Beczek: Politycy milczą ws. zamachu na Marsz Równości. Jeśli zaczniemy ginąć, nasza śmierć obciąży was na zawsze

Wiktoria Beczek
Przed Marszem Równości w Lublinie policja udaremniła zamach terrorystyczny. Mijają dni, a politycy największego ugrupowania opozycyjnego nie zdobyli się nawet na symboliczny gest potępienia nagonki wobec osób LGBT+. Jeśli zaczniemy ginąć, odpowiedzialne będzie PiS, ale nasza śmierć również politykom KO będzie ciążyła jak kamień u szyi.

Pamiętam zamach w Orlando. Pamiętam twarz zamachowca, który zabił 49 osób, a drugie tyle ranił. Pamiętam ostatnie smsy, które jedna z ofiar wysyłała do mamy przed śmiercią: "Mamo, kocham cię. Jest strzelanina w klubie. Jestem w łazience. Idzie po nas. Zginę". Pamiętam ich pogrzeby, zakłócane przez chorych z nienawiści wyznawców Westboro Baptist Church z transparentami "Bóg nienawidzi pedałów". Pamiętam Anioły - osoby z wysokimi materiałowymi skrzydłami - które zasłaniały homofobów kordonem tak, by nie widziały ich pogrążone w żałobie rodziny. Pamiętam płacz przed ambasadą USA w Warszawie. 

Akcja 'Znicz dla Orlando' przed Ambasadą USAAkcja 'Znicz dla Orlando' przed Ambasadą USA Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Zamach w Orlando był najbardziej tragicznym atakiem na społeczność osób LGBT w Stanach i jednym z najbardziej krwawych zamachów w USA w ogóle. 

Orlando staje się tak przerażająco realne, gdy po Marszu Równości w Lublinie spotykam moich przyjaciół, rozmawiam z koleżanką, która organizowała marsz. Żadne z nas jeszcze nie wie jeszcze, że mogło dojść do tragedii. Dzień później prokuratura podaje, że w chwili rozpoczęcia demonstracji policja zatrzymała lubelskie małżeństwo z domowej roboty bombami. Biegli ocenili, że eksplozja ładunków wybuchowych mogła zabić uczestników manifestacji. 

Najpierw trudno w to uwierzyć. Widziałam przecież ataki na marsze równości, wyzwiska, rzucanie kostką brukową, nawet pobicia. Ale bomba? Doniesienia długo we mnie osiadają, w końcu uderzają jak obuchem w łeb. 

Oburzenie waginą na kiju, cisza w sprawie zamachu

W kolejnych dniach widzę jak media pomniejszają znaczenie tego wydarzenia. Czytam, tytuły liberalnych mediów: "Małżeństwo aresztowane po marszu równości", "Skąd ładunki wybuchowe na marszu równości". Skąd to akurat proste - z nienawiści. 

Te same media rozpisywały się wściekle na temat obrazy uczuć religijnych happeningiem w Gdańsku i podcięciem gardła kukle z przyklejonym zdjęciem abp. Marka Jędraszewskiego. Uczucia religijne okazują się bardziej warte uwagi niż ludzkie życie. Wówczas zdanie w sprawie zabierali politycy ze wszystkich stron sceny politycznej. 

Dziś politycy nie wyrywają się z mówieniem o tym, co zamierzają zrobić, by powstrzymać nienawiść, która mogła doprowadzić do tragedii. Do wyborów zostało raptem kilka dni, lepiej się nie wyrywać z żadnymi stanowiskami, lepiej udawać, że sprawy nie było, a już najlepiej jeszcze wspomnieć o tym, że za bardzo się osób LGBT+ nie popiera, że się do tego ręki nie przyłoży i potępia się obrażanie uczuć religijnych. Byle tylko "tęczowa zaraza" nie przylepiła się do wizerunku. 

>>>W tym roku w Polsce byliśmy świadkami brutalnych ataków na uczestników parad równości. Tak wyglądał marsz w Płocku:

Zobacz wideo

Jeśli zginą ludzie, rozsypiemy ich prochy w waszych biurach

Z Koalicji Obywatelskiej wychodzi jeden głos wsparcia, prywatnie, po cichu. Publicznie nikt nie odważy się potępić udaremnionego zamachu, nie odważy się powiedzieć, że partia rządząca, media publiczne i hierarchowie kościelni rozpętali nagonkę, która sprawiła, że ktoś zapałał nienawiścią tak głęboką, że zechciał zabijać ludzi. 

Nie chcę uczestniczyć w pogrzebach moich przyjaciół. Nie chcę, żeby moi rodzice uczestniczyli w moim pogrzebie. Ale gwarantuję politykom - tak PiS, jak KO - że jeśli ktoś z nas zginie, zrobimy to, co grupa ACT UP zrobiła ponad 20 lat temu, gdy rząd Stanów Zjednoczonych nie robił nic, by zatrzymać pandemię AIDS - przyjdziemy do waszych biur i urzędów, przyjdziemy do Sejmu i Senatu i rozsypiemy prochy naszych bliskich. Zostaną z wami na zawsze, jak prochy zmarłych Amerykanów zostały w ogrodzie Białego Domu. I będą ciążyć jak kamień u szyi.