Jan Filip Libicki kandydatem PiS i PSL na marszałka Senatu? "Wiążące będzie zdanie Kosiniaka-Kamysza"

Jacek Gądek
- Gdyby pojawiła się propozycja, bym zasiadał we władzach Senatu, to dla mnie ważny byłby płynący z tego sygnał do środowiska osób niepełnosprawnych. Jeszcze mocniejszy niż dotychczas, że można i da się - mówi Jan Filip Libicki, senator PSL.
Zobacz wideo

Jacek Gądek: - Marek Jurek chce, aby PiS na spółkę z PSL wybrało pana na marszałka Senatu. Pan jest za?

Jan Filip Libicki: - Znam Marka Jurka od 30 lat. Swoją karierę polityczną rozpoczynałem u boku mojego ojca i właśnie Marka Jurka.

Więc jego zdanie jest dla pana bardzo ważne.

Niezwykle go cenię. To jest dla mnie miła propozycja, ale jestem członkiem PSL-u i założyłem sobie, wchodząc do tej partii, że oddaję się do dyspozycji prezesa Stronnictwa, a jest nim Władysław Kosiniak-Kamysz. I to prezes PSL będzie mi sugerował, czym mam się w Senacie zajmować i na jakim stanowisku.

A co Władysław Kosiniak-Kamysz panu proponował, bo przecież rozmawialiście już zapewne?

Już po wyborach rozmawialiśmy o funkcjonowaniu Senatu, ale nie padły propozycje, o których mógłbym się wypowiadać.

A takie, o których powiedzieliście sobie, żeby ich jeszcze nie ogłaszać?

Była to luźna rozmowa o funkcjonowaniu Senatu. Nic ponad to nie mogę dodać.

Czysto hipotetycznie, gdyby tak się stało, to…

…gdyby kiedykolwiek pojawiła się propozycja, bym zasiadał we władzach Senatu, to dla mnie ważny byłby płynący z tego sygnał do środowiska osób niepełnosprawnych. Jeszcze mocniejszy niż dotychczas, że można i da się, bo ograniczenia wynikające z niepełnosprawności nie muszą być przeszkodą.

Gdyby padła taka propozycja ze strony prezesa PSL, aby pan był marszałkiem Senatu, to by pan nie odmówił?

W każdej propozycji - począwszy od oferty objęcia fotela wiceprzewodniczącego senackiej komisji - dla mnie kluczowe i wiążące będzie zdanie prezesa Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Już słychać, że Bogdan Borusewicz może zostać marszałkiem Senatu i chce go Koalicja Obywatelska. Dobry wybór?

Pan marszałek Borusewicz jest człowiekiem niezwykle zasłużonym i bardzo doświadczonym marszałkiem, najdłużej urzędującym w historii. Uważam, że byłaby to bardzo dobra kandydatura.

Ale pan doskonale wie, że kombatanci wojen nie wygrywają.

Wiem, ale to będzie dobra kandydatura.

Optymalna?

W tej kadencji rola marszałka wymagałaby od Bogdana Borusewicza nieco innego sposobu funkcjonowania niż w czasach, gdy był marszałkiem mającym za sobą dużą większość senatorów. Jestem jednak przekonany, że by sobie z taką zmianą poradził.

Borusewicz zapewne by chciał, ale Bogdan Zdrojewski deklaruje już, że jest gotów zostać marszałkiem Senatu.

Jest rzeczą oczywistą, że to Koalicja Obywatelska ma najwięcej senatorów w tej grupie, która stanowi dziś większość w Senacie. Zatem to KO wskazuje kandydata. Jeżeli senator Zdrojewski będzie tym kandydatem, to będzie i może się spodziewać także mojego głosu.

PiS ma długie tradycje w wyciąganiu polityków z obozu konkurencji, co prezes PSL nazywał już "politycznym kłusownictwem". Uda im się "wyjąć" kogoś i tym razem w Senacie?

Z całą pewnością PiS będzie podejmować niezwykle intensywne próby.

Pan należał do PiS, więc pan wie, jak to wygląda. Jak?

Zawsze jest podobnie. Na Andrzeja Leppera zastawiono wręcz pułapkę - na własnego koalicjanta i wicepremiera. Osobiście mam za sobą takie doświadczenie, że w czasie pierwszych rządów PiS w latach 2005-07 wysyłano mnie do niepełnosprawnej posłanki Samoobrony.

Koledzy z PiS mówili mi, że przez całą noc aż trzy posłanki PiS namawiały ją do porzucenia Leppera, a ona nie chce i płacze. - Idź ty, bo jesteś niepełnosprawny, to łatwiej znajdziecie wspólny język - tak mi mówiono. Zdecydowanie wtedy jednak odmówiłem

Tak to się odbywa: albo prośbą, albo groźbą. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że PiS ma dziś ogrom narzędzi, z których może korzystać do przekonania kogoś. Przykład śląskiego radnego Wojciecha Kałuży i prześledzenie jego kariery jest najbardziej symptomatyczne.

Spiżarnia PiS jest bogata, a jak ktoś myśli o transferze, to do ostatniego momentu utrzymuje to w tajemnicy. W każdej chwili może się więc zdarzyć niespodziewany transfer, by odbić Senat?

Oczywiście. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że PiS podejmie takie próby. Z pewnością będą to najbardziej energiczne z dotychczasowych w czasie rządów PiS.

Załóżmy, że żaden z senatorów opozycji nie skrewi i zachowacie większość w Senacie. Jak to realnie wpłynie na rządy PiS?

Pierwsza rzecz: koniec z uchwalaniem ustaw w osiem godzin. Dla jakości stanowionego prawa to ważne. Nawet umowa międzynarodowa i ponaglenia, że po drugiej stronie czeka premier Izraela Binjamin Netanjahu, by podpisać jakiś dokument, nie będzie powodem do ekspresowego przepychania ustaw. Tylko wojna upoważnia do takiego szybkiego procedowania.

Proces legislacyjny będzie trwał zatem 30 dni i osiem godzin. Różnica nie będzie wielka.

Tak, ale już sam fakt, że potrwa o 30 dni dłużej, będzie istotny dla kultury prawnej. Poza tym na przykład wybór Rzecznika Praw Obywatelskich będzie niemożliwy bez zgody Senatu. Podobnie przyjęcie sprawozdania pani Julii Przyłębskiej.

Nieprzyjmowanie sprawozdania Trybunału Konstytucyjnego coś w ogóle zmieni w funkcjonowaniu TK? Przecież nie.

Nie zmieni to sposobu funkcjonowania Trybunału, ale jednak permanentna sytuacja odrzucania sprawozdania będzie zwracać uwagę opinii publicznej, że z TK nie jest dobrze.

Więcej o: