W PO wrze wokół Grzegorza Schetyny. "Statek uderza w górę lodową i toniemy", "mówili mu, że jest Bogiem"

Jacek Gądek
Krytyka Grzegorza Schetyny wewnątrz PO przybiera na sile. - Kapitan statku wyznacza kurs, którym mamy płynąć. Jeśli statek uderza w górę lodową i toniemy, to kapitan ponosi za to odpowiedzialność - mówi znany poseł Platformy Obywatelskiej o swoim szefie. Inny dodaje: Tak dalej już nie popłyniemy. Jest rosnące ciśnienie na odświeżenie.
Zobacz wideo

Rozmówca Gazeta.pl z szeregów PO: - Doceniam zdolności organizacyjne Grzegorza, ale na ulicach było słychać jedno "odsuńcie tego Schetynę, bo się nie nadaje".

To wezwanie widać także po liczbach. We Wrocławiu, gdzie Schetyna był liderem listy Koalicji Obywatelskiej, tylko 31 proc. głosów oddanych na całą listę padło właśnie na niego. Dla porównania, w Warszawie na Małgorzatę Kidawę-Błońską padło ich aż 72 proc. Słowem: duża część wyborców KO nie chciała głosować na lidera Platformy.

Frondyści przeciwko Schetynie widzą dwa sposoby na zmianę szefostwa. Pierwszy to wyniesienie Schetyny w lektyce. Drugi - na tarczy. Pokojowo albo po konfrontacji. Albo znajdzie następcę, albo jego znajdzie pogromca.

Polityk PO: - Wynik Schetyny we Wrocławiu wskazuje, co powinien teraz zrobić, czyli odejść.

Inny dodaje: - Grzegorz teraz ma czas na odejście z klasą i naznaczeniem następcy. Schetyna nie jest jednak sam, ale jest otoczony dworem, ludźmi, którzy przez cztery lata mówili mu, że jest Bogiem. Nawet jeśli sam chciałby się poświęcić, to jego dwór już niekoniecznie.

W Platformie jest nawet obawa, że Schetyna doprowadzi do totalnego zwarcia z wewnętrzną opozycją i w efekcie także do rozłamu w partii.

Lista pretensji do Schetyny jest długa. Od ułożenia kiepskich list, o których jeden z polityków PO mówi nam, że były "totalną kompromitacją". Przez niemrawą kampanię i spóźnione wystawienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w roli kandydatki na premiera. - Schetyna do końca się upierał, by nie namaszczać Kidawy-Błońskiej, aż w ostatnim momencie się na to zdecydował. Było już jednak za późno. Grzegorz wysunął ją na czoło, ale sam nie potrafił się schować - kręci głową polityk PO.

A już robaczywą wisienką na torcie było zaproszenie Lecha Wałęsy do wygłoszenia mowy na finałowej konwencji Koalicji Obywatelskiej. Były prezydent zaatakował wtedy Kornela Morawieckiego - pochowanego dzień wcześniej twórcę "Solidarności Walczącej", którego nazwał "zdrajcą", co położyło końcówkę kampanii Koalicji Obywatelskiej. - I nikt nie poniósł nawet odpowiedzialności za zaproszenie Wałęsy - dodaje.

Rezygnacja Schetyny jeszcze przed końcem kadencji przewodniczącego - zdaniem naszych rozmówców - nie wchodzi w grę, bo to byłoby upokorzenie. Ta kończy się w styczniu przyszłego roku. Ale - wskazują - Schetyna może nie kandydować ponownie i namaścić swojego następcę - to byłoby pokojowe przekazanie władzy połączone zachowaniem części wpływów.

Mówi polityk PO: - Schetyna może współuczestniczyć w konstruowaniu nowego szefostwa PO. Jeśli podejmie próbę narzucenia partii jakiegoś swojego człowieka, który nie ma autorytetu, to doprowadzi do wewnątrzpartyjnej konfrontacji.

Nikt z wewnętrznej opozycji w PO nie mówi jeszcze publicznie, że będzie się starał o fotel szefa partii. Najdalej w swoich deklaracjach idzie Borys Budka, który "dopuszcza taki scenariusz", ale decyzji nie podjął.

- W PO są bardzo ciekawe osoby, które mogą być liderami. Ich potencjału nie można zaprzepaścić - słyszymy. Mowa o Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, Rafale Trzaskowskim, Borysie Budce czy Bogdanie Zdrojewskim. W rozmowie z nami znany polityk PO nie kryje złości: - Trzeba całkowicie przemeblować partię. Tak dalej już nie pojedziemy. Jeśli ktoś uważa, że nic się nie stało, to jest w koszmarnym błędzie. Jest rosnące ciśnienie na odświeżenie. Pytanie tylko, czy będzie ono będzie powierzchowne czy realne.

Małgorzata Kidawa-Błońska na świeczniku znalazła się dzięki Schetynie, ale obsadzana jest w roli jego następczyni. Nie bezkrytycznie. - Zgodziła się odegrać rolę, którą zaoferował jej Schetyna i dziś jest twarzą porażki. Nie wyszło - słyszymy od rozmówcy z PO. W Platformie żywe jest przekonanie, że Schetyna namaścił ją, by rozmyć własną odpowiedzialność za klęskę KO.

Gdyby Kidawa-Błońska w twardej polityce była tak biegła jak w premierach spektakli teatralnych, filmów i nowości wydawniczych, to byłaby doskonałym materiałem na szefową partii. Ale nie jest hardą fighterką, o czym wszyscy w PO wiedzą. Gdyby przejęła Platformę, to - mimo zapewnień o niezależności - musiałaby się oprzeć na współpracownikach, którzy trzymali by partię w ryzach, a od tego akurat najlepsza jest ekipa Schetyny.

- Małgorzata Kidawa-Błońska, Rafał Trzaskowski, Borys Budka albo ktoś inny wystartuje na szefa PO, to taka osoba wygra w konkurencji ze Schetyną. W każdym w tych wariantów Schetyna przegra. Działacze mają przecież instynkt samozachowawczy. Wiedzą, że Schetyna nie będzie już mądrzejszy, skuteczniejszy ani piękniejszy niż jest teraz.

Największy format mają dziś w PO dwie osoby: Kidawa-Błońska i Trzaskowski. Ona - szanowana, przyjazna, ma dobre notowania w sondażach zaufania, a także prezydenckich. On - jest symbolem sukcesu PO w Warszawie, czyli wygranej nad kandydatem PiS-u już w I turze, jest też liderem środowiska samorządowców, a ponadto jest dobrym mówcą i odnajduje się w konfrontacjach.

Więcej o: