Zandberg, Biejat i cała reszta. To Lewicy, a nie Platformy, boi się dzisiaj PiS. I ma ku temu powody [ANALIZA]

Pierwszy tydzień nowej kadencji pokazał, że Lewica do Sejmu wróciła z dużym impetem i jeszcze większymi ambicjami. Myśląc o głównym przeciwniku na kolejne cztery lata, politycy i sympatycy "dobrej zmiany" coraz częściej patrzą właśnie w lewą stronę. Nie ma w tym przypadku.

Po pierwsze: "Sprawdzam" dla państwa dobrobytu

Zaczęło się od 25-minutowego wystąpienia Adriana Zandberga w odpowiedzi na exposé premiera Mateusza Morawieckiego. Szybko okazało się, że bardziej niż polityczną tyradą było ono wykładem o państwie dobrobytu, podczas którego szef rządu i cała Zjednoczona Prawica musieli wcielić się w rolę studentów pierwszego roku. - Powtarzał pan jak mantrę pojęcie "państwa dobrobytu", więc porozmawiajmy, czym ono jest - mówił polityk.

Państwo dobrobytu to tanie mieszkania na wynajem, to dobrze dofinansowane szpitale, bezpłatna ochrona zdrowia i edukacja. To państwo, w którym każdy czuje się bezpiecznie, a nie jest ofiarą bicia i wyzwisk ze strony prawicowych radykałów, jak działo się całkiem niedawno pod pańskimi rządami w Białymstoku. Nowoczesne państwo dobrobytu szanuje pracowników. Podatki płacą wielkie korporacje, a nie tylko pracownicy i mali przedsiębiorcy

- wyliczał.

Przemówienie Zandberga szybko okrzyknięto nie tylko najlepszym podczas całej debaty nad exposé, ale jednym z najlepszych sejmowych wystąpień w ostatnich latach w ogóle. Co ciekawe, uznanie wobec lewicowej polityka wyrażali nawet sprzyjający rządowi dziennikarze i komentatorzy. Zandberg uderzył PiS w najczulsze miejsce - politykę społeczną, wyrównywanie szans, polski model państwa opiekuńczego. Powiedział głośno i przy wszystkich: sprawdzam. A przecież nie od dziś wiadomo, że państwo dobrobytu w ujęciu PiS-u opiera się nie na kompleksowych politykach publicznych, złożonych reformach systemowych i gigantycznych inwestycjach, tylko na szerokim strumieniu transferów socjalnych. Przez cztery lata można było udawać, że jest inaczej, bo Lewicy nie było w Sejmie, a kto jest nieobecny, ten nie ma głosu. Ale Lewica na Wiejską wróciła i, jak pokazał przykład Zandberga, milczeć nie zamierza.

Zobacz wideo
Dla PiS-u najgorsze nie jest nawet to, że Lewica krytykuje ich politykę socjalną czy ich wizję państwa dobrobytu. Najgorsze jest to, że robi to merytorycznie, a na końcu dodaje: słuchajcie, my nie tylko wiemy, jak zrobić to lepiej, ale mamy już gotowe projekty ustaw i właśnie je składamy

- zauważa dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert od marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Po drugie: Ten sam socjal, lepsze państwo

Przez ostatnie cztery lata wszyscy myśleli, że PiS wyśrubowało wszelkie rekordy w kreśleniu kolejnych obietnic socjalnych. Tymczasem wejście Lewicy do gry pokazało, że naprawdę odważne (ale też naprawdę kosztowne) rozwiązania na stole jeszcze się nie znalazły. To Lewica zaczęła mówić m.in. o emeryturze minimalnej (czy jak kto woli: emeryturze obywatelskiej), lekach na receptę za nie więcej niż 5 zł czy podniesieniu płac w budżetówce. To także Lewica boleśnie wytknęła PiS-owi jego niemoc w realizacji polityk publicznych i budowie faktycznego państwa dobrobytu.

Co jednak odróżnia socjalną ofertę Lewicy od socjalnej oferty PiS-u to fakt, że Lewica nie bierze za swoją okupu w postaci upolitycznionych instytucji publicznych (media publiczne, Polska Fundacja Narodowa, Instytut Pamięci Narodowej, Muzeum II Wojny Światowej) i wymiaru sprawiedliwości (Trybunał Konstytucyjny, Krajowa Rada Sądownictwa, prokuratura, wiele sądów powszechnych) czy mocno krytycznej (wrogiej?) postawy wobec Unii Europejskiej. Do tego Lewica gwarantuje całkowity rozdział państwa od Kościoła. Świeckie państwo, w którym kler nie jest grupą finansowo, politycznie czy nawet prawnie uprzywilejowaną. Jak to kiedyś ujął Włodzimierz Czarzasty: - Mamy taką zasadę: damy wam to, co daje wam PiS i oddamy wam to, co PiS wam zabrał.

Nastroje w Polsce w ostatnich latach mocno przesunęły się w stronę państwa dobrobytu. A specjalistą od państwa dobrobytu jest jednak Lewica

- tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl prof. Antoni Dudek. - Jeśli PiS zacznie popełniać błędy, jeśli nie będzie w stanie dotrzymać licznych obietnic wyborczych, Lewica będzie mieć ich na widelcu. Prawdopodobny jest wówczas odpływ sporej części elektoratu socjalnego właśnie w stronę Lewicy - podkreśla politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Po trzecie: Lewica jest sobą, jest "jakaś"

Gdy stało się jasne, że lewica wraca do Sejmu, wielu konserwatywnych dziennikarzy, komentatorów i publicystów przewidywało, że szybko ugrzęźnie w tematach obyczajowych. Rozpocznie ideologiczne wojny o kwestie, które nie tylko nie dają wygranej w wyborach, ale nawet nie nabijają punktów w sondażach. To dlatego w prorządowych mediach tak mocno forsowana była kwestia feminatywów, których używania dopominały się polityczki Lewicy. Chociaż konserwatywny tygodnik "Do Rzeczy" dopiero co grzmiał ze swojej okładki "Gwałt na języku polskim. Jak feministki próbują zepsuć polszczyznę", marszałkini Sejmu Elżbieta Witek przychyliła się do prośby posłanek Lewicy.

Lewica nie pozwoliła przykleić sobie łatki oszołomów, którzy walczą wyłącznie o sprawy będące de facto didaskaliami poważnej, ogólnokrajowej polityki. Już cytowane wystąpienie Adriana Zandberga pokazało, że Lewica chce przede wszystkim być przygotowana - merytorycznie, politycznie, wizerunkowo. Już podczas pierwszego posiedzenia Sejmu Lewica złożyła projekt ustawy zakładający kompleksowe zmiany w systemie emerytalnym - m.in. podniesienie najniższej emerytury i renty do 1600 zł miesięcznie, a renty dla osób częściowo niezdolnych do pracy do 1200 zł. Posłowie i posłanki Lewicy zaangażowali się w działalność wielu zespołów parlamentarnych odpowiadających na bieżące problemy Polaków - m.in. trzy zespoły zajmujące się smogiem i jakością powietrza, Zespół ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego czy Zespół ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym.

Jednocześnie Lewica podkreśla, że nie zamierza być antyPiS-em czy "totalną opozycją". Nie boi się powiedzieć, że jeśli rozwiązania zaproponowane przez PiS będą dobre dla Polek i Polaków, to oni nie mają problemu z tym, żeby taki projekt poprzeć. To wytrąca "dobrej zmianie" z ręki kluczowy oręż, jakim gnębiła opozycję przez cztery lata. Ciężko będzie bowiem w takiej sytuacji stwierdzić, że opozycja jest histeryczna, jątrzy i zależy jej wyłącznie na wprowadzaniu chaosu.

Jednocześnie Lewica jest w 100 proc. naturalna, nikogo nie udaje. Ma typowo lewicowe postulaty społeczne, ale i typowo lewicowe postulaty obyczajowe (liberalizacja prawa aborcyjnego, związki partnerskie czy równość małżeńska). Nie udaje, że jest "trochę w ciąży", puszczając oko to do wyborcy lewicowego, to do centrowego, a czasem też do konserwatywnego. Ma na siebie pomysł, ma swoją tożsamość, jest wyrazista. Jednym się spodoba, innych zirytuje, ale nikt nie zarzuci jej kunktatorstwa i wpisywania się w zastane polityczne podziały.

Prof. Antoni Dudek: - Lewica ma dziś nad Platformą tę olbrzymią przewagę, że jest "jakaś" - pełna pomysłów (czy ktoś się z nimi zgadza, to zupełnie inna sprawa), energiczna, merytoryczna. Jest wyrazista, widać, że wie, czego chce. Tymczasem Platforma sprawia wrażenie partii kompletnie wypłukanej ideologicznie, bez pomysłu na to, co dalej. Z takim bagażem nie uda się jej długo utrzymać pozycji numer jeden na opozycji.

