Ziobro może żądać fotela wicepremiera. Gowin też. Bez nich nie będzie rządu PiS

Jacek Gądek
Nowy rząd PiS nie powstanie bez posłów wprowadzonych do Sejmu przez Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobrę. Pierwszy może oczekiwać, że pozostanie wicepremierem, a drugi może takiego stanowiska wprost zażądać. Wyniki wyborów akurat dla tych dwóch polityków są optymalne. Nowy rząd PiS będzie bowiem "wisiał" na Gowinie i Ziobrze.
Zobacz wideo

Alians Ziobry i Gowina

Wyniki kandydatów Solidarnej Polski i Porozumienia są takie, bo Ziobro z Gowinem zawiązali alians na czas negocjacji miejsc dla swoich ludzi na listach Prawa i Sprawiedliwości. Ale potem już toczyła się rywalizacja między "ziobrystami" a "gowinowcami", bo musieli oni z dalszych miejsc walczyć o mandaty. A ponadto żaden z nich nie chciał być tym mniejszym partnerem dla PiS, a przynajmniej równie istotnym.

"Ziobryści"

"Ziobryści" rosną w siłę. W kampanii tak Zbigniew Ziobro jak i Patryk Jaki urządzili tournée po Polsce, by wspierać swoich ludzi ulokowany na odległych pozycjach. Wedle naszych analiz będą mieć co najmniej 15 posłów, a finalnie mogą nawet dobić do 19. Za te szable Ziobro może od Jarosława Kaczyńskiego żądać nie tylko fotela ministra sprawiedliwości, ale także teki wicepremiera - to oznaczałoby szczyt dotychczasowej kariery Ziobry.

Z pewnością pozycja Zbigniewa Ziobry w nowym rządzie bardzo wzrośnie. Oczywiście, na ten moment nie ma jeszcze absolutnej pewności, czy PiS będzie mieć samodzielną większość, niemniej jest to bardzo realne. A nawet gdyby obozowi PiS zabrakło kilku szabel, to podkupi - a ma w tym wprawę - kilka kolejnych z szeregów Konfederacji albo PSL.

Liczny w nowym Sejmie oddział "ziobrystów", a teraz już także "jakistów", to doskonałe narzędzie już nie tylko do ochrony własnych wpływów w spółkach Skarbu Państwa i rządzie, ale do ich rozszerzania. Dotychczas Solidarna Polska miała dwóch ministrów konstytucyjnych, ale w tym zupełnie poślednie stanowiska ministra ds. pomocy humanitarnej (jest nim jeden z najbliższych Ziobrze polityków najmłodszego pokolenia - Michał Woś), więc śmiało może żądać ministerstwa wyższej rangi.

Ale ten osobisty sukces Ziobry i Jakiego nie wziął się znikąd. Obaj jeździli po Polsce i wspierali swoich ludzi. Nawet jeśli byli na odległych czy nawet ostatnich miejscach. Nawet pełniąc jednocześnie funkcję ministra sprawiedliwości prowadzącego też własną kampanię - jak Ziobro - i posła do Parlamentu Europejskiego jak Patryk Jaki.

Na ich wsparcie mógł liczyć nawet - pogardzany w samym PiS-ie - Dariusz Matecki, agresywny hejter z internetu. W budowaniu zaplecza pierwszorzędną rolę gra jednak nie styl i jakość kandydatów, ale ich lojalność. Matecki, startując z miejsca nr 15 w Szczecinie, uzyskał 7. wynik - mandatu nie uzyskał, ale widać, że osobiste wsparcie od liderów Solidarnej Polski dało efekty.

Co ciekawe, partia Ziobry - Solidarna Polska - jest bytem iluzorycznym, ale osobiste marki tak Ziobry jak i Patryka Jakiego, a w dalszej kolejności także Beaty Kempy, są w elektoracie prawicowym wręcz mocarne. Partia nie ma własnych pieniędzy ani szerszych struktur, ale parę nazwisk "ziobrystów" działa jak magnes na wyborców. Walutą, którą dysponują, jest uścisk dłoni, wspólne zdjęcie z kimś, które potrafi wywindować nawet szeregowego działacza.

"Gowinowcy"

O ile Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki celowali w prawą, radykalną flankę elektoratu elektoratu, to Porozumienie Jarosława Gowina miało dużo trudniejsze zadanie. Partia Gowina starała się trafić do bardziej liberalnego, także wielkomiejskiego i inteligenckiego elektoratu, a zwłaszcza do małych i średnich przedsiębiorców. I on jednak będzie miał pokaźne zaplecze w Sejmie - 18, a nawet 19 posłów.

To - podobnie jak w przypadku ludzi Ziobry - także efekt osobistego wparcia od Jarosława Gowina. Nawet kosztem osobistego wyniku w Krakowie, gdzie Gowin miał pewny mandat, startując z ostatniego miejsca.

Bez Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry nie da się teraz stworzyć nowego rządu. Taki też był ich cel. Zadanie wykonali.

Więcej o: