Katecheta i radny na lekcji religii użył przemocy wobec 11-latka. Potem tłumaczył, że "puściły mu nerwy"

11-letni uczeń szkoły podstawowej w Stalowej Woli został ściśnięty za szyję przez katechetę na lekcji religii. Jak się okazało, nauczyciel jest także radnym Prawa i Sprawiedliwości. Przyznał, że podniósł na chłopca rękę, bo "puściły mu nerwy". Obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim, rodzice poszkodowanego dziecka domagają się jego zwolnienia.
Zobacz wideo

Jak opisuje lokalny serwis Echo Dnia, do zdarzenia doszło 10 września w Szkole Podstawowej nr 12 w Stalowej Woli (województwo podkarpackie). Podczas lekcji religii grupa uczniów piątej klasy przesuwała ławkę na tyłach klasy i nie reagowała na upomnienia nauczyciela. Z relacji matki poszkodowanego chłopca wynika, że w pewnym momencie wzburzony katecheta podszedł do jej 11-letniego syna od tyłu i z całej siły złapał go za szyję.

11-latek złapany za szyję na lekcji religii. Katecheta przyznał, że "puściły mu nerwy"

Matka poszkodowanego chłopca złożyła pisemną skargę na nauczyciela - podkreśliła w niej, że ściśnięcie szyi jej syna było bardzo mocne i trwało dłuższą chwilę. 11-latek relacjonował, że czuł piekący ból szyi i ciężko było mu oddychać. Po zdarzeniu chłopiec zaczął płakać, a katecheta kazał mu usiąść w ławce. Na koniec miał jeszcze uderzyć pięścią w biurko.

Dyrektor szkoły potwierdził, że do zdarzenia doszło i ocenia je jako wysoce naganne - podaje Echo Dnia. Nauczyciel przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim, podczas jednej z rozmów z dyrekcją miał przyznać, że "puściły mu nerwy". Rodzice 11-latka domagają się jego zwolnienia. Dyrektor szkoły zgłosił sprawę do rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli, który działa przy wojewodzie podkarpackim. 

Jak podaje rzeszowska "Gazeta Wyborcza", katecheta jest także samorządowcem. To Marek Tyza, który został wybrany do rady powiatu Stalowej Woli z listy Prawa i Sprawiedliwości. Przewodniczy jednej z komisji, które zajmują się edukacją i sportem. W rozmowie z "Wyborczą" rodzice uczniów, którzy wcześniej chodzili do Szkoły Podstawowej nr 12, potwierdzają, że podobne incydenty z jego udziałem mają już miejsce.

Więcej o: