PiS wycofał się z ustawy o likwidacji 30-krotności składek na ZUS. Jarosław Gowin komentuje

Chwilę przed pierwszym czytaniem projektu ustawy dotyczącej likwidacji limitu 30-krotności składek ZUS w Sejmie, okazało się, że PiS z pomysłu się wycofało. Jarosław Gowin sprawę skomentował na Twitterze: "Udowodniliśmy, że łączące nas porozumienie ma silne fundamenty" - napisał.
Zobacz wideo

We wtorek miało odbyć się pierwsze czytanie projektu ustawy o likwidacji 30-krotności składek na ZUS (dzięki przyjęciu rozwiązania przyszłoroczny budżet zyskałby 7 mld zł), poseł Marcin Horała z PiS, przedstawiciel posłów-wnioskodawców, poinformował marszałek Sejmu Elżbietę Witek o wycofaniu propozycji. Decyzja ta została uznana za duże zaskoczenie

Czytaj też: PiS wycofuje projekt ustawy o likwidacji 30-krotności składek na ZUS. Tymczasem Lewica składa swój projekt

Gowin komentuje decyzję PiS-u ws. ustawy o limicie 30-krotności składek na ZUS

Jarosław Gowin od kilku miesięcy podkreślał w wypowiedziach publicznych, że jego ugrupowanie nie poprze likwidacji 30-krotności składek ZUS. W związku z tym, nawet gdyby dziś doszło do głosowania nad projektem ustawy, to bez głosów posłów z Porozumienia, PiS nie byłby w stanie jej uchwalić. Jak zasugerował w rozmowie z Gazeta.pl jeden z polityków partii Gowina, Porozumienie było nawet gotowe zablokować wybór Stanisława Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego, w wypadku, gdyby PiS chciał się posłużyć posłami Lewicy do przegłosowania nowego prawa.

Czytaj też: "Zemsta" Gowina. Za zniesienie 30-krotności ZUS może zablokować wybór Piotrowicza na sędziego TK

Jeszcze wieczorem po expose premiera Mateusza Morawieckiego w Sejmie miało odbyć się pierwsze czytanie dokumentu, ale projekt został wycofany w ostatniej chwili. Jarosław Gowin z takiego obrotu sprawy jest bardzo zadowolony. Na swoim koncie na Twitterze napisał:

Wbrew tym, którzy wieszczyli dekompozycję Zjednoczonej Prawicy, udowodniliśmy, że łączące nas porozumienie ma silne fundamenty programowe. Gramy do jednej bramki.

Komentatorzy zwracają uwagę, że tego samego dnia podobny projekt złożyła grupa posłów Lewicy. On również zakłada likwidację 30-krotności, ale też zasadniczo różni się od planów PiS. Pomimo tego, że oba projekty zakładają, że wyższe składki osób najlepiej zarabiających przekładałyby się na ich większe emerytury, to Lewica jednocześnie proponuje wprowadzenie emerytury maksymalnej. Jak pisze Mikołaj Fidziński dla Next.gazeta.pl, nagła zmiana planów PiS może też oznaczać, że rząd znalazł już brakujące do spięcia budżetu pieniądze, albo też uznał, że nie będzie w tej sprawie rozjuszał koalicjantów z Porozumienia. 

Tymczasem później, poseł PiS Marcin Horała, którego słowa cytuje tvn24.pl, zaprzeczył w Sejmie, jakoby wycofanie projektu jego partii o likwidacji 30-krotności miało związek ze złożeniem przez Lewicę podobnego dokumentu. - Raczej chodziło o to, że nie ma zgody [w Zjednoczonej Prawicy - red.] na ten projekt i nic nie wskazuje na to, żeby taka większość się pojawiła. Nie udało się wszystkich do tego rozwiązania przekonać - powiedział poseł. Dodawał, że nie wie, jaka będzie decyzja władz klubu PiS, co do poparcia projektu Lewicy.

O co chodzi z 30-krotnością składek na ZUS?

Zasada 30-krotności obowiązuje od lat 90. Polega na tym, że jeżeli pracownik zarabia w ciągu roku więcej niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, to w tym roku dalsze składki na ZUS nie są już odprowadzane (choć pracownik oczywiście nadal jest objęty ubezpieczeniem).

Prognozowane wynagrodzenie na 2019 r. wynosiło 4765 zł, więc obecnie limit 30-krotności opiewa na blisko 143 tys. zł. W 2020 r. prognozowane wynagrodzenie ma wynieść 5227 zł, więc limit wyniósłby prawie 157 tys. zł.

Zniesienie limitu 30-krotności oznaczałoby, że najlepiej zarabiający pracownicy i ich pracodawcy płaciliby wyższe składki. Pracownicy przez to dostawaliby niższe wynagrodzenia "na rękę". Koszty po stronie pracownika i jego pracodawcy szłyby w tysiące czy wręcz dziesiątki tysięcy złotych w skali roku.

Więcej o: