Protesty wyborcze. Kto będzie ponownie liczył głosy? Kluczowa rola trzech sędziów

Kto ponownie policzy głosy w wyborach do Senatu, jeśli Sąd Najwyższy uzna, że jest taka potrzeba? Zrobią to sędziowie, nie wiadomo tylko, czy w tzw. "trójkach", czy też z sądów rejonowych. Trudno wyobrazić sobie za to zwożenie protokołów do siedziby Sądu Najwyższego, choć może stać się i tak.
Zobacz wideo

O północy w nocy z 22 na 23 października minął termin na zgłaszanie protestów wyborczych w Sądzie Najwyższym. Wpłynęło ich razem 62, z czego sześć złożyło Prawo i Sprawiedliwość (chce przeliczenia głosów w sześciu okręgach w wyborach do Senatu), a trzy Koalicja Obywatelska (zgłasza zarzuty naruszenia przepisów Kodeksu wyborczego w trzech okręgach senackich).

Teraz wszystkimi protestami zajmują się "trójki" sędziowskie Sądu Najwyższego. Co to oznacza w praktyce?

Najpierw każdy taki protest trafia do trzech sędziów z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, którzy sprawdzają go pod kątem formalnym. Jeśli go nie odrzucą i uznają, że są przesłanki do dalszego rozpatrywania go, proszą o opinię prokuratora generalnego, Państwową Komisję Wyborczą i komisarza z obwodu, co do którego były zastrzeżenia. Jeśli trójka sędziowska po zebraniu informacji oceni, że mogło dojść do naruszenia prawa lub Kodeksu wyborczego i to mogło mieć wpływ na wynik wyborów, pozostają tylko dwie drogi.

Wybory do Senatu. Kto policzy głosy?

Kto ostatecznie policzy głosy? Dwa scenariusze prezentuje rzecznik Sądu Najwyższego sędzia Michał Laskowski.

Według pierwszego liczenie głosów obędzie się "na miejscu". SN prosi sąd rejonowy z okręgu, w którym pojawiły się wątpliwości, a sędziowie rejonowi sprawdzą protokoły komisji i głosy. W takim wypadku musieliby odwiedzać depozyty, w których zabezpieczone są karty do głosowania. 

Jest jeszcze druga droga. Worki z kartami do głosowania zostaną przewiezione z depozytów do Sądu Najwyższego. W siedzibie SN trójka sędziowska, która zajmowała się badaniem protestu, miałaby przeliczyć je ponownie. To oznaczałoby zwożenie nierzadko setek tysięcy kart do głosowania w jedno miejsce i liczenie przez sędziów głosów, by sprawdzić, czy nie doszło do uchybień.

Które rozwiązanie jest bardziej prawdopodobne? Na razie nie wiadomo. Szefowa Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, sędzia Joanna Lemańska, pytana była o to przez TVN24. Nie przekazała konkretów, przyznała jedynie, że dopuści na przykład do tego, by przy tym procesie byli obecni obserwatorzy OBWE.

Więcej o: