Artur Zawisza kaja się po potrąceniu rowerzystki. "Chcę stanąć w prawdzie"

Swoich win nie umniejszę i nie chcę tego. Chcę stanąć w prawdzie - zapewnia Artur Zawisza, który w piątek potrącił na drodze w Warszawie rowerzystkę, a później został zatrzymany przez policyjny patrol, bo jeździł swoim autem chociaż ma zabrane prawo jazdy.
Zobacz wideo

"Jest niedzielny poranek. Jesienne słońce świeci między drzewami, a ja mam ciągle ból w sercu i słowa przeprosin wypowiadam do nieobecnych. Tego bólu już nie da się wyplenić i będzie bolał - zaczyna swój długi wpis na Facebooku były poseł i jeden z liderów narodowców. Dalej zapewnia, że "na mszy przyjdzie wyrażać żal i skruchę z powodu popełnionych błędów i wyrządzonych krzywd". 

"Czytam w sieci słowa tych, których żadne moje przeprosiny nie przekonają i słowa tych, którzy wiedzeni gniewem wykrzykują rzeczy straszne. Bardzo to niedobre, ale taką mam konsekwencję swojego braku rozwagi i nawet nie zgadzając się z wieloma oskarżeniami, biorę je jako cierpienie być może oczyszczające" - pisze dalej były lider narodowców. "Swoich rzeczywistych win nie wybielam i wiem, że życie nabrało innego ciężaru, który muszę nieść" - dodał.

Do potrącenia rowerzystki doszło w piątek rano na skrzyżowaniu ulic Sobieskiego i Beethovena. Kobieta trafiła do szpitala. Później we wpisie na Facebooku polityk napisał, że jej "współczuje" i ma nadzieję, że jej zdrowie "szybko wróci do stano sprzed kolizji". "Sama kolizja niczym nie różni się od setek podobnych, ale przykro mi, że brałem w niej udział" - napisał, krótko po zdarzeniu. Tymczasem kobieta ma poważne obrażenia, m.in. złamany bark i zgruchotane kolano. Czeka na operację, przed nią też zapewne długa rehabilitacja.

Kilkanaście godzin później - ok. godziny 22 - Zawisza został zatrzymany przez policyjny patrol, bo mimo porannego wydarzenia prowadził samochód bez prawa jazdy (stracił je za jazdę pod wpływem alkoholu). Auto zostało odholowane na policyjny parking. Sam Zawisza, tłumaczył, że zamierzał odstawić samochód do garażu. Grożą mu teraz nawet 2 lata więzienia.

Sprawę powtórnego zatrzymania w piątek wieczorem przez policję opisuje tak: 

"Gdy odstawiałem auto do firmowego garażu upolował mnie pracujący w Parlamencie Europejskim asystent pani poseł z Koalicji Europejskiej i jego zdjęciami posłużyły się media, gdy po doniesieniu na policję patrol zatrzymał mnie w aucie robiącego trzyminutowy objazd ulicami do garażu" - pisze Zawisza.