Po czwarte: Nowe twarze, nowa energia

Jedną rzeczą jest mieć na siebie dobry pomysł, a inną umieć wcielić go w życie. To ostatnie z pewnością by się nie udało, gdyby Lewica nie miała u siebie odpowiednich wykonawców. Od powrotu do Sejmu pierwsze skrzypce w Lewicy odgrywają politycy nowej generacji, ci osławieni 30- i 40-latkowie. Młodzi, przebojowi, kompetentni. Stanowią potężny kontrast wobec "zawodowych" polityków, którzy na Wiejskiej są od kilkunastu (albo i więcej) lat i którzy poza kuluarowymi rozgrywkami na niewiele mają już ochotę.

Dla Lewicy to także słuszny strategicznie ruch, bowiem pozwala zawalczyć o młody elektorat. Ten, który polityką się nie interesuje, który w swojej większości nie głosuje, ale też ten, który stanowi potężny rezerwuar głosów. Warunek: trzeba umieć do tej grupy wyborców dotrzeć. Nie trzeba natomiast być Herkulesem Poirot, żeby odgadnąć, że większe szanse na złapanie kontaktu z 20-latkami mają politycy o dekadę od nich starsi niż starzy wyjadacze z pokolenia ich rodziców.

Siłą Lewicy jest szeroka grupa młodych, dobrze przygotowanych merytorycznie i dobrze wypadających w mediach młodych polityków

- podkreśla dr Olgierd Annusewicz. W rozmowie z Gazeta.pl politolog dodaje: - Być może za sznurki wciąż pociąga tam Włodzimierz Czarzasty i jego starszyzna, ale to ci młodzi nabijają punkty Lewicy. Czarzasty o tym wie i dlatego gra na nich, zamiast pchać do przodu polityków starszego pokolenia.

Prof. Antoni Dudek zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię, która bezpośrednio łączy się z odważnym stawianiem przez Lewicę na nowe twarze.

Wielkim atutem Lewicy jest to, że nikt nie może zarzucić jej, że gdy ona rządziła, to nic w jakiejś materii nie zrobiła. Lewica ma dzisiaj młodą twarz i energię sejmowych debiutantów, a co za tym idzie nie jest uwikłana decyzjami i aferami z przeszłości. Ma czystą kartę i może tym grać

- analizuje nasz rozmówca.

Po piąte: Płachta na byka

Last but not least: już po pierwszym posiedzeniu Sejmu widać, że Lewica zyskuje zdolność, którą dotychczas w polskiej polityce posiadał chyba jedynie Donald Tusk. Mianowicie działa na PiS i sprzyjające mu środowiska jak - nomen omen czerwona - płachta na byka. Doskonale widać było to przy okazji wystąpienia Adriana Zandberga w odpowiedzi na exposé premiera Morawieckiego, a także przy okazji objęcia przez Magdalenę Biejat przewodnictwa w sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Zobacz wideo

W przypadku tej ostatniej Solidarna Polska wystosowała oficjalny list do Jarosława Kaczyńskiego, wzywając go do pozbawienia Biejat powyższej funkcji. Wiele wskazuje na to, że w trosce o dobrą atmosferę w szeregach Zjednoczonej Prawicy prezes PiS-u faktycznie wyda taką dyspozycję. - Ta sprawa wkrótce zostanie rozwiązana. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale tak jak w życiu, także w polityce zdarzają się różne zwroty akcji - zapowiedział w wywiadzie dla "Gazety Polskiej".

Niezależnie jednak od tego, czy Biejat swoją funkcję straci, czy nie, ważne jest coś innego. Lewica potrafi zaleźć za skórę PiS-owi nie tylko merytoryczną krytyką (Zandberg) czy własnymi projektami ustaw (nowelizacja systemu emerytalnego). Zaczyna zyskiwać zdolność irytowania prawicy samą swoją obecnością w Sejmie i przestrzeni publicznej. To dla niej o tyle cenne, że agresja i furia zaślepiają. A na ślepo w polityce nikt daleko nie zaszedł.

*****

Dr Olgierd Annusewicz: - Dla PiS-u konfrontacja z Lewicą jest z jednej strony ryzykowna, ale z drugiej ma głęboki sens. Ryzykowna jest dlatego, że jeśli coś pójdzie nie tak i PiS popełni błędy własne, może dużo i szybko kosztem Lewicy stracić. Jeśli jednak tego uniknie, będzie w stanie rozgrywać między sobą Lewicę z Platformą, utrzymując ich na podobnym poziomie poparcia, jednocześnie wyraźnie niższym niż poparcie dla PiS-u.

Prof. Antoni Dudek: - Kluczowe dla układu sił na opozycji będą wybory prezydenckie. Jeśli kandydat Lewicy zdobędzie mocny trzeci wynik, a już zwłaszcza, jeśli wejdzie do drugiej tury, akcje Lewicy gwałtownie skoczą do góry. Jednocześnie akcje Platformy zaczną pikować, więc może dojść do zmiany na czele opozycji.

Więcej o:
Komentarze (334)
Dlaczego PiS boi się Lewicy. Wszystkie atuty Lewicy.
Zaloguj się
  • Misue Tanaka

    Oceniono 75 razy 55

    Wreszcie coś nowego i pozytywnego dla Polski się pokazało.Za oderwanie kleru od koryta i rozdział państwa od tych watykańskich najeźdźców zagłosuję nawet dwoma rękoma jak to kiedyś klasyk powiedział.Czas skończyć z popisem jedni light drudzy hardcore,a ideologicznie tacy sami.

  • ochujek

    Oceniono 61 razy 49

    Idą duże podwyżki cen. Drożeje wszystko. Suweren powoli zaczyna to odczuwać. Zwiększyła się znacznie liczba ubogich. A to początek kadencji. Będzie coraz gorzej. +500 poratuje tylko nielicznych. Rozdawanie pieniędzy nie prowadzi do poprawy sytuacji państwa. Tak samo jak dawanie forsy klechom. To pieniądze zmarnowane. Nie wytwarzają żadnych dóbr.

  • ochujek

    Oceniono 54 razy 44

    Oj boją się PiSiorki, boją tej Lewicy. I bardzo dobrze. Mafia nie lubi być kontrolowana a jest. Tuska "wypromowali" na polityka miary europejskiej, oby to samo stało się z Lewicą w kraju. PiS potyka się o własne nogi. Krótkie nogi. Mamy nareszcie na kogo głosować. Ci młodzi jeszcze nie rządzili, władza ich nie zepsuła. Może nareszcie pokażą klechom gdzie ich miejsce w państwie.

  • lukasz_patrykus

    Oceniono 39 razy 33

    Pis i jego klesze przydupasy, te wszystkie prałaty, Rydzyki boją się Lewicy jak ognia, bo doskonale wiedzą że odspawanie KK od państwowego cyca, przyniesie budżetowi państwa miliardy złotych oszczędności, likwidacja tych wszystkich fundacji narodowych, depisizacja mediów żeby znów mogły na siebie same zarabiać a nie ciągnąć miliardów z budżetu...
    Lewica proponuje likwidację świętych krów zamiast podwyżek podatków i utrzymanie zdobyczy socjalnych - tego się pisie syny boją najbardziej :-)

  • tomki_boy

    Oceniono 32 razy 26

    Nic dodać, nic ująć. Przez 30 lat głosowałem na liberałów, teraz czas na odmłodzoną lewicę. Adrian Zandberg na prezydenta, intelektualnie zamrozi i zresetuje nabzdyczonego Jędrzeja, lokaja Jarosława

  • j717171

    Oceniono 31 razy 25

    Nie zarabiam mało, mam poglądy liberalne, ale poprę lewice! Kosztem wyższych podatków, niższych emerytur! Jest to cena, która przyjmuje za odsunięcie od władzy ksenofobów, faszystów, homofobów i przede wszystkim kosciola. Panie Zandberg - w wielu miejscach jest mi Pana plan obcy, ale ma Pan mój głos za wyprowadzenie Polski z mroków średniowiecza!

  • bazpol4

    Oceniono 31 razy 23

    Życzę lewicy jak najlepiej ale jak uczy historia z mafią przy korycie nie jest łatwo wygrać

  • wulfen

    Oceniono 26 razy 18

    Lewica będzie rządzić za cztery lata. Nie jestem ich wyborcą, bo dla nich jestem obrzydliwym burżujem i to ja będę musiał dźwigać ciężar ich rozbuchanego rozdawnictwa (chociaż to samo robię teraz) . I to, a nie rozmaite członkinie i marszałkinie, mnie martwi.
    Ale Lewica będzie znowu rządzić. Jako jedyni mają na siebie pomysł (nawet jeśli dla mnie jest on wstrętny) i co najważniejsze nie są bandą stetryczałych dziadów.
    Kiedy prezesa zabraknie, a natury nie oszukasz, PiS rozszarpie walka o ochłapy, PO jest skompromitowane, Konfederacji nikt poważnie nie traktuje. To kto jak nie Lewica?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX