Jarosław Wałęsa: Za późno wskazaliśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską. Miała za mało czasu

Jacek Gądek
- Wskazanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako naszej kandydatki na premiera mogło być szybsze. Należało to zrobić już przed wakacjami, by miała więcej czasu na pokazanie siebie w roli liderki. Pani marszałek to oczywiście robi, jednak czasu miała za mało - mówi Jarosław Wałęsa (PO), były europoseł kandydujący do Sejmu.
Zobacz wideo

Jacek Gądek: - Ojciec namieszał na konwencji nazywając Kornela Morawieckiego "zdrajcą", więc teraz w rodzinie Wałęsów są ciche dni?

Jarosław Wałęsa: - Nie ma ani cichych dni, ani nie było kłótni. Jestem niezależnym od ojca politykiem i na swoje imię i nazwisko pracuję od kilkunastu lat. Od początku swojej działalności publicznej starłem się nie opierać na słowach i dokonaniach mojego ojca.

Bo?

Znam swojego ojca chyba najlepiej na świecie. Nie tylko prywatnie. Pracowałem dla niego przez trzy lata i wiem, że jest niesterowalny. Jeżeli chce coś powiedzieć, to to powie i nie jest dla niego ważne, czy stanie przeciwko niemu wielki tłum i krytycy.

Pan rozmawiał z ojcem tuż przed jego przemówieniem na konwencji Koalicji Obywatelskiej i sugerował pan, żeby nie prowokował?

Dosłownie tuż przed jego wyjściem na mównicę. Siedziałem obok i mówiłem, żeby nas motywował, a jego przekaz był pozytywny. Prosiłem go o to dosłownie na sekundy przed jego przemówieniem.

Nie udało się.

Bo jest niesterowalny. Kocham go i szanuję, ale nie we wszystkim musimy się zgadzać.

Ale pana ojciec twierdzi, że to pan poddał się jakiejś propagandzie mediów, a on ma rację.

Musi to sobie jakoś wytłumaczyć. Jest czas i miejsce na wypowiadanie pewnych opinii. Konwencja Koalicji Obywatelskiej nie była na to najlepszym miejscem.

Pan jest pewny, że ojciec na pana zagłosuje w wyborach?

Tak. Publicznie ojciec nawet to już powiedział.

Ale do wyborów jest parę dni, Lech Wałęsa może więc jeszcze parę razy zmienić zdanie.

Jestem pewien, że będzie pierwszym, który wyśle mi zdjęcie swojej karty do głosowania z krzyżykiem obok mojego nazwiska. Zawsze na mnie głosował i docenia moją działalność publiczną.

O co w istocie chodzi w tym, że pana ojciec chce głosować na pana, czyli Koalicję Obywatelską, ale bardzo wspiera PSL i Władysława Kosiniaka-Kamysza?

Ojciec uważa, że potrzeba równowagi w polskiej polityce: że potrzebujemy konserwatywnego ugrupowania, a takim jest PSL, w Sejmie. Ludowcy są bardzo racjonalną formacją i mój ojciec to ceni. Poza tym od lat nie ma w Sejmie lewicy, co jest kuriozalne, bo wyborcy lewicowi nie mają swojej reprezentacji. Wydaje mi się, że dla zdrowia polityki potrzebne jest zachowanie proporcji, a więc obecności ludowców i lewicy w Sejmie.

Władysław Kosiniak-Kamysz mówi, że pana ojciec powinien przeprosić.

Ale ojciec mówi, że przeprosić nie zamierza.

I w pana ocenie bez "przepraszam" za nazwanie Kornela Morawieckiego "zdrajcą" może się tu obejść?

W czwartek rano zobaczyłem wpis ojca na Facebooku. Przeprasza, ale za to, że jego słowa nie zostały dobrze zrozumiane. Jednoznacznie popiera Platformę Obywatelską i właśnie PO jest dla niego "jedyną zorganizowaną siłą polityczną, która ma szansę zawrócić z drogi szaleńców z PiS". Ale jednocześnie chce pomagać wszystkim tym, którzy chcą naprawiać Polskę po rządach PiS.

A pan trzyma kciuki za PSL?

Przez ostatnie 10 lat blisko współpracowałem z politykami PSL w Brukseli, bo byliśmy w jednej rodzinie politycznej, Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim. Ludowców traktowałem przyjaźnie i w wielu kwestiach możemy dalej współpracować - także w krajowym Sejmie.

Największe wojny są w rodzinie, a rywalizujecie teraz o podobnego wyborcę.

Nigdy nie byliśmy konkurentami. Ludowcy reprezentują wieś, rolników, a my w PO mamy raczej elektorat miejski. Trzeba jednak zauważyć, że po wyborach współpraca partii opozycyjnych de facto będzie wymuszona. Konieczne będzie wypracowanie porozumienia, które pozwoli stworzyć rząd koalicyjny.

Brzmi to trochę jak dzielenie skóry na niedźwiedziu.

Liczę na sukces partii opozycyjnych i na to, że w sumie będziemy mogli zgromadzić większość w Sejmie.

A czy w tej koalicji widzi pan miejsce dla Konfederacji?

Byłoby to trudne. Najważniejsze będzie wypracowanie porozumienia programowego wśród partii opozycyjnych wobec PiS.

…ale także z Konfederacją, jeśli wejdzie do Sejmu i będzie niezbędna do zbudowania większości?

Warto najpierw poczekać na wyniki wyborów i przekonać się, czy w ogóle Konfederacja znajdzie się w parlamencie. Poczekajmy.

Sławomir Neumann mówi, że można sobie wyobrazić po wyborach stworzenie "rządu ratunku narodowego" - także z Konfederacją. Pan też nie wyklucza takiej koalicji?

Sławomir Neumann w czwartkowym wywiadzie już zmienił swoje zdanie. Mnie trudno byłoby sobie taką koalicję budowaną z Konfederacją wyobrazić.

Czy Małgorzata Kidawa-Błońska jest realną liderką?

Jest bardzo lubiana i szanowana. Ma swój dorobek: obecnie jest wicemarszałkiem Sejmu, była też jego marszałkiem, a więc de facto trzecią osobą w państwie. Od wielu lat jest obecna w polityce. Ma potencjał, aby odbudowywać w Polsce normalność. Bardzo się cieszę, że jest naszą kandydatką na premiera.

Kłopot w tym, że pani marszałek zajmowała się głównie kulturą, a nie twardą polityką. W debatach telewizyjnych nie bierze udziału, choć to byłoby naturalne. Dlaczego?

Osobiście uważam, że wskazanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako naszej kandydatki na premiera mogło być szybsze. Należało to zrobić już przed wakacjami, by miała więcej czasu na pokazanie siebie w roli liderki. Pani marszałek to oczywiście robi, jednak czasu miała za mało. Uczymy się jednak na swoich własnych błędach.

Aż 24 proc. Polaków jej w ogóle nie zna. Co czwarty wyborca nie wie, że ktoś taki istnieje.

Widać więc, że należało przedstawić ją w nowej roli kilka miesięcy wcześniej. Jeśli popatrzymy na kandydaturę i potem premierostwo Beaty Szydło, to ona też początkowo nie była rozpoznawalna. A w roli premiera była "sterowana z tylnego siedzenia". Małgorzata Kidawa-Błońska jest osobą niezależną, a jeśli wyborcy pozwolą, to także niezależną panią premier.

Trzy najważniejsze obietnice Koalicji Obywatelskiej i pana osobiste - jakie są?

Bardzo ważną rzeczą jest dziś obrona samorządu. Trzeba wzmacniać ich rolę i pozostawiać w samorządzie więcej pieniędzy.

Sądzi pan, że taka obietnica porwie wyborców?

Samorząd jest ważny. Siła polskiego państwa i gospodarki była budowana w dużej mierze na sprawnie działającym samorządzie.

Oczywiście dla nas wszystkich kluczową rzeczą jest naprawa służby zdrowia. Teraz jesteśmy świadkami jej zapaści. Należy przeznaczać dużo więcej środków na zdrowie, na dostępność do usług medycznych, kształcenie większej liczby lekarzy i pielęgniarek. A trzeci punkt to ekologia, czyli stawianie na zieloną energię, odnawialne jej źródła, samochody elektryczne, fotowoltaikę, termomodernizację budynków. Wszyscy widzimy, co się dzieje z jakością powietrza w Polsce i klimatem na całej planecie, więc trzeba w końcu zadbać o środowisko.

Prof. Waldemara Paruch, sztabowiec PiS, twierdzi, że Polacy nie wierzą w żadne obietnice skrócenia kolejek do lekarzy specjalistów np. do maksymalnie 21 dni, bo służba zdrowia zawsze leżała. Co pan na to? Przecież tych 21 dni to program KO.

W ciągu ostatnich czterech lat kolejki do lekarzy się nie skróciły, ale wydłużyły. Trzeba zobaczyć, co PiS zrobiło, że jest gorzej niż było. Rząd się chwali, że krócej czeka się na wizytę u specjalisty, ale tylko w czterech dziedzinach, w innych jest po staremu, a w większości się one ciągle wydłużają. Trzeba na początek odwrócić ten trend, by kolejki choć trochę się skracały, a docelowo dążyć do 21 dni.

Co pan powie zwykłemu człowiekowi gdzieś na prowincji, gdy pana zapyta: jak wam wierzyć, skoro nie mieliście pieniędzy na 500 plus i niższy wiek emerytalny, a PiS je znalazło?

PiS wprowadziło programy społeczne, w szczególności 500 plus, ale jednocześnie zaniechało zmian systemowych. Dobrze, że wydarzyły się transfery socjalne, bo pomogły wielu ludziom, ale ostatnie dane pokazują, że poziom ubóstwa wzrósł o 1,1 pkt proc. w ciągu roku. Tak nie powinno być.

500 plus miało zachęcić Polaków do powiększania rodzi, ale to nie działa, bo rodzi się coraz mniej dzieci. Poziom ubóstwa znów zaczął wzrastać. Prosty transfer pieniędzy pomaga, ale tylko krótkotrwale. Jeśli nie ma systemowej polityki, to żadne 500 plus nie da efektu w długiej perspektywie.

Jarosław Kaczyński przekonuje, że fundamentem PiS jest wiarygodność. Bo obiecali 500 plus i dali. To dla ludzi, z którymi pan rozmawia, jest istotny argument?

Jeśli się zapytać kogoś na ulicy, skąd jest to 500 plus, to często usłyszymy, że to PiS dało. A przecież to są nasze wspólne pieniądze. Oczywiście, jeśli ktoś widzi dodatkowe pieniądze w swoim portfelu, to jest z tego powodu szczęśliwy. Rolą państwa jednak jest tworzenie wieloletnich programów i szans na rozwój ludzi. Wspaniale, że polska gospodarka - tak jak i światowa - dobrze się rozwija, ale wszyscy wiemy, że po tłustych latach przychodzą chude, dekoniunktura. Musimy się przygotować na lata chude, a PiS tego nie robi. To myślenie na teraz, a co stanie się z naszymi dziećmi, co stanie się z nami za kilka, kilkanaście lat? Kto zapłaci za nasze emerytury, skąd państwo weźmie kolejne środki?

Sondaż zaufania: na czele są Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński. Jak pan to wyjaśni?

W kampanii nie koncentrowałem się tylko na Gdańsku, ale jeździłem po małych miejscowościach. Uczestniczyłem w dożynkach i innych lokalnych wydarzeniach. Spotykałem się z ludźmi, którzy powtarzali mi, że chcą normalności, a nie szaleństwa. Nie chcieli PiS-u. Po tysiącach rozmów wiem, że ludzie chcą spokoju. I nie mają zaufania do obecnego rządu.

A po wyborach…

…Koalicja Obywatelska, PSL i Lewica stworzą wspólny rząd.

Więcej o: