Nie debata, ale koncert recytatorski z rekwizytami. Ale nie obyło się bez wpadek [ANALIZA]

Debata w TVP to w rzeczywistości koncert recytatorski, a nie żadna dyskusja. Zdarzyło się kilka wpadek, gdy trzeba było improwizować. Retorycznie błyszczał Władysław Kosiniak-Kamysz, a o wzbudzający emocje rekwizyt - wysoki rachunek za leki dla dziecka - zadbał Borys Budka z PO. Andrzej Rozenek z lewicy był bardzo naturalny, a Jacek Wilk bez powodzenia usiłował na wizji reanimować Konfederację. Debatę sprawnie odbębnił Jacek Sasin z PiS.
Zobacz wideo

Największa wagę do debaty przyłożyło PSL. Do TVP poszedł sam prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Inne komitety wystawiły postacie z drugiego szeregu. PSL walczy bowiem o życie i nie może odpuścić walki o żaden głos, zwłaszcza widzów telewizji publicznej.

Pierwsze pytanie o 500+. Tego należało się spodziewać, bo ten program jest sklejony z PiS-em na amen, a i wyborców bardzo interesuje. Borys Budka z Koalicji Obywatelskiej zaczął - celnie - od uszczypliwości, że dawno go w TVP nie było. Tę szpilę telewizji publicznej wbijali też przedstawiciele SLD i Konfederacji. Ale to żarty wystudiowane. Budka recytował obietnicę, że „nic co dane, nie zostanie zabrane”. Celnie odpowiadał, że PO postulowało już wcześniej objęcie wszystkich dzieci tym świadczeniem i wypłatę "trzynastki" dla emerytów - kłopot w tym, że to PiS zrealizowało te postulatu.

Kosiniak-Kamysz starał się zaskoczyć

Władysław Kosiniak-Kamysz też recytował. Elegancko wypomniał PiS-owi, że na debatę nie przyszedł prezes PiS. Lider ludowców starał się błyszczeć i zaskoczyć konkurenta z PiS dając mu "Pakt dla zdrowia", by go podpisał. Sasin go potem zwrócił bez podpisu.

Jacek Sasin to partyjny wyjadacz PiS, który serwuje twardy przekaz Nowogrodzkiej - to jego wydelegowało PiS. Ostatnią rzeczą, którą można się po nim spodziewać, to fajerwerki, ale za to w prezentowaniu twardej linii i narracji PiS jest bardzo sprawny. Tym bardziej i on głównie recytował. PiS tę debatę odbębnił, ale bardzo sprawnie.

Lewica wysłała do TVP Andrzeja Rozenka, który na tle innych mówców był swobodny. Choć nie ustrzegł się wpadki mówiąc, że lewica będzie pracować nad tym, by zapobiegać suszy - nie wyjaśnił jednak widzom słowem, na czym miałoby to polegać.

Występ Jacka Wilka z Konfederacji był bardzo słaby. Usiłował on na wizji reanimować Konfederację i obawy wyborców przed ustawą 447, a więc roszczeniami środowisk żydowskich o zwrot mienia bezspadkowego.

Władysław Kosiniak-Kamysz dostał trudne zadanie skonfrontowania się z kwestią związków partnerskich i adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bo obóz PiS kreował go na "tęczowego Władka". Kłopotliwe dla niego jest już samo zadawanie tych pytań, choć odpowiedział jasno, że jest przeciw. Zabiegając o konserwatywny elektorat szef PSL zapewniał o przywiązaniu do wartości chrześcijańskich i zarzucał PiS-owi cyniczne wykorzystywanie Kościoła.

Z kolei Sasin zaserwował widzom przekaz o "środowiskach LGBT", a nie odniósł się do praktycznego znaczenia związków partnerskich, doskonale bowiem wie, że Polacy nie rozumieją nawet tego skrótu, ale kojarzą go z agresją wobec Kościoła.

Tematy światopoglądowe służą w kampanii PiS-owi i lewicy, zatem Andrzej Rozenek sprawnie wykorzystał okazję, by podkreślić akceptację lewicy dla mniejszości seksualnych i rodziny nie tylko w tradycyjnej formie.

Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to żadnych sensacji nie było. Kosiniak-Kamysz z emocją recytował, że trzeba na nią patrzeć „nie przez pryzmat machania do F-35”, co jest drwiną z prezydenta Andrzeja Dudy machającego myśliwcom w Waszyngtonie. Zarzucał PiS-owi, że nie potrafi powstrzymać napływu "ruskiego węgla" do Polski. I właśnie "ruski węgiel" wywołał najwięcej replik i emocji, jednak temat ten, choć dla PiS kłopotliwy, to na wynik wyborów ma marginalne znaczenie.

Celnie szpilę w punkcie polityki zagranicznej wbił Sasinowi Rozenek, zarzucając PiS-owi, że wiceprezydent USA zabronił polskiemu rządowi opodatkowania wielkich koncernów e-podatkiem. Kłopot w tym, że jest to temat niszowy i bez wyjaśnienie, o co w nim chodzi, do prawie nikogo nie trafi ciętość tej riposty.

Wpadki Budki, Sasina i Kosiniaka-Kamysza

Nie zabrakło wpadek. Jacek Sasin awansował Kosiniaka-Kamysza na wicepremiera w rządzie Donalda Tuska, co jest nieprawdą. Z kolei Borys Budka wspomniał o blisko pół miliarda dla Polski z budżetu UE, które przed laty wywalczył rząd Platformy. Oczywiście w istocie chodziło mu o pół biliona. Celnie za to chwycił widzów za serce pokazując rachunek za leki dla dziecka po przeszczepie: 2082 zł. Winił za to oczywiście PiS.

Kosiniak-Kamysz stwierdził z kolei, że PSL-owi udało się zrównać dopłaty dla polskich rolników ze średnią unijną. To nieprawda, co chwilę potem wytknął mu Sasin. Wysokość dopłat można liczyć na różne sposoby, ale polscy rolnicy dostają obecnie dopłaty poniżej średniej unijnej. Tą wpadką prezes PSL musiał stracić w oczach rolników.

W swobodnych wypowiedziach ciekawie zabrzmiał głos Budki, że "nie uniknęliśmy błędów i wyciągamy wnioski", obiecywał więc poprawę. Jacek Wilk z Konfederacji pochwalił się chudziutkim programem Konfederacji i straszył, że Polska przechodzi stopniowo w obce ręce.

Na emocjach zagrał Andrzej Rozenek mówiąc o swoich dzieciach, z którymi - jak zapewniał - często rozmawia o Polsce, historii i przyszłości. - Myśląc o przyszłości moje dzieci wybierają lewicę - zapewniał. Zapewne fakt, że ojciec jest politykiem lewicy też miał znaczenie.

Kosiniak-Kamysz ostrzegał, czym mogą się skończyć rządy jednej partii, bo przecież „nigdy nie służyły one Polsce”.  Przyznał szczerze, że nie jest idealny, ale radził głosować na PSL.

Sasin z kolei wyrytym - choć nie na blachę - przekazem grał na obawach ludzi, że tylko PiS uchroni zdobycze PiS od zaorania przez opozycję.

Wygranym debaty byłby walczący o polityczne życie Władysław Kosiniak-Kamysz, gdyby nie wpadka z dopłatami dla polskich rolników.