Tylko Kidawa-Błońska może pokonać Dudę? "W jej przypadku pole do dyskredytacji jest bardzo niewielkie, a wciąż się zawęża"

- Jeśli założymy, że kandydatem Zjednoczonej Prawicy w maju 2020 roku będzie Andrzej Duda, to uważam, że najskuteczniej o interesy opozycji rozumianej jest w stanie zawalczyć marszałek Kidawa-Błońska - mówi w rozmowie z Gazeta.pl politolożka dr hab. Ewa Marciniak z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Czym powinien cechować się kandydat opozycji, który miałby szanse zdetronizować Andrzeja Dudę?

DR HAB. EWA MARCINIAK: Niezależnie, czy mówimy o kandydacie opozycji ubiegającym się o urząd, czy o urzędującym prezydencie walczącym o reelekcję, kluczowy jest tzw. format prezydencki. Chodzi o zestaw cech, które powinien posiadać polityk sprawujący funkcję głowy państwa lub ubiegający się o to stanowisko.

Jakie to cechy?

Pierwszą jest charyzma lub syndrom cech blisko powiązanych z charyzmatycznością. Chodzi o naturalną zdolność przyciągania uwagi, zjednywania sobie zwolenników, eksponowanie takich cech własnego charakteru, które przybliżają polityka do ludzi. Politolodzy nazywają to promowaniem swojskości, byciem zwykłym człowiekiem, kimś takim jak inni obywatele. Można powiedzieć, że to uniwersalne cechy, które pokazują, że jest się po prostu dobrym człowiekiem.

Drugą cechą jest sumienność postrzegana przez wyborców jako pracowitość, systematyczność, konsekwencja w dążeniu do celu, pewnego rodzaju uporządkowanie. Polityk może być swojski, może być "z ludu", ale nie powinien być chaotyczny czy roztrzepany.

Wreszcie trzecia cecha, czyli mówiąc językiem psychologii - ekstrawersja. Wychodzenie do ludzi, otwartość na innych, dominacja, ale rozumiana nie jako tłamszenie innych, tylko umiejętność przejmowania inicjatywy. W polityku musimy widzieć naturalnego lidera. I na koniec – zdolność do współdziałania z innymi siłami politycznymi, z ludźmi o odmiennych poglądach oraz z najbliższym otoczeniem: wykształconymi, mądrymi i refleksyjnymi doradcami, ministrami, urzędnikami.

Przywództwa można się przecież nauczyć.

To prawda. Jest przywództwo polityczne, które wyrasta z samego przywódcy. Mówimy wtedy o tzw. urodzonym liderze. Tyle że takie przypadki rzadko się trafiają. Dzisiaj po stronie opozycji kogoś takiego nie widzę. Jest też jednak tzw. przywództwo relacyjne, które jest procesem i wyrasta z nieustannie pielęgnowanych relacji z innymi ludźmi - obywatelami, wyborcami, środowiskami obywatelskimi, organizacjami pozarządowymi, środowiskami partyjnymi. Skoro opozycja nie ma po swojej stronie naturalnego lidera, powinna skupić się na wytworzeniu sensownej relacji między osobą, która posiada pewne cechy przywódcze, ale uzupełnia je tym przywództwem relacyjnym.

Kto spełniałby to kryterium?

Zdecydowanie Małgorzata Kidawa-Błońska. Spośród polityków, którzy po stronie opozycji pojawili się na prezydenckiej giełdzie nazwisk, ona pasuje tutaj najlepiej.

Dlaczego?

Kampania prezydencka jest kampanią wybitnie negatywną, polega na wzajemnej dyskredytacji kandydatów. W przypadku marszałek Kidawy-Błońskiej pole do dyskredytacji jest bardzo niewielkie, a wciąż się zawęża. Dowodem była kampania parlamentarna, w której nawet politycy PiS-u mówili o niej dobrze albo wcale.

Krytycy tej kandydatury mówią, że pani marszałek jest za mało wyrazista, zbyt nijaka.

Przypomnijmy sobie, jak kształtuje się przywództwo. Może wynikać wprost z przymiotów przywódcy, ale może stać się też efektem ciężkiej pracy przywódcy (np. polityka) nad swoim przywództwem. Kidawa-Błońska ma etykietę polityka liberalnego, co w jednak bardziej konserwatywnym polskim społeczeństwie daje szanse zawalczenia zarówno o wyborców prawicowych, jak i lewicowych. Zwłaszcza w tak spersonalizowanych wyborach jak prezydenckie, gdzie program odgrywa drugorzędną rolę, a wyborcy koncentrują się na osobistych przymiotach kandydatów.

Wrócę do mojego pytania: czy nijakość nie będzie problemem dla pani marszałek?

Może, jeśli jej sztab, jej doradcy nic by z tym nie zrobili. Z drugiej strony, autentyczność marszałek Kidawy-Błońskiej jest jej na tyle dużym atutem, że może "przykryć" problem nijakości. Zwłaszcza, kiedy Kidawa-Błońska ruszy w objazd po Polsce i zacznie wypracowywać swoje przywództwo w kontakcie z różnymi środowiskami w całym kraju - i na konserwatywnym Podkarpaciu, i w bardziej liberalnej Wielkopolsce, i w swojej Warszawie.

Nijakość to niejedyny problem pani marszałek. Nie jest typem politycznej fighterki, co w tak spersonalizowanej kampanii jak prezydencka może być problemem. Zdolności retoryczne to kolejna rzecz do poprawy, bo Kidawa-Błońska swoimi wystąpieniami tłumów nie porywa.

Co do tego wszystkiego zgoda, jest co poprawiać. Ale Kidawa-Błońska to też człowiek, który jest w polityce od zawsze, który rozumie politykę i który - jeśli mogę się tak wyrazić, odwołując do biografii pani marszałek - ma polityczne geny. Komuś takiemu znacznie łatwiej uzupełnić swoje przywództwo o element narracyjny, czyli żeby za opowiadaną opowieścią szła też sprawna realizacja, a więc forma tego opowiadania. Tego można się nauczyć. Przy dobrych chęciach i sprawnych ekspertach, nawet całkiem szybko. Dużo trudniej nauczyć się rozumienia polityki, poruszania w się w polityce. A to Kidawa-Błońska ma opanowane w stopniu bardzo dobrym.

Poza nią na opozycyjnej giełdzie nazwisk jest jeszcze sporo osób: Hanna Zdanowska, Rafał Trzaskowski, Władysław Kosiniak-Kamysz, Robert Biedroń. Etatowym kandydatem na prezydenta jest też Donald Tusk.
Z tego grona najpoważniej należy traktować prezesa Kosiniaka-Kamysza, który wraz ze swoimi akolitami zrobili już w tej sprawie krok do przodu. Już zaczęli oswajać opinię publiczną z czymś, co niedługo stanie się faktem, a mianowicie, że prezes PSL zostanie kandydatem środowisk centrowych, chrześcijańskich, chadeckich, wiejskich. Niemniej, jeśli założymy, że kandydatem Zjednoczonej Prawicy w maju 2020 roku będzie Andrzej Duda, a jest to dzisiaj najbardziej prawdopodobna opcja, to uważam, że najskuteczniej o interesy opozycji rozumianej jako blok antyPiS jest w stanie zawalczyć marszałek Kidawa-Błońska.

Skuteczniej od Kosiniaka-Kamysza?

Tak. Jest kobietą, a to w polskich realiach politycznych wciąż atut nie do przecenienia. Pierwsza kobieta-prezydent - choćby tylko na tym można już zbudować ogromną część jej kampanii i pozyskać mnóstwo głosów żeńskiej części wyborców. Mimo, że ma opinię polityka liberalno-lewicowego, to ze względu na biografię i historię rodzinną może pokazać się jako Polka z krwi i kości. To z kolei daje jej szansę nawiązania dialogu z częścią wyborców, która polskość rozumie bardziej narodowo czy nawet w łagodny sposób nacjonalistycznie.

Pozyskanie konserwatywnych wyborców miało być największym atutem prezesa ludowców.

Prezes Kosiniak-Kamysz mocno eksponuje swoje chrześcijaństwo (nawet bardziej niż sam katolicyzm) i konserwatyzm. Jednak z tego względu jest sporo segmentów elektoratu, dla których jest niestrawny, które się do niego nie przekonają. Co prawda Polacy jako społeczeństwo są bardziej konserwatywni niż lewicowi, ale na naszej scenie politycznej bardzo liczne jest także centrum. Marszałek Kidawa-Błońska może skuteczniej odwoływać się i do niego, i do wyborców lewicowych.

Kto z tej dwójki, a być może także spoza niej, miałby większe szanse przeciągnąć na stronę opozycyjną choćby część wyborców Zjednoczonej Prawicy i Andrzeja Dudy?

W dopiero co zakończonych wyborach na PiS głosowało ponad osiem milionów Polaków. Opozycja musiałaby zbadać, jaka część tej grupy to elektorat twardy, a jaka warunkowy. Moim zdaniem ta druga grupa to około 10 proc., ale niektóre badania pokazują, że nawet 15-18 proc. Jest więc o co walczyć.

Do tej walki najbardziej nadaje się...

Opozycja musi też odpowiedzieć sobie na arcyważne pytanie: czy jej kandydat (ten w drugiej turze) ma starać się uszczknąć nieco głosów prawicy, czy maksymalnie zmobilizować elektorat opozycyjny, zwłaszcza ten, które na wybory nie chodzi albo chodzi rzadko. Więcej głosów PiS-owi na pewno zabrałby Kosiniak-Kamysz, jeśli założymy, że ludzie głosują programowo, czyli w tym przypadku za Polską tradycyjną i wartościami konserwatywnymi. Jeśli jednak postawimy pytanie, kto zmobilizuje elektorat niegłosujący lub głosujący mocno sporadycznie, tutaj dużo większe szanse ma Kidawa-Błońska, która jest wiarygodna dla szerszego spektrum wyborców opozycji. Głosować może na nią nie tylko centrum, ale także lewica (pierwsza kobieta-prezydent) i umiarkowana prawica (kwestie rodzinne, przodkowie).

Opozycja powinna wystawić wspólnego kandydata od razu przed wyborami czy porozumieć się dopiero po pierwszej turze?

Drugi scenariusz jest znacznie bardziej realny, zważywszy na to, jak duże trudności nasi politycy mają z osiąganiem kompromisów. Pierwsza tura będzie rodzajem prawyborów, ale dla opozycji ważne jest, żeby po jej stronie kandydatów nie było zbyt wielu. Najlepiej dwoje, maksimum troje. Potem jedno z nich w drugiej turze miałoby szanse zebrać poparcie od całej opozycji. Oczywiście, zakładając, że opozycja zdoła się porozumieć, co nie jest w 100 proc. pewne.

Wszystkie układanki po stronie opozycyjnej może też jeszcze wywrócić Donald Tusk. Co prawda dzisiaj wiemy, że bardziej prawdopodobne od powrotu do polskiej polityki jest objęcie przez niego funkcji szefa Europejskiej Partii Ludowej, ale aspirowanie do tej funkcji nie przeszkadzałoby mu we włączeniu się do wyścigu prezydenckiego. Problemem Tuska jest to, że zmęczył wyborców. Niekończąca się huśtawka emocjonalna dotycząca jego powrotu do polskiej polityki sprawiła, że wyborcy opozycji co chwilę zyskiwali nadzieję, a potem ją tracili. Dzisiaj już na niego nie liczą i patrzą na inne opcje, bardziej dostępne.

Kiedy opozycja powinna wystawić swoje kandydatury - jak najszybciej czy dopiero na początku 2020 roku, gdy na przykład w Platformie stanie się jasne, kto będzie rządzić partią?

Nie partyjna polityka i timing wyborów w Platformie powinny wyznaczać termin, w którym wyborcy niepisowscy dowiedzą się, kogo będą mogli poprzeć w majowych wyborach. Preferencje wyborcze nie kształtują się w ułamku sekundy. Jeśli kandydat lub kandydatka opozycji ma przekonać do siebie uśpiony elektorat, który normalnie nie chodzi na wybory, czeka go (lub ją) mnóstwo pracy w całej Polsce. To nie będzie gwałtowna pobudka, tylko stopniowe wybudzanie. Na to potrzeba czasu.

Czyli im szybciej, tym lepiej?

Przypomnijmy sobie, jak wyglądało to przed kampanią z 2015 roku. Deklaracja o wystawieniu Andrzeja Dudy przez PiS została ogłoszona 11 listopada 2014 roku. Na początku wszyscy żartowali, że z dwóch Dudów bardziej znany jest Piotr, przewodniczący "Solidarności". Jednak tak wczesne wystawienie kandydata było bardzo dobrą decyzją PiS-u. Kampanii prezydenckiej nie robi się w dwa miesiące. Zwłaszcza, że po drodze będą i ferie zimowe, i święta wielkanocne. Tymczasem prezydent Duda już jest w kampanii wyborczej, to już jest bardzo intensywna kampania. Sam prezydent mówi wprost o tym, że jest jeszcze młody i na polityczną emeryturę się nie wybiera. Wyborcy opozycji powinni jak najszybciej poznać alternatywy ze swojej strony.

Więcej o:
Komentarze (192)
Wybory prezydenckie 2020. Kto jest najlepszym kandydatem opozycji
Zaloguj się
  • gangut

    Oceniono 3 razy -1

    KO ma jeszcze szansę na "swojego" prezydenta. Wystarczy ze w wyborach poprze Dudę.

  • rafiki36

    Oceniono 1 raz -1

    Kidawa moze kawe paprzyc w gabinecie Tuska. Tusk nie ma sobie rownych. Sikorski lub Kosiniak Kamysz to przyszlosc.

  • tata_japoxa

    Oceniono 2 razy -2

    Tylko Grzesiu Schetyna Tyko on!

  • weredyk_pl

    Oceniono 1 raz -1

    „Tylko Kidawa-Błońska może pokonać Dudę? "W jej przypadku pole do dyskredytacji jest bardzo niewielkie, a wciąż się zawęża"”

    Odwrotnie- z każdym otwarciem gęby i wypowiedzią to pole się poszerza.

  • najgorszy-sort

    0

    Tusk - ma zbyt duży negatywny elektorat
    Kidawa-Błońska - nie pociągnęła KO to jakiegoś spektakularnego wyniku wyborczego
    Rzepliński - zbyt kiepski mówca, nie kupią go
    Zdanowska - cała Łódź na nią zagłosuje, ale kto poza tym?
    Kosiniak-Kamysz - lubię go, ale dla wielu jego przynależność do PSLu może być niewygodna
    No i nie wiem...
    Przychodzą mi do głowy jeszcze dwa nazwiska, które ja osobiście "kupuję" w ciemno: Bieńkowska i Mucha.

  • maciejwscieklica

    Oceniono 5 razy 1

    suweren nigdy "wielkiej pani" nie zaakceptuje
    lud kocha swojaka'takim był kiedys Kwas
    takim, dla znacznie juz ograniczonego suwerena, jest adrian
    walacy szmoncesy o rektorze w majtach

    Kidawa nigdy nie wyjdzie ze swojej poprawnosci
    a nieskazitelny zyciorysi przodkowie bedzie tylko przeszkodą

  • semigetuza

    Oceniono 1 raz -1

    Pani dr.hab. Ewo Marciniak, politolożko /brrrrr...., ohydne słowo/
    Z osłupieniem i zażenowaniem przeczytałem to, co Pani z siebie w tym wywiadzie "wydaliła". Tak, to dobre słowo.
    To nie jest ocena polityczna, to obrzydliwe polityczne wazeliniarstwo, które hańbi stopnie naukowe, którymi się Pani posługuje.
    Pania Kidawę-Błońską znam osobiście. Jeśli w skrócie podać Jej polityczną i moralną charakterystykę, to jest to taka polska Hilary Clinton z takimi jak Jej amerykańska odpowiedniczka szansami na prezydenturę.
    Pani MK-B jest osobą inteligentną, bezwzględną i jawnie gardzącą wszystkimi stojącymi niżej od Niej w hierarchii społecznej. Jej problemem jest to, że owej pogardy nie potrafi skutecznie ukryć.
    Prowincja i wieś Ją za to znienawidzą.
    To kandydatka elity warszawskiej /tej od wina i cygar/, która nigdy nie pozyska głosu nie tylko mieszkańca wsi i małego miasta, ale i głosu "ludu wielkomiejskiego". Na tę Panią nie odda swego głosu żaden hydraulik, mechanik samochodowy czy sprzedawczyni z supermarketu, co tam sprzedawczyni, nawet średni personel managerski Lidla czy Biedronki odwróci się od Niej z obrzydzeniem.
    Jeśli opozycja swoje polityczne kalkulacje opiera na analizach typu powyższego, to PiS porządzi jeszcze dlugo, a PAD ma drugą turę już w kieszeni.
    Niestety, jedynym kandydatem mającym realną szansę wygrania z PAD-em jest Kosiniak-Kamysz.
    Wsparcie Jego kandydatury przez KO już dziś przywiązało by PSL do obozu opozycyjnego i stanowiło realną zaporę przed łajdactwami tej politycznej prostytutki.
    Dla KK ta kandydatura jest strawialna, dla Lewicy takoż /można ich przekupić jakimiś eksponowanymi posadami w Kancelarii Prezydenta.
    Co do przykościelności KK, to K-B w niczym Mu nie ustępuje, tyle tylko, że robi to z większą hipokryzją.
    Pan KK nie jest bohaterem mojego romansu, ale w polityce /nie tylko polskiej/ na ogół wybiera się mniejsze zło.
    Niestety głosy politolożek i "tęczowych chłopców" nie wystarczą, aby w lipcu zmienić lokatora Pałacu Namiestnikowskiego.

  • ferroetigni

    Oceniono 4 razy 2

    Niestety, p. Kidawa nie wyróżniła się jakoś specjalnie podczas kampanii wyborczej. Natomiast wymienione cechy przywódcze posiada pani prezydent Łodzi, Hanna Zdanowska.

  • ton_y

    Oceniono 2 razy 2

    Ktokolwiek wystartuje to Schetyna ogłosi to w ostatniej chwili i położy kampanię. Ten to ma talent do porażek

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX