Młodzi wyborcy? Większość patrzy na nich stereotypami, jednocześnie nie wiedząc o nich praktycznie nic [ANALIZA]

Łukasz Rogojsz
O podejściu młodych do polityki i o ich poglądach od lat krąży mnóstwo stereotypów. Teraz, mając wyniki najnowszych badań ilościowych, sporą część tych obiegowych opinii można zweryfikować. I, co najważniejsze, lepiej zrozumieć, jak naprawdę młodzi patrzą na politykę.
Zobacz wideo

Na początek kilka liczb. Ważnych. 90,7 proc. - tylu młodych ocenia swój poziom zainteresowania polityką jako niski (51,9 proc.) lub bardzo niski (38,8). 63,5 proc. - to już ci, którzy krytycznie oceniają działania polityków (40,2 proc. raczej negatywnie, a 23,3 zdecydowanie negatywnie). 60,1 proc. - dokładnie taka część młodego pokolenia nie potrafi sprecyzować swoich poglądów politycznych.

Z badania, które na zlecenie Fundacji Konrada Adenauera przeprowadziło Centrum Badań Marketingowych INDICATOR, wynika, że wiele mitów dotyczących młodych Polaków, ich poglądów politycznych i zaangażowania w życie publiczne można włożyć między bajki. Poniżej obalamy trzy najpopularniejsze z nich.

Mit pierwszy: Młodzi są prawicowi

Otóż nie są. Ani prawicowi, ani lewicowi, ani nawet centrowi. Jak już wspomniałem powyżej, prawie dwie trzecie z nich nie potrafi zaklasyfikować swoich preferencji politycznych. Prawicowe poglądy deklaruje jedynie 6,5 proc. badanych, centroprawicowe - 3,3 proc.; skrajnie prawicowe - kolejne 3,1 proc. Łącznie daje nam to po prawej stronie 12,9 proc. populacji 18-30 lat. Dla porównania, po lewej stronie wskaźnik wynosi łącznie 17,2 proc. (skrajna lewica + lewica + centrolewica).

Dobrze pokazuje to prawidłowość, o której już od pewnego czasu mówi część socjologów i politologów - w kwestii polityki młodzi są "zadaniowi", interesuje ich realizacja konkretnych interesów, rozwiązanie istotnych problemów, a nie wpasowywanie się w zmurszałe politologiczne typologie.

Kwestie społeczne, które młodzi określają jako ważne dla siebie, z prawicowością nie mają nic wspólnego. Na pierwszym miejscu, i to ze zdecydowaną przewagą nad całą resztą, jest bowiem równouprawnienie płci (70,3 proc. wskazań). Na podium znalazły się jeszcze postulaty neutralnego światopoglądowego państwa (49,3 proc.) oraz powszechnego i bezpłatnego dostępu do edukacji przedszkolnej (37,8 proc.).

Patrząc na gospodarcze priorytety pokolenia 18-30 też nie sposób powiedzieć, że to klasyczne postulaty konserwatystów. 76,3 proc. chce podwyższenia płacy minimalnej, 54,8 utrzymania programu "Rodzina 500 plus", a 40,8 wprowadzenia zerowej stawki VAT na wybrane produkty.

Co prawda niemal wszyscy młodzi są wierzący - 44 proc. wierzy i praktykuje; 34 wierzy i praktykuje nieregularnie; 17,9 wierzy, ale nie praktykuje - jednak nie przekłada się to na ich stosunek do roli i wpływów Kościoła w państwie. Sześciu na dziesięciu badanych (58,2 proc.) twierdzi, że woli państwo neutralne światopoglądowo niż państwo zideologizowane albo religijne. Z kolei 60,3 proc. młodych deklaruje, że wolność obyczajowa i wolność gospodarcza są dla nich równie ważne.

Mit drugi: Młodzi "obok" ważnych problemów kraju

Tu także pudło. Młodzi nie stoją obok ważnych problemów kraju, tylko po prostu definiują je po swojemu. Po swojemu, czytaj: w sposób inny niż pokolenie ich rodziców czy dziadków. Mając to na uwadze, zupełnie nie dziwi, że młodzi nie odnajdują i nie chcą odnajdywać się w tzw. wojnie polsko-polskiej, że nie interesują ich personalne rozliczenia sięgające pierwszej połowy lat 90., że nie fiksują się na tropieniu i tępieniu w życiu publicznym komuny i/lub postkomuny (przypominam, żyjemy w Polsce A.D. 2019).

Młode pokolenie żyje tu i teraz, mierzy się z problemami i wyzwaniami, które są aktualne i wymagają szybkich reakcji. Dotyczy to zarówno kwestii społecznych, jak i gospodarczych. Dlatego jako priorytety, którymi powinien zająć się nowy rząd, wskazują wymienione wyżej równouprawnienie płci, neutralność światopoglądową państwa i dostęp do bezpłatnych przedszkoli. Na dalszych miejscach wskazują: rejestrację związków partnerskich (34,1 proc.), finansowanie antykoncepcji oraz in vitro z budżetu państwa (21,8), legalizację aborcji i eutanazji na życzenie (20,1), legalizację "miękkich" narkotyków (10,8), poprawę stanu służby zdrowia (9,8).

Jeśli chodzi o gospodarkę, to poza podniesieniem płacy minimalnej, utrzymaniem "500 plus" i zerowym VAT-em na wybrane artykuły młodzi oczekują m.in.: programu mieszkaniowego (38,8 proc.), wyższej kwoty wolnej od podatku (31,3), likwidacji podatku PIT (24,3), zniesienia zakazu handlu w niedziele (23).

Kwestie dostępności do antykoncepcji czy bezpiecznej aborcji to dla nich standard, który znają z wielu zachodnich państw. Podobnie rejestracja związków partnerskich, w których często sami żyją, czy legalizacja "miękkich" narkotyków. O poprawie kondycji służby zdrowia mówią nie tylko młodzi, ale oni są tym szczególnie zainteresowani, bo w większości nie zarabiają i nie mają odłożone tyle, żeby niewydolny system państwowy móc zastąpić kosztowną prywatną opieką zdrowotną. Wzmianka o sytuacji materialnej młodych nie jest przypadkowa. 33,1 proc. uczestników badania deklaruje, że "żyje oszczędnie i dzięki temu wystarcza na wszystko", 31,6 mówi, że "pieniędzy nie wystarcza nawet na najtańsze jedzenie", a 16,4 przyznaje, że "żyje bardzo oszczędnie, aby odłożyć na poważniejsze zakupy".

Idźmy dalej. Brak mieszkań (zwłaszcza na wynajem w rozsądnych cenach) to bolączka, z którą nie potrafił poradzić sobie żaden polski rząd po 1989 roku. Program "Mieszkanie plus" PiS-u miał być remedium na całe zło, a skończył się spektakularną klapą. Z zapowiadanych 100 tys. mieszkań do użytku oddano około tysiąca. Dzisiaj już nawet sami rządzący niechętnie wypowiadają się o tym programie, wiedząc, że nie dali rady.

Tymczasem to młodzi najmocniej odczuwają brak szans na własne M. W większości przypadków nie zarabiają dużo, często pracują na "śmieciówkach", a dla banków, najdelikatniej mówiąc, nie są wymarzonymi klientami. Z kolei gdy opłaty za wynajem i rachunki pochłaniają połowę miesięcznych dochodów albo i więcej, można zapomnieć o jakiejkolwiek stabilizacji. O założeniu rodziny i myśleniu o dzieciach nie wspominając. Dlatego 27,7 proc. badanych wciąż mieszka z rodzicami, 19,9 w akademiku, a 19,1 wynajmuje mieszkanie wraz ze współlokatorami. Na samodzielny wynajem mieszkania stać zaledwie 12 proc. osób z grupy 18-30, na własne M jeszcze mniej - 7,9.

Mit trzeci: Młodzi nie głosują, bo nie dbają o przyszłość Polski

Znów nie. Młodzi faktycznie nie głosują (w wyborach samorządowych do urny poszedł co trzeci uprawniony w wieku 18-29 lat, w europejskich było to już tylko niespełna 28 proc.), ale nie dlatego, że "strzelili focha" albo nie dbają o losy kraju. Powodem jest obecny klimat polskiej polityki, który zdecydowanie im nie odpowiada. Podobnie jak wiarygodność polityków i podejście elit do ważnych dla nich spraw.

63,5 proc. młodych negatywnie (raczej i zdecydowanie) ocenia działania polskich polityków. Jeszcze więcej, bo aż 74,1 proc. młodego pokolenia, uważa, że politycy nie działają w zgodzie z ich oczekiwaniami. Problem nie leży więc w młodych, tylko w starych, a konkretnie w partiach politycznych. To one nie potrafią bowiem skutecznie zdiagnozować preferencji i postaw młodych wyborców, żeby następnie skonstruować dopasowaną do nich interesującą ofertę, która zmieniłaby przytoczone przed chwilą wskaźniki.

A jest o co walczyć. Pokazują to zresztą kolejne liczby. 85,5 proc. młodych Polaków deklaruje, że głosowanie jest obowiązkiem każdego obywatela (55,4 proc. raczej, a 30,1 zdecydowanie). Podobnie wysoki (82,9 proc.) jest odsetek tych, którzy podpisują się pod stwierdzeniem, że "trzeba chodzić na wybory, bo każdy wyborca, choć w niewielkim stopniu, wpływa na sytuację w kraju". Nieprawdą jest też to, młodzi nie mają poczucia politycznej sprawczości. 83 proc. tej grupy uznaje, że ich głos ma znaczenie (54,1 proc. raczej, a 28,9 zdecydowanie).

Ci przedstawiciele młodego pokolenia, którzy nie chodzą na wybory jako przyczyny najczęściej wskazują następujące kwestie: nigdy nie głosują (95,5 proc.), nie ufają polityce i politykom (87,5), czują się znudzeni polityką i układami politycznymi (87), krytycznie oceniają polityków (82,5), uważają, że politycy myślą o własnych potrzebach, a nie o ludziach (82).

Młodzi są też niewygodni dla partii politycznych, bo w dniu głosowania nie mają w zwyczaju wybierać mniejszego zła, tylko głosują na partię, którą rzeczywiście popierają (86,5 proc.). Znacznie częściej decyzję o tym, na kogo oddadzą głos podejmują samodzielnie (83,7 proc.), niż posiłkując się radami rodziny, przyjaciół czy znajomych (16,2). Wyniki badania INDICATORA pokazują, że barierą dla młodych nie są też kwestie organizacyjno-techniczne. Doskonale wiedzą, jak i gdzie głosować. Jeśli więc na wybory nie chodzą, jest to ich osobista decyzja, a nie problem braku kompetencji obywatelskich.

Być może nadchodzące wybory okażą się dla młodych przełomowe. W końcu w cytowanym badaniu aż 62,2 proc. z nich deklaruje, że pójdzie do głosowania. 23 proc. nie podjęło jeszcze decyzji, a 14,8 jasno mówi, że 13 października zostanie w domu. Kto ma szansę przeciągnąć ich na swoją stronę? Walka o głosy tej grupy jest bardzo zacięta. Co prawda pierwsza jest Zjednoczona Prawica (25,1 proc.), ale tuż za plecami ma Koalicję Obywatelską (22,8) i Konfederację (20,4). Dla każdej partii młodzi stanowią jednak istotny rezerwuar głosów. Żeby z niego czerpać, trzeba ich przekonać do gremialnego uczestnictwa w wyborach. To o tyle trudne zadanie, że bez specjalnie przygotowanej i przede wszystkim wiarygodnej oferty jest skazane na niepowodzenie.

Badanie Centrum Badań Marketingowych INDICATOR na zlecenie Fundacji Konrada Adenauera wykonano metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (tzw. CATI) na ogólnopolskiej grupie 1200 osób w wieku 18-30 lat. Próba była reprezentatywna ze względu na takie zmienne jak: płeć, wiek, województwo, wielkość miejsca zamieszkania. Kierownikiem projektu badawczego był Adam Kądziela, doktorant Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Więcej o: