Lewica może postawić PiS pod ścianą ws. 30 krotności ZUS

Jacek Gądek
Lewica może być języczkiem u wagi ws. projektu ustawy zgłoszonej przez PiS o zniesieniu limitu 30-krotności ZUS. Jednak sam klub Lewicy może się w tej sprawie podzielić, bo partie Razem i Wiosna są bardziej otwarte na dyskusję, a SLD jest tu sceptyczne. Jednak nawet część klubu Lewicy może postawić PiS pod ścianą: albo wsparcie PiS dla lewicowej wersji ustawy, albo zniesienie limitu trafia do kosza.
Zobacz wideo

O co chodzi ze zniesieniem limitu? Zarobki wyższe niż 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia (to dziś ok. 140 tys. zł rocznie) ma w Polsce ok. 370 tys. osób. Zapłacą oni więcej na ZUS, w zamian za to otrzymają obietnicę bardzo wysokich emerytur. Na ustawie ucierpią ich pracodawcy.

W projekcie PiS zapisano, że ustawa przyniesie 7,1 mld zł. To jednak bardzo optymistyczne szacunki. Wcześniej była mowa o 5 miliardach zł, szacunki Lewicy mówią o 2-3 miliardach. Ponadto zniesienie limitu będzie oznaczać ucieczkę osób, które miałyby zapłacić większe składki na ZUS. Po prostu będą zmieniać formę umów, by nie zmniejszyć swoich wynagrodzeń.

Mówi poseł Krzysztof Gawkowski, szef klubu Lewicy: - Nie damy się szantażować przez PiS, że musimy poprzeć każdy socjalny projekt ustawy. Ale nie damy się też obrażać przez Małgorzatę Kidawę-Błońską z Koalicji Obywatelskiej. Nie ma mowy o żadnych aliansach z PiS-em, ale merytorycznie o konkretnej ustawie możemy rozmawiać.

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (KO) mówiła w TVN24, że jeśli Lewica poprze projekt ws. zniesienia 30-krotności ZUS, to "są nic nie warci".

Jak dodaje szef klubu Lewicy: - Przedstawimy własne propozycje dotyczące ustawy o zniesieniu 30-krotności ZUS i będziemy je merytorycznie argumentować. Brakuje nam obecnie w projekcie przede wszystkim zabezpieczeń w postaci zapisów o emeryturze minimalnej i maksymalnej. Będziemy chcieli również odbyć konsultacje społeczne i dopiero po nich zapadną ostateczne decyzje.

Decyzje mają zapaść na klubie Lewicy - być może już w poniedziałek.

PiS samo zafundowało sobie kryzys wokół tego projektu ustawy. Jeszcze kilka dni temu politycy tej formacji wycofywali się ze zniesienia limitu 30-krotności ZUS. Potem jednak niespodziewanie grupa posłów PiS wniosła projekt w tej sprawie. Przeciwnikiem ustawy jest Porozumienie Jarosława Gowina. - Jest formalna uchwała zarządu partii zakazująca posłom głosowania za likwidacją 30-krotności ZUS. W tej sprawie nie może być żadnej wątpliwości, jak zagłosujemy - stawiał sprawę jasno Gowin.

Bez głosów "gowinowców" PiS samo tej ustawy w Sejmie nie uchwali.

Wynika to z arytmetyki. Klub PiS liczby 235 posłów, ale 18 spośród nich to "szable" Jarosława Gowina. Bez nich PiS będzie mieć tylko 217 głosów, więc do większości (231) daleko. Choć oczywiście, wstrzymanie się od głosu bądź nieobecność niektórych parlamentarzystów może ten próg obniżyć.

- Może przekonamy naszych kolegów i koleżanki z Porozumienia, żeby zagłosowali za tym rozwiązaniem. Jeżeli nie, to zobaczymy, czy znajdzie się inna większość w Sejmie, żeby to poprzeć” - mówił w radiowej "Jedynce" rzecznik rządu minister Piotr Müller.

Skoro nie ludzie Gowina, to projekt może poprzeć klub Lewicy - liczy on 49 "szabel". Lewica nie jest jednak jednorodna. Poparcia wprost ustawy w wersji PiS na Lewicy nikt jednak nie zakłada.