Marian Banaś tłumaczy się w Trójce: Ten pan zadzwonił, ale nie podjąłem rozmowy. Byłem bardzo zajęty

- Ten pan zadzwonił, ale nie podjąłem rozmowy. Byłem bardzo zajęty, nie miałem w ogóle możliwości ani też nie chciałem z tym panem w ogóle rozmawiać - tłumaczył się Marian Banaś w radiowej Trójce z rozmowy telefonicznej pokazanej w "Superwizjerze" TVN. Szef Najwyższej Izby dodał, że nie zna rodziny, która wynajmowała jego kamienicę w Krakowie i prowadziła tam hotel z pokojami na godziny, co ujawnił "Superwizjer".

W poranku radiowej Trójki Marian Banaś tłumaczył Mariuszowi Krzemińskiemu, że mężczyzna nagrany przez reporterów "Superwizjera" to ojciec najemcy kamienicy. Marian Banaś twierdzi, że nie zna ani jego ani reszty rodziny, kojarzonej z krakowskim półświatkiem.

Nie znam ich, nie podjąłem rozmowy

- Swój telefon przekazałem najemcy, synowi mężczyzny, który dzwonił - na wypadek gdyby coś się stało, jakaś nagła sytuacja w kamienicy, awaria - stwierdził Marian Banaś. - Być może syn przekazał telefon ojcu. Ten pan zadzwonił, ale nie podjąłem rozmowy. Byłem bardzo zajęty, nie miałem w ogóle możliwości ani też nie chciałem z tym panem w ogóle rozmawiać. To nie był ani mój bliższy znajomy, ani nie znałem jego braci, których przedstawiono jako byłych kryminalistów. Nie mam z tym nic wspólnego - podkreślił.

Tymczasem z materiału "Superwizjera" można się zorientować, że rozmowa z Marianem Banasiem trwała dłuższą chwilę. Mężczyzna z hotelu zdążył naświetlić mu "problem" z dociekliwym klientem.

Nic nie wiedziałem

Szef NIK oświadczył również, że nie miał pojęcia o działalności, jaka prowadzona była w jego kamienicy. 

- Dowiedziałem się bardzo późno - powiedział. Odciął się całkowicie od informacji o hotelu na godziny. - Wynająłem tę kamienicę na działalność hotelowo-turystyczną, nie ja jestem za to odpowiedzialny.

Służby nie informowały właściciela nieruchomości o żadnych niepokojących faktach. Banaś twierdzi, że nie skarżyli się też sąsiedzi, nic nie zapowiadało problemów.

Marian Banaś powiedział również, że cena za wynajem kamienicy, jaką ustalił, może wydawać się stosunkowo niska, ale to dlatego, że najemca podpisał z nim umowę przedwstępną i wszystko wskazywało na to, że w końcu stanie się jej właścicielem.

Hojny AK-owiec

Banaś twardo zapewnia, że cała sprawa jest prowokacją wyborczą wymierzoną w szefa NIK osobiście oraz rząd, który "miał zaszczyt reprezentować" i który "miał sukcesy".

23 września na antenie TVP Info Marian Banaś zdradził, skąd wziął się jego majątek: - 30 lat temu poznałem żołnierza AK, z którym się zaprzyjaźniłem jeszcze w latach 80. W 2007 roku w umowie dożywocia przekazał mi swoją starą kamienicę rodzinną, którą ja wyremontowałem. Stąd się wziął mój majątek - powiedział.

Jak ustalił TVN, kamienica na krakowskim Podgórzu stanowi zastaw kredytu w wysokości 2,6 mln zł. Otrzymała go spółka syna Mariana Banasia - Room4You.