo większą szansę, że projekt będzie zrealizowany, będąc w obozie rządzącym, a nie w opozycji.

Kto w PiS ma największe poczucie humoru?

Prezes. Jarosław Kaczyński niedawno cytował żart, który kiedyś usłyszał. Pan Bóg wezwał do siebie Donalda Trumpa, Władimira Putina i właśnie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. - Za pół roku będzie koniec świata. Musicie to przekazać ludziom - mówi im Bóg. Trump wraca, zwołuje Amerykanów i mówi: mam dla was dwie informacje, dobrą i złą, pierwsza jest taka, że Bóg istnieje, a druga, że za pół roku koniec świata, więc się pomódlmy. Przerażeni Amerykanie się modlą. Putin mówi z kolei: mam dwie złe informacje, że Bóg istnieje, a za pół roku koniec świata.

A Kaczyński?

Prezes zwołuje Polaków i mówi: mam dwie dobre informacje. "Bóg istnieje, a my rządzimy do końca świata".

Niecodzienna scena w Sejmie. Kamera sejmowa skierowana była akurat na szefa PiS, a ten był wyraźnie zdziwiony zarzutami, które stawia mu posłanka KO Iwona Hartwich. Zobacz nagranie:

Zobacz wideo
Więcej o:
Komentarze (222)
Sobolewski: Ile chcemy rządzić? Sky is the limit. 21 lat to nie limit, a punkt wyjścia dla PiS
Zaloguj się
  • acototak

    Oceniono 80 razy 70

    "Bóg istnieje, a PiS rządzi do końca świata"

    Na szczęście boga nie ma.

  • lubiedobrze

    Oceniono 66 razy 64

    A ja znam taki kawał.
    Przychodzi Kaczyński z Sobolewskim do chińskiej knajpki. Postanawiaja zjeść zupę z żólwia. Po godzinie czekania Sobolewski wzburzony udaje się do kuchni ale patrzy na stół, gdzie kucharz mocuje się z żółwiem chcąc mu odciąć głowę, którą ten co chwilę chowa. Kucharz ciągnie za uszy bierze nóż a żółw z powrotem do skorupy. Sobolewski z wyższością odpycha kucharza, bierze nóż w jedną rękę a palca drugiej wkłada w dudę żółwiowi. Głowa wyskakuje cięcie i gotowe. Kucharz z niedowierzaniem pyta; Panie gdzieś się nauczył tej sztuczki? Sobolewski dumnie odpowiada: Widzisz tego ważnego gościa przy stole czekającego na zupę? Codziennie rano zawiązuję mu krawat.

  • gblo

    Oceniono 47 razy 39

    Pisobolszewia będzie rządzić nie do końca świata, ale Kaczora. A to nastąpi z pewnością o wiele szybciej. Rzesza też miała istnieć 1000 lat...

  • wernyh

    Oceniono 35 razy 31

    Niezły tupet jak na przedstawiciela partii, która PRZEGRAŁA ostanie wybory. Bo przypominam, że w wyborach do sejmu opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, tylko że skrzywdził ją system d'Honta. W senacie - gdzie panuje bardziej demokratyczna zasada rozdziału mandatów - PiS ma mniejszość.

  • krynolinka

    Oceniono 34 razy 28

    Święci ludzie w tym PiS-e. Ideowi, bez majątku. Z mapką parafii w gabinecie. Franciszek zaraz wpadnie w kompleksy!

  • evergreen111

    Oceniono 29 razy 23

    Panie Sobolewski, i Elemencie Animalny, czyli panie Kaczyński:
    HITLER TEŻ DEKLAROWAŁ TYSIĄCLETNIĄ RZESZĘ I JAK SKOŃCZYŁ?

  • polskiciapek

    Oceniono 21 razy 17

    Następna "twarz dojnej zmiany" nieskażona myślą..... Nawet potwierdził słowa Stalina chyba - że w demokracji nie rządzi większość a dobrze zorganizowana mniejszość - 40 tys. - to w sumie nieduża grupa ludzi - będzie ją łatwo osądzić i pozbawić jakiegokolwiek wpływu na los kraju gdy już wszystko wróci do normalności.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